sobota, 13 marca 2010

What i'm doing



Przezywam katolicyzm w wersji indyjskiej.


Pisze do Was listy i kartki, moi drodzy:)



Kupuje prezenty.



Spotykam bezinteresownie milych ludzi.

Rozkoszuje sie cudownym smakiem soku z trzciny cukrowej.

I miewam motylki w brzuchu.

3 komentarze:

Matylda_ab pisze...

Katolicyzm w wersji indyjskiej, to ciekawa konstelacja. ;) Choć, jak widzę na załączonym obrazku, kicz i brak estetyki, ten sam. ;)) Ale za to symetria jest zachowana, no prawie. :))
Jak widzę takie zapachowe herbaty, to aż mi soki żołądkowe strajkują. ;) Nie kuś. Pozdrawiam. ;)

Anonimowy pisze...

swojsko wyglada ten katolicyzm w wersji indyjskiej ;-).

ulotny pisze...

@Matylda: powiem Ci, ze na pierwszy rzut oka wyglada to jak hindusistyczne oltarzyki, dopiero po chwili dociera do patrzacego, ze to Jezusek lub Maryjka a nie Shiva albo Ganesha...