niedziela, 14 marca 2010

Sunrise

Polozylam sie o 3.30 z nieokreslonym uczuciem, ze cos sie jeszcze tej nocy wydarzy. Po pol godzinie poczulam dreszcze. Po chwili dreszcze ustapily miejsca goraczce. I tak bylo do 6 nad ranem. W momentach wracajacej swiadomosci przeklinalam w duchu komary i goanskie kielbaski, ktore zjadlam na obiad. Malaria - myslalam - jak nic. W dodatku przypomnialy mi sie fragmenty z Mircei Eliadego w "Majtreji", w ktorej to ksiazce opisal, jak zapadal na malarie. Sny, widzenia, osamotnienie po utraconej milosci. Wlasciwie ten ostatni czynnik najbardziej chyba oslabil jego odpornosc. Tak, zawiedziona amilosc moze oslabic.

A wiec tak wyglada malaria? Acha. W fazie goraczki, gdzies okolo 6.40 postanowilam obejrzec wschod slonca. Na trzesacych sie nogach wyszlam na pusta plaze. Mimo ostrzezen wspollokatora. Bylo pieknie, mokro i jeszcze mrocznie. Wschodu nie obejrzalam - chmury byly zbyt geste. Za to obskoczyly mnie czarne psy i polizaly w nogi. Nie pamietam, jak wrocilam do pokoju, ale spalam do 10. Ciezkim i twardym snem. Malaria, czy choroba podroznika - whatever. Rudobrody Amerykanin jest zdania, ze to piekne by bylo - umrzec w Indiach.

W bardzo rzadkich wolnych chwilach czytam nowa Esther Villar. Ksiazka znowu o tym samym - o gonieniu i uciekaniu kobiet i mezczyzn. Kobieta oczywiscie goni, a przynajmniej powinna. Ale tak, zeby ON myslal, ze to on goni. Warto skorzystac z jej porad, naprawde. 






Wybaczcie chaos (haos?) i niegramatyczne sformulowania. Spiesze sie. Wiecej, lepiej, mocniej - po powrocie.

2 komentarze:

Matylda_ab pisze...

UU, a co to za gorączka? Zabrzmiało to trochę groźnie.

Anonimowy pisze...

no jakies scierwo mnie meczy, nie moge jesc. ale juz lepiej - goraczka i dreszcze przeszly.
agnes