sobota, 24 maja 2014

National Book Trust of India in Warsaw/Książki z Indii na Targach na Stadionie Narodowym


Książki z Indii są na trwających właśnie Targach Książki w Warszawie.

Na stoisku siedzą dwaj mili Indusi i robią zdjęcia, kiedy tylko ktoś zatrzyma się na dłuższą chwilę przy książkach z Indii. Książki choć nowe, wyglądają na stare - postrzępione rogi, przybrudzone okładki, stronice żółte od słońca, zakurzone grzbiety. To wydaje mi się dość wymbolicznym pokazaniem, jakie Indie naprawdę są.

Żadnej z tych noszących na sobie kurz Delhi perełek nie można niestety na Targach kupić. Można za to dostać katalog (też z pożółkłymi i postrzępionymi stronami) i z niego zamówić książkę, która przyleci do nas wprost z National Book Trust, India.

I bardzo ważny akcent indyjski: Książka Katherine Boo "Zawsze piękne" dotarła do finału nagrody im. Kapuścińskiego. Książka ważna - o biedzie i korupcji w slumsie Annawadi, który sąsiaduje z lotniskiem w Bombaju. Autorka wie o czym pisze, bo przez siedem lat mieszkała w Bombaju, ma też indyjskiego męża.

Wywiad z Katherine Boo w ostatnim Dużym Formacie: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,137939,16005314,Cholernie_trudno_byc_dobrym__Rozmowa_z_Katherine_Boo_.html



Więcej o National Book Trust, India: http://nbtindia.gov.in/
Więcej o targach: http://www.targi-ksiazki.waw.pl/edycja-2014/program/wszystkie-wydarzenia/

wtorek, 13 maja 2014

India on Planete+ Doc Film Festival Warsaw


Do 18 maja trwa w Warszawie Festiwal Planete+ Doc Film Festival. Polecam dwa filmy o Indiach:

"Krishna Das" - niezwykła muzyczna historia upadków i przemiany człowieka.
http://planetedocff.pl/2014/index.php?page=film&i=2744

oraz
"Sól tej ziemi" - prosty obraz, w którym właśnie obraz gra większą rolę niż słowa.
http://planetedocff.pl/2014/index.php?page=film&i=2679

czwartek, 6 marca 2014

Smak curry, reż. Ritesh Batra/Dabba/The Lunchbox

"Może zdecydujecie się na dziecko? Czasem dziecko pomaga małżeństwu"
"Czasem zły pociąg zabierze cię na dobrą stację"



Dobry film o samotności. Choć nieco powierzchownie traktuje problemy wielkiego indyjskiego miasta.

Ritesh Batra, młody reżyser, który wychował się Bombaju, gdzie toczy się akcja filmu, mówi w poniższym wywiadzie, że Bombaj jest jak Manhattan. Wierzę, a być może wkrótce to sprawdzę. W każdym razie filmowa historia nie mogłaby wydarzyć się w Nowym Jorku, za to mogła tylko wydarzyć się i zapewne się wydarzyła w Bombaju, bo tylko tu działają Dabba - dostarczyciele, którzy dowożą obiady gotowane przez żony siedzące w domach mężom pracującym w biurach. Dabba pracują tylko w tym mieście i jak mówi w filmie jeden z nich "naukowcy z Harwardu przyjeżdżają badać fenomenalny fakt, że nigdy nie mylą adresu dostawy". W tym przypadku jest inaczej. Pomyłki, zmieniające życie. Trochę tym wątkiem film Ritesha Batry przypomniał mi o smutnym i smętnym i przez to wzruszającym filmie "Once".




Zobaczyłam film w ramach cyklu MaMa w Kinie Praha, który świętuje właśnie pierwsze urodziny!

piątek, 29 listopada 2013

Lovebirds. Rebel Love in India/Do zobaczenia na HumanDoc w Warsaw, 1 December 2013

Lovebirds. Rebel Lovers in India. Wiele mówiący tytuł. Papużki nierozłączki, walczący kochankowie, zbuntowani zakochani, powstańcy miłości. U nas przetłumaczony jako "Niepokorni kochankowie". Piękny jest ten tytuł - taki, że płakać się chce, bo przypominają się wszystkie dobre filmy o miłości i te gorsze też, oraz wszystkie nikomu nieopowiedziane historie. Z miłości można zrobić bardzo dużo, nawet postawić się rodzinie, którą się kocha i szanuje. Nawet rodzinie - to w tradycyjnych Indiach bardzo trudne. W wiosce, w której wielopokoleniowe rodziny żyją razem, w kupie, w której każdy każdego zna, lubi i poważa, opuścić własne gniazdo z powodu sprzeciwu wobec woli rodziców to tak, jakby w Polsce zamiast przyjechać do starych i chorych rodziców na święta, polecieć na last minute.



Film o tym, że w Indiach nie można legalnie zawrzeć małżeństwa tylko dlatego, że się kogoś kocha. Na pierwszym miejscu jest tradycja, która nakazuje, by rodzice w imię dobra dzieci wybierali im osobę, z którą dzieci te - czasem już odchowane, ba - nastoletnie nawet, a czasem jeszcze po prostu dzieci - spłodzą kolejne dzieci i spędzą resztę życia. Na tę tradycję nakłada się system kastowy, który zabrania małżeństw między kastami. Dlatego powstało Love Commando, które w Delhi prowadzi Sanjay Sachdev. Ciągną do niego z wiosek uciekające przed sądem wspólnotowym i rodzinnym ostracyzmem zakochane pary, które Sachdev przygarnia i udziela im ślubu. Tylko co potem. Gdzieś muszą wrócić, żyć.

Obejrzyjcie 6-minutowy skrót filmu (z angielskimi napisami) tu.

A w niedzielę, 1 grudnia idźcie do Kinoteki, bo o 22.30 ten dokument będzie pokazywany w ramach Festiwalu HumanDOC. Film dostępny będzie (już jest?) też na iplex.pl.

Polecam też w ramach tego Festiwalu świetny film o człowieku, który zapoczątkował rewolucję podpaskową w Indiach: Menstrual Man.

środa, 6 listopada 2013

Tajemnicza wiedza na temat Bhagawadgity/Bhagawadgita not for everybody

Chciałam się dowiedzieć, dlaczego Bóg zachęca człowieka do bratobójczych walk. Liczyłam, że lepiej zrozumiem złożoność i nieprawdopodobną nieprzewidywalność indyjskiej duszy - jeśli taka istnieje. Niestety kurs Hinduskie Pismo Święte http://www.uo.uw.edu.pl/kursy/kultura_i_sztuka/hinduiskie_pismo_swiete
nie odbędzie się w tym semestrze. Uniwersytet Otwarty odwołał zajęcia z powodu zbyt małej liczby zainteresowanych. Cóż, interesują mnie więc wyłącznie dość niszowe tematy. A Bhagawadgitę zna ponad miliard ludzi na świecie. Zna lub o niej słyszało na podobnej zasadzie, jak o Biblii wie sporo katolików. Czym jednak jest ów miliard w polskiej Warszawie na polskim uniwersytecie?


Katoliczka w jednym z licznych w mieście Old Goa kościołów katolickich. Goa, 2010.

sobota, 28 września 2013

Gdyby Budda umawiał się na randki/If Buddha went dating



Cisza na blogu nie oznacza ciszy w temacie Indii. Czytam "Gdyby Budda umawiał się na randki".
Cisza na blogu oznacza głośność życiowych dróg. Cisza na blogu oznacza prozaiczny, prostacki wręcz brak czasu.

sobota, 18 maja 2013

William Dalrymple/"Dziewięć żywotów. Na tropie świętości we współczesnych Indiach"



To bardzo dobrze, że William Dalrymple nominowany jest do Nagrody Kapuścińskiego! To mnie bardzo cieszy.


Nie mam czasu na autorski opis, więc kopiuję poniższy ze strony Wydawnictwa Czarne. Śpieszę się na Targi Książki!

Dziewięć osób, dziewięć ścieżek życia. Każda wiodąca przez inne doświadczenia religijne, każda niosąca niezapomnianą opowieść. Od rytualnej śmierci głodowej do tajemniczych praktyk tantrycznych, od boga wcielającego się w tancerza po rzeźbiarza stwarzającego boga z brązu. William Dalrymple dzieli się z czytelnikami wiedzą, którą zebrał, i historiami, których wysłuchał w ciągu swojego ponad dwudziestopięcioletniego pobytu w Indiach. Prowadzi nas na wrzące pogranicze pakistańskie, gdzie sufizm stawia czoło postępującej talibanizacji, i do Bengalu, gdzie składa się krwawe ofiary bogini Tarze, a boży minstrele głoszą, iż Najwyższej Prawdy należy szukać w sercu, nie w niebiosach. Oddaje głos buddyjskiemu mnichowi, który pokutuje za to, że zerwał śluby, by zbrojnie bronić Tybetu przed chińską inwazją, i dewadasi, świętej prostytutce, która obie swe córki wprowadziła w zawód.

Nie ma w książce brytyjskiego pisarza i historyka powierzchownego urzeczenia egzotyką ani taniej sensacji – jest głęboki namysł nad sednem tożsamości religijnej, przekazem tradycji, przemianami społecznymi i zapamiętaniem w wierze. A przede wszystkim jest co najmniej dziewięć ścieżek wiary i dziewięć historii życia.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Dni Indyjskie 2013 - Kraków 23-24 maja

Rezerwujcie czas na majówkę indyjską w Krakowie - w tym roku Dni Indyjskie odbędą się w dniach 23-24 maja.


Więcej szczegółów już wkrótce tu: http://dniindyjskie.wordpress.com/.

środa, 27 lutego 2013

MaMa w Kinie Praha/MaMy przejmują kina!



W końcu coś dla matek na Pradze Północ!

W imieniu Fundacji MaMa zapraszam na specjalne pokazy filmowe dla mam z dziećmi. Przed filmami będziemy spotykać się z ciekawymi ludźmi, pedagogami, psychologami, doradcami rodzin, będziemy brać udział w warsztatach samorozwoju i couchingu dla kobiet, poznamy ekologów i podróżników. Do Indii też zapewne pojedziemy.

Nieśmiało choć nieskromnie przyznaję - tak, ja za tym stoję:) I bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się wcielić ten pomysł w życie. Oczywiście bez Kina Praha by się nie udało.

6 marca spotykamy się z konsultantkami Mary Kay, potem oglądamy film "Daję nam rok".

20 marca porozmawiamy z Agnieszką Stein, autorką książki "Dziecko z bliska", o spotkaniu obejrzymy film "Miłość".


Więcej tu: www.kinopraha.pl/wydarzenie/mama-kinie-praha

poniedziałek, 11 lutego 2013

NAZYWAM SIĘ MILIARD/ONE BILLION RISING POLAND



Nie pisałam o tym brutalnym gwałcie w Delhi celowo. Wyziera on z niemal każdej gazety opiniotwórczej, codziennej czy kobiecej. Stał się też impulsem tegorocznej akcji Nazywam się Miliard. Czy tańczenie jest dobrą formą protestu przeciw przemocy wobec kobiet na świecie? Nie wiem. Ale jeśli to ma coś zmienić, niech będzie i tańczenie.

http://www.feminoteka.pl/nazywamsiemiliard/

sobota, 9 lutego 2013

Marek Niedźwiecki w poprzednim wcieleniu był Hindusem


http://www.marekniedzwiecki.pl/bdcf984b91a31c981a6f71b8961bec3e,entry.html

A jego książkę "Nie wierzę w życie pozaradiowe" przeczytałam wczoraj w godzinę. Ciekawa.



Szkoda tylko, że otworzył się tylko trochę. I że tak mało w niej o życiu osobistym - a to takie przecież interesujące.

czwartek, 13 grudnia 2012

Tribute to Ravi Shankar.



Mówi się, że dzięki niemu muzyka indyjska przestała być skostniała. Jednocześnie udało mu się pozostać wiernym tradycji. Muzyka Raviego Shankara rozbrzmiewa w Indiach wszędzie - na targach, ulicach, przed świątyniami, w domach. Hipnotyzujące brzmienie instrumentu a angielskiej nazwie citar (w tłumaczeniu nie będzie to jednak chyba merytoryczny odpowiednik cytry) przypomina mi leniwe śniadania i przedpołudnia spędzane w knajpie z widokiem na morze na plaży w Palolem na Goa. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam go świadomie - w słuchawkach z indyjskiego ipoda, które podał mi przyjaciel, mówiąc: "Posłuchaj, zamknij na chwilę oczy, potem popatrz na wodę, you will love it". Transcendencja. Ale bez egzaltacji.



Ravi Shankar zmarł w środę nad ranem w San Diego w USA. Miał 92 lata.
Ma dwie utalentowane córki - Anoushka Shankar i Norah Jones to znane artystki.

czwartek, 29 listopada 2012

My little India in Paris

Miło jest kupić prawdziwą herbatę kardamonową.
Nasycić się zapachem szafranu, dotykać buteleczek z olejem kokosowym i henną.



Na wyciągnięcie ręki są płyty i filmy w nieziemsko wysokiej cenie jak na pirackie kopie indyjskie - po 1 Euro.



My little India in Paris:) Czegóż chcieć więcej? La Chapelle, life is good, odlatuję:)

niedziela, 28 października 2012

Indian Job/Tydzień kina indyjskiego i robota w Indiach



Wielkie święto dla fanów kina bollywood i nie tylko! Ciekawa filmowa impreza szykuje się w kinie Kultura w Warszawie w dniach 5-10 listopada: Tydzień Kina Indyjskiego. 100-lecie kina w Indiach. Na razie nie ma programu, ale więcej informacji znajdziecie z pewnością wkrótce na stronie współorganizatora - Stowarzyszenia Filmowców Polskich:
http://www.sfp.org.pl/aktualnosc,pl,1e4349251b9b5ac.html

A poza tym zostałam współpracowniczką indyjskiego magazynu dla nastolatków. Tym, którzy wiedzą, czym się zajmowałam zawodowo przez ostatnie 4 lata nie muszę wyjaśniać, że to idealna robota, prawda?:) A poważnie mówiąc to bardzo, bardzo się cieszę i mam nadzieję, że współpraca będzie się rozwijała.

środa, 26 września 2012

Nowe Kontynenty/Traveling-writing monopoly



Polecam drugi numer magazynu "Kontynenty". To nowy magazyn o podróżach wydawany przez Agorę. Swoją drogą szkoda, że większość dobrych magazynów jest w jedynym ręku - przejrzałam, zachwyciłam się i zaczęłam szukać stopki, a kiedy zobaczyłam, że to Agora, to pomyślałam: kurczę, znowu oni. Ale ci oni mają ludzi, pomysły i pieniądze. Trudno, nie szkodzi. Ale ponieważ to Agora, to piszą tam dziennikarze z nią związani - Wojciech Jagielski, Lidia Ostałowska, Krzysztof Varga, Krzysztof Miller. I to oczywiście jest zaleta, ale ich można czytać niemal wszędzie, oni wydają też książki, trochę zawłaszczając rynek. Ale na szczęście jest też Paulina Wilk opowiadająca poetycko o bogatych i biednych i w sposób sobie właściwy hipnotyzująca czytelnika.

O niezwykłych, muzycznych wyprawach m.in. do Indii pisze też znakomicie Maria Pomianowska - dyrektor artystyczna Warszawskiego Festiwalu Skrzyżowanie Kultur.

Wiele smaków literackich w tym magazynie jest. Mój ulubiony to jednak ten Masłowskiej. Fragment jej nowej powieści, która ukaże się w październiku, sprawia, że nie mogę się tej książki doczekać. Masłowska pisze tu jak podróżniczka, a szyk w zdaniach jest poprawny, składnia jak z podręcznika jęz. polskiego. Zmęczyła mnie na początku ta "zwykłość", bo oczekiwałam fajerwerków w postaci języka zasłyszanego, ulicznego i siarczystego, a tu proszę - taka dorosłość trochę. Ale czyta się doskonale.

piątek, 3 sierpnia 2012

Abida Parveen/W kontraście do artysty z poprzedniej notki


Odkrycie miesiąca: Abida Parveen. Bardzo popularna w Indiach pieśniarka. Zahipnotyzowała mnie. Słyszę w jej muzyce... Albo nie, najpierw zróbcie takie ćwiczenie, a sami zobaczycie, co usłyszycie. Usiądźcie wygodnie i zamknijcie oczy. Przypomnijcie sobie, kiedy było wam dobrze, spokojnie, bezpiecznie. Poczujcie powiew ciepłego wiatru.



I?!

Ja właśnie słyszę w muzyce tej pakistańskiej królowej sufickich poematów spokój i wyciszenie. Trochę jak po pływaniu, bieganiu albo innej aktywności fizycznej. Mięśnie przyjemnie drgają. Kiedy zamknę oczy, widzę kobiety idące o świcie plażą w Goa. Niosą na ramionach gałęzie wyrzucone przez przypływ oceanu. Po plaży biegają bezpańskie psy, wbiegają na chwile do wody, piją łapczywie i uciekają, bawiąc się z falami. Słońce dopiero wstaje, dalej na plaży biali turyści ćwiczą jogę, pomiędzy nimi pełza po mokrym piasku na oko roczne niemowlę. Jest spokojnie i tak jak powinno być.
Widzę też zielone liście palm - jeśli odwrócę głowę w przeciwną stronę do oceanu. Soczyste i mięsiste. Dają cienia tyle, ile trzeba. Tyle, żeby zmieściły się w nim czekające na klientów sprzedawczynie biżuterii. Ręce mają obwieszone bransoletkami, dzwonią przy każdym ruchu. Czekają na nowych turystów, bo wiedzą, że ani ci od jogi, ani ja nie skusimy się na ich kolorowe paciorki.
A kiedy - będąc na tej plaży - zamknę oczy, czuję wiatr, który osusza mokre od bryzy ramiona. Odległe wydają się problemy sercowe, mieszkaniowe, finansowe, a nawet egzystencjalne. Jest jakoś dobrze.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Polak śpiewa indyjskie piosenki/Indian song by Polish singer

Niech ktoś zabroni mu śpiewać! Denerwujący głos, irytująca persona, sztuczny sposób bycia. Myśli, że śpiewa tak, jak w Indiach, ale troszkę mu nie wychodzi. Popularyzuje i przybliża indyjskie dźwięki, śpiewając w hindi, urdu czy bengali (nie poznaję szczerze mówiąc, ciekawe, czy on sam rozróżnia języki). Zamiast prawdziwego brzmienia przywołującego wspomnienie lepkiego od kurzu, rozedrganego powietrza Indii mamy połączenie folku, zakopiańskich skrzypek i nadającej popowy ton perkusji.

Protestuję, bo tego nie powinno się robić muzyce indyjskiej. Indie w wykonaniu Michała Rudasia, warszawiaka z Piaseczna, laureata "Szansy na Sukces" i twarzy innych programów, w których jedni śpiewają piosenki, a inni ich oceniają, wcale mnie nie pociągają. O jego tekstach piosenek śpiewanych w języku polskim na melodie indyjskie nie chcę się tu w ogóle wypowiadać. Wybaczy pan, panie Michale. Może zmienię zdanie, kiedy zobaczę pana 14 sierpnia na żywo na koncercie w
Art Parku?
Ale na razie wybaczam panu to wszystko, bo wkłada pan serce w to, co pan robi, bo brał pan udział w nagraniach Masala Sound System. I kocha pan Indie. I pana piosenki zapewne wkrótce staną się przebojami (o ile jeszcze nie są - podobno niektóre już są) za sprawą płyty "Shuruwath". Muzykę oceńcie sami: www.michalrudas.pl

Wiele też o artyście mówi jego sesja zdjęciowa. Ulubione atrybuty to ciemne okulary (ok, Indusi przyswajający zachodnie wzorce bardzo je lubią), koszulki z wielkimi dekoltami, lekki zarost (jeszcze bez wąsów) i wystające ze spodni majtki. Dominujące kolory to czerń i biel. I jeszcze uwodzicielsko przekrzywiona głowa i uśmiech, który w zamyśle fotografa zapewne miał kobiety zwalać z nóg.


W sumie właściwie to nie wiem, czy się wybiorę na ten koncert.

piątek, 1 czerwca 2012

O Indiach Wilk piszę w nowej Zadrze/Gandhi for manager



Dedykacja Pauliny Wilk zmobilizowała mnie do pracy. W jubileuszowej Zadrze nr 50-51 (www.efka.org.pl) przeczytać można moją recenzję jej "Lalek w ogniu". Ciągle polecam tę książkę, zwłaszcza że właśnie dostała nominację do nagrody literackiej Nike.

Zestawienie z "Antymacierzyństwem" nie jest przypadkowe, choć trochę jest, bo to wydanie "Czasu Kultury" akurat miałam pod ręką, dlatego posłużyło jako stoper dla zamykającej się okładki. Antymacierzyństwo jest u mnie teraz bardzo na czasie, co nie znaczy, że złą matką się staję - mam nadzieję. Ale na pewno inną jestem już kobietą. Dojrzalszą? Bardziej odpowiedzialną? Spokojniejszą? Kiedy uspokaja się nieco zachwyt nad potomkiem, do głosu dochodzi ego kobiece, które na nowo domaga się samookreślenia. Niektóre moje koleżanki robią kursy coachingowe, piszą biznesplany, zmieniają zawód, spełniają się kulinarnie, robią biżuterię z filcu albo piszą blogi macierzyńskie. I to jest zdrowe i twórcze. I ja bym tak chciała. Niestety, moja kreatywność nadal ogranicza się do ekranu komputera. I może to jest błąd. Jest na szczęście biblioteka na dole.


Tę książkę podczytuję - bo do tego zachęca jej poszatkowana forma. Opowieść o niektórych mrocznych aspektach przeszłości charyzmatycznego Hindusa czyta się łatwo, bo i czasem wielkie myśli małego, chudego Hindusa podane są tu w sposób dość irytująco spłycony. O ile sceptyczna jestem wobec wszelkich publikacji w stylu jak uzdrowić swoje życie w 10 krokach, to ta książka stanowi wyjątek. Prócz oczywistej dla mnie zalety, mianowicie takiej, że Indie ma w tle, to jest jeszcze zabawna. Uprzedzam jednak, że nie każdy ten humor dostrzeże. Subtelne traktowanie rzeczywistości przez Gandhiego widać w obfitych cytatach ze skromnego i pokornego przywódcy duchowego narodu indyjskiego. Lubię takie cytaty.

Źródłem siły nie są możliwości. Jest ona owocem niezłomnej woli.
Kto ciągle mówi o swych niedostatkach, zwielokrotnia je.
Przyczyna większości nieporozumień między ludźmi tkwi w podejrzliwości, a jej powodem jest z reguły lęk.

Otwierają one każdy z rozdziałów, wśród których są np. te poświęcone prawdzie, odnajdywaniu siebie samego, empatii w kontaktach z innymi, umiejętności słuchania i milczenia i inteligencji emocjonalnej. Czytając tę książkę ma się wrażenie, że to wszystko są przecież oczywiste prawdy - żeby nie powiedzieć banały. Ale jest też kilka momentów zaskakujących, np. te dotyczące życia seksualnego Gandhiego w związku z żoną Kasturbą, z którą został ożeniony gdy miał lat 13.

Można do tej książki zajrzeć, ale nie należy spodziewać się, że lektura powie nam jak tu żyć. I że potem będzie sprawniej, jak u Szymborskiej:

SĄ TACY, KTÓRZY
Są tacy, którzy sprawniej wykonują życie,
Mają w sobie i wokół siebie porządek.
Na wszystko sposób i słuszną odpowiedź.

Odgadują od razu kto kogo, kto z kim,
w jakim celu, którędy,
Przybijają pieczątki do jednych prawd,
wrzucają do niszczarek fakty niepotrzebne,
a osoby nieznane
do z góry przeznaczonych im segregatorów.

Myślą tyle, co warto,
ani chwilę dłużej,
bo za tą chwilą czai się wątpliwość.

A kiedy z bytu dostaną zwolnienie,
opuszczają placówkę
wskazanymi drzwiami.

Czasami im zazdroszczę
- na szczęście to mija.


"Gandhi dla menadżerów", Jorg Zittlau, Wydawnictwo Studio Emka, Warszawa 2005

niedziela, 13 maja 2012

Indian Words of Wisdom/Bibliotekarki są najlepsze

W Bibliotece Jagiellońskiej przyjemnie się śpi. Jest chłodno, panie szatniarki są miłe, poruszają się delikatnie i bezszelestnie i cicho mówią. Zaglądną do wózka, pobujają, jak zajdzie potrzeba, przyłożą palec do ust w geście "ciii! tu dziecko śpi!". A mama spokojnie będzie mogła realizować swe naukowe zapędy. Mój wykład podczas Dni Indyjskich spodobał się chyba, bo już wkrótce jego tekst będzie do przeczytania na stronie Centrum Studiów Polska-Azja. Indolodzy i orientaliści to publika wymagająca - szczegóły warto zawsze dopracować, należy też być odpornym na miażdżącą krytykę. Indolodzy mają na szczęście poczucie humoru - w końcu Indiami się przecież interesują i nieobce są im ich absurdy. Jeśli mówimy o absurdach to chciałabym tu przytoczyć kilka przysłów indyjskich z książki "Mądrości z palmowego liścia" (Wiedza Powszechna, Warszawa 1959). Niektóre z nich są dla mnie jeśli nie dziwne to mało jasne. Gdyby ktoś zechciał mi rozjaśnić ich sens, to bardzo proszę:

* Nie zaczynaj dnia od picia octu.

* Niezadowolenie jest podstawą szczęścia.

* Co zawiniły wrony, gdy ryż pożrą gęsi?

* Za kimże gonisz, o serce? Czy nie wiesz, że umiłowany w twej własnej przebywa głębi?

* Tam wybuch, a tu słychać.

* Lepiej, żeby dziecko umarło, niż dobre obyczaje.

* Bije córkę, żeby zranić zięcia.

* Zatrute potrawy,
ząb dziurawy,
i złego ministra:
precz! I spokój.

* Nie ucz starca, jak jeść banany.