piątek, 1 czerwca 2012

O Indiach Wilk piszę w nowej Zadrze/Gandhi for manager



Dedykacja Pauliny Wilk zmobilizowała mnie do pracy. W jubileuszowej Zadrze nr 50-51 (www.efka.org.pl) przeczytać można moją recenzję jej "Lalek w ogniu". Ciągle polecam tę książkę, zwłaszcza że właśnie dostała nominację do nagrody literackiej Nike.

Zestawienie z "Antymacierzyństwem" nie jest przypadkowe, choć trochę jest, bo to wydanie "Czasu Kultury" akurat miałam pod ręką, dlatego posłużyło jako stoper dla zamykającej się okładki. Antymacierzyństwo jest u mnie teraz bardzo na czasie, co nie znaczy, że złą matką się staję - mam nadzieję. Ale na pewno inną jestem już kobietą. Dojrzalszą? Bardziej odpowiedzialną? Spokojniejszą? Kiedy uspokaja się nieco zachwyt nad potomkiem, do głosu dochodzi ego kobiece, które na nowo domaga się samookreślenia. Niektóre moje koleżanki robią kursy coachingowe, piszą biznesplany, zmieniają zawód, spełniają się kulinarnie, robią biżuterię z filcu albo piszą blogi macierzyńskie. I to jest zdrowe i twórcze. I ja bym tak chciała. Niestety, moja kreatywność nadal ogranicza się do ekranu komputera. I może to jest błąd. Jest na szczęście biblioteka na dole.


Tę książkę podczytuję - bo do tego zachęca jej poszatkowana forma. Opowieść o niektórych mrocznych aspektach przeszłości charyzmatycznego Hindusa czyta się łatwo, bo i czasem wielkie myśli małego, chudego Hindusa podane są tu w sposób dość irytująco spłycony. O ile sceptyczna jestem wobec wszelkich publikacji w stylu jak uzdrowić swoje życie w 10 krokach, to ta książka stanowi wyjątek. Prócz oczywistej dla mnie zalety, mianowicie takiej, że Indie ma w tle, to jest jeszcze zabawna. Uprzedzam jednak, że nie każdy ten humor dostrzeże. Subtelne traktowanie rzeczywistości przez Gandhiego widać w obfitych cytatach ze skromnego i pokornego przywódcy duchowego narodu indyjskiego. Lubię takie cytaty.

Źródłem siły nie są możliwości. Jest ona owocem niezłomnej woli.
Kto ciągle mówi o swych niedostatkach, zwielokrotnia je.
Przyczyna większości nieporozumień między ludźmi tkwi w podejrzliwości, a jej powodem jest z reguły lęk.

Otwierają one każdy z rozdziałów, wśród których są np. te poświęcone prawdzie, odnajdywaniu siebie samego, empatii w kontaktach z innymi, umiejętności słuchania i milczenia i inteligencji emocjonalnej. Czytając tę książkę ma się wrażenie, że to wszystko są przecież oczywiste prawdy - żeby nie powiedzieć banały. Ale jest też kilka momentów zaskakujących, np. te dotyczące życia seksualnego Gandhiego w związku z żoną Kasturbą, z którą został ożeniony gdy miał lat 13.

Można do tej książki zajrzeć, ale nie należy spodziewać się, że lektura powie nam jak tu żyć. I że potem będzie sprawniej, jak u Szymborskiej:

SĄ TACY, KTÓRZY
Są tacy, którzy sprawniej wykonują życie,
Mają w sobie i wokół siebie porządek.
Na wszystko sposób i słuszną odpowiedź.

Odgadują od razu kto kogo, kto z kim,
w jakim celu, którędy,
Przybijają pieczątki do jednych prawd,
wrzucają do niszczarek fakty niepotrzebne,
a osoby nieznane
do z góry przeznaczonych im segregatorów.

Myślą tyle, co warto,
ani chwilę dłużej,
bo za tą chwilą czai się wątpliwość.

A kiedy z bytu dostaną zwolnienie,
opuszczają placówkę
wskazanymi drzwiami.

Czasami im zazdroszczę
- na szczęście to mija.


"Gandhi dla menadżerów", Jorg Zittlau, Wydawnictwo Studio Emka, Warszawa 2005

4 komentarze:

Blu*M pisze...

Osobiscie rowniez nie trawie poradnikow "na zycie", choc lubuje sie w spisanych wypowiedziach Osho. Goscia, co wielu o nim slyszalo, a opinie sa rozne.. Dla mnie to czlowiek prawdziwy. Ma wady i zalety. Jak i Gandi. Jak kazdy z nas. Jak bede miala sposobnosc, ksiazke przeczytam.

ulotny pisze...

Nie mogę nic powiedzieć na temat filozofii Osho - a raczej jej braku - jak głosił - bo go nie znam.Kiedyś znajomy z Indii wyśmiewał go - pod jego wpływem nie zagłębiłam tematu. Odrzuca mnie trochę materializm guru. Zabawnie ze zjawiska guru zażartował film "Dawid chce odlecieć" - polecam.

ev pisze...

agu. blu.
jak dobrze, że do ciebie zajrzałam - po długich, pięknych miesiącach bez blogosfery (ale za to z prawdziwym życiem).
teraz mam dane - ponownie - miesiące w blogosferze i cieszę się, że ciągle tu jesteś. u mnie wielkie zmiany - taki "gandhi dla menadżerów" byłby dla mnie w sam raz. może uda mi się kupić 22 grudnia w posen? ściskam, i dzięki za szymborską. dzięki za tę parę słów o zmianie w tobie - jako matce. szkoda, że ich tak mało. nie odchodź od komputera.
ps.
super wyglądacie w paryżu! CHCĘ CIĘ POZNAĆ W REALU - someday! ew/madrugada

ulotny pisze...

w sprawie odchodzenia od komputera mówię Ci (od dawna przecież): vice versa! Someday - with pleasure:) O, spędzasz święta w PL? wszystkiego pięknego!