poniedziałek, 16 listopada 2009

Don't go to India if you don't like people/Kto nie lubi ludzi, niech do Indii nie jedzie

Ten blog jest bez sensu.

Tak przynajmniej wynikałoby z początku tej książki.



Bo jej pierwsza strona zniechęca do tego, co robię na tym blogu od ponad roku: próbuję zrozumieć, usystematyzować, nadać strukturę, zanalizować, oswoić, przyłożyć do znanych kategorii postrzegania świata, zdefiniować według europejskich standardów, przełożyć na zrozumiały język ten cały, hipnotyzujący indysjki chaos.

Jean-Claude Carriere, autor wydanego właśnie Alfabetu zakochanego w Indiach odwodzi od tego pomysłu i ostrzega, że to wszystko jest po prostu niemożliwe.

A Kto nie lubi ludzi, niech nie jedzie do Indii. Nie można zwiedzać tej osobliwej republiki w bezpiecznym kokonie, w autobusie turystycznym, jadącym od zabytku do zabytku, z oczami zamkniętymi na kraj i ludzi. Byłoby to zamierzenie niepojęte, niewykonalne. Najważniejszym krajobrazem jest tutaj tłum. Uczestniczy we wszystkim. Pewnie dlatego bohaterów literatury indyjskiej od najdawniejszych czasów tak często pociągało wygnanie i samotność, wyrzeczenie, odejście.

Ta książka uruchamia we mnie uczucie, którego nie lubię, oj nie lubię, niestety od czasu do czasu muszę się z nim zmagać. Zawiść. Bo książka jest taka, jaką właśnie chciałabym napisać. Z moim – zdaniem niektórych ograniczającym – zamiłowaniem do szufladkowania konwencja alfabetu byłaby wprost genialna w swej prostocie. Uwielbiam tego typu publikacje, bo można je czytać wyrywkowo, nie gubiąc przy tym wątku. Jest to oczywiście pewne upraszczanie i zarazem spłaszczanie lektury, ale nie będziemy tu przecież dyskutować na temat wyższości literackich form krótkich nad długimi. Jean-Claude Carriere napisał książkę bliską memu sercu także dlatego, że jest Francuzem. A ten nieco ą-ę sposób myślenia nadal mi odpowiada.

Książkę o Indiach wydał ostatnio także Polak, Kret Jarosław, egiptolog i współpracownik National Geographic, bardziej jednak znany jako dziennikarz i ten pan od pogody z telewizji.



Jego sposób narracji trafia do mnie nieco mniej, choć jest bardzo sugestywny i plastyczny. Ale czerwone światło z napisem zawiść włącza się także i wtedy, kiedy o tej książce myślę. Taka jestem – marna kreatura. Może dlatego tak jest, że pan Kret był w Indiach mniej więcej w tym samym czasie co ja, bo spotkaliśmy się poczekalni warszawskiego Sanepidu na Żelaznej, kiedy przyszedł zaszczepić się przed wyjazdem. I proszę bardzo – półtora roku minęło i jest książka. A ja – co?! Nic. Tylko jakieś blogowanie. Co prawda dziś właśnie ukazała się druga już książka pod moją redakcją, ale z Indiami nie ma ona nic wspólnego, więc nie będę się chwaliła.

Pan Kret na pewno wiele przeżył, bo w Indiach będąc nie da się zachować obojętności, a maska musi w końcu z twarzy spaść. Czy spadła? Posłuchajcie:



I poczytać możecie tu.

Trochę więcej przeżył chyba jednak Jean-Claude Carriere (pisarz i scenarzysta, pisał m.in. scenariusze do filmów Luisa Bunuele'a, Milosa Formana, Andrzeja Wajdy, Louise Malle'a, Volkera Schlondorffa, Jean-Luc Godarda, Carlosa Saury), który zanim swój alfabet wydał, był w Indiach aż 30 razy! Szacunek, naprawdę.

W jego Alfabecie... Pod literą T mamy hasło Terapia. Czytamy:
Indie leczą z depresji. Wydaje mi się, że przekonałem się już o tym nie raz. Jest to rodzaj terapii, która nie ma nic wspólnego z lekarstwami, ani z żadnym magicznym guru, tylko z samą obecnością w Indiach. (...) A to z prostego powodu: Indie, spektakl, jakim są Indie, w tym czy w innym momencie zmusza nas do wyjścia poza siebie. Nie sposób, czy prawie nie sposób być tu zamkniętym, tkwić wciąż w kręgu własnych, egzotycznych problemów, niespełnionych pragnień, obsesji, niezrozumienia. Indie nas dręczą, prowokują, uwodzą, odpychają, zdumiewają, hipnotyzują, krótko mówiąc – robią tyle i tak dobrze, że w końcu zapominamy o sobie i wyrzucamy z sibie to, co dotyczy tylko nas.

Autor wspomina też spotkanie na lotnisku w Delhi z Jacqueline, żoną Marco, znajomego Jean-Claude'a, zmarłego reżysera. Kilka lat wcześniej, będąc u nich w domu, opowiadał im o swojej teorii dotyczącej terapeutycznego wpływu Indii na psychikę. Marco i Jacqueline uprzejmie słuchali, lecz kiwali głowami z niedowierzaniem. Spotkanie na lotnisku miało miejsce parę lat po śmierci Marco; Jacqueline ciągle pogrążona była w żałobie po mężu. Powiedziała mu wtedy: Widzisz, poszłam za twoją radą, to działa.

Potwierdzam: Indie to skuteczna terapia. Nie należy może do tanich, NFZ też jej nie refunduje, ale energia, którą daje, starcza na jakieś dwa lata – w sprzyjających okolicznościach. W bardziej skomplikowanych sytuacjach życiowych potrzeba pojechania tam znowu nadchodzi dużo szybciej. Biorąc pod uwagę moją obecną sytuację w tym roku, powinnam do Indii jeździć chyba co dwa miesiące. A jeśli na razie nie możecie pojechać, polecam obie książki.

9 komentarzy:

Mój drugi blog pisze...

Na pewno przeczytam "Alfabet", słyszałam o tej książce już wcześniej i mam ją w najbliższych planach.Natomiast po Kreta nie sięgnę, jakoś sama świadomość, że napisał ją Pan z telewizji, do tego prezentuje się na okładce książki działa na mnie zniechęcająco..

ulotny pisze...

Nie, no nie skreślajmy Kreta:) napracował się chłopak.

Ach, i zapomniałam dodac, że bardzo mnie zdenerwował pewien fakt. Otóż w "Alfabecie..." nie ma ani jednego zdjęcia!!! Uważam to za karygodne zaniedbanie i marnotrawstwo! I wcale nie wystarcza, że hasła są opisnae tak ciekawie, że wszystko można sobie wyobrazic, nie widząc żadnego zdjęcia. Po prostu szkoda. Jean-Claude na pewno miałby co pokazac. Zwłaszcza, że w Indiach był kilka lat temu, kiedy jeszcze zminay nie zachodziły tam tak szybko. Zdenerwowało mnie to bardzo.

E.milia pisze...

Powiedzcie mi tylko, czy którąś z tych książek koniecznie powinnam przeczytać PRZED wyjazdem do Indii ;)

ulotny pisze...

Tak, powinnas:) Radze zaczac od Kreta. A jesli to jest poczatek bezwzgledny (wnioskuje z odwiedzin tutaj, ze nie) - od Elizabeth Gilbert "Jedz, modl sie, kochaj".

E.milia pisze...

Dzięki :) Zależy czego początek. Do Indii jadę pierwszy raz :) Ale o Indiach już czytam od jakiegoś czasu, z różnych źródeł, książkowych i internetowych, że tak powiem, więc trochę wiem na ten temat. Odkąd zdecydowaliśmy się na tę podróż, zaczęłam czytać wszystko, co wpadło mi w ręce o Indiach i z Indii, ale teraz właściwie mam już lekkie przeciążenie tematem, stąd takie pytanie ;) Zastanawiam się, co bezwzględnie warto przeczytać przed, a co zostawić sobie na później, w ramach przywoływania wspomnień ;)

ulotny pisze...

A kiedy jedziesz E.milio?
Właściwie to Indie są tak nieprzewidywalne, że nawet jeśli masz już wiedzę, to jej konfrontacja z rzeczywistościa i tak prawdopodobnie będzie mocno odbiegała od tego, co przeczytałaś. Ja ciągle jestem zaskakiwana, ostatnio np. wiadomością o przedziwnym zwyczaju starszych ludzi. Napiszę o tym tu wkrótce, bo wiadomośc mną wstrząsnęła.

No i pisz koniecznie gdzie jesteś w tych Indiach i jak jest. Może chcesz zostac korespondentką e-czytank?:)

E.milia pisze...

Jadę na początku lutego, na prawie 2 miesiące. To jeszcze trochę czasu, ale już przeżywam :) Każdą podróż przeżywam i się do niej jakoś przygotowuję, ale tą chyba najbardziej, bo i najdalsza, i najdłuższa z dotychczasowych.
Wiem, że Indie tak czy inaczej mnie zaskoczą i są nieprzewidywalne. Wiadomo że żadna książka czy opis nie odda rzeczywistości, ale czasem dobrze jest zdobyć trochę informacji przed podróżą i chociaż odrobinę wczuć się w klimat, mieć jakikolwiek obraz, żeby można było go skonfrontować z tym, co tam zobaczę :)

Hamster pisze...

Aga, zabieraj sie predko za ksiazke!

ulotny pisze...

Dobra!
ale prawdę mowiąc, to za glupia jeszcze jestem, żeby d o b r ą napisać.