wtorek, 14 października 2008

A house is not a home

Uwaga, wpis dla osób o mocnych nerwach!

Kontynuując wątek mieszkaniowy, który nastręcza ostatnio niektórym wiele problemów (np. w mieszkaniu pokazuje się karaluch, albo właściciel nagle podwyższa czynsz, a ze skrzynki na listy wysypuje się sterta niezapłaconych rachunków), chciałabym pokazać wam to zdjęcie. Nie jest to wcale nędzne lokum w obskurnym hoteliku gdzieś na końcu swiata. Nie jest to też moje warszawskie mieszaknie. To pokój w pensjonacie w Kalkucie, w którym mieszkałyśmy przez 5 dni. Osobliwe miejsce: na czwartym, ostatnim piętrze starej kamienicy, prawie na końcu korytarza, wielkości sześciu metrów kwadratowych. Na szczęście z oknem! (W tej podróży były i takie bez, ale za to z myszami w promocji, które właziły do plecaków i zjadały prażone orzeszki.) Z tego okna widać meczet, a raczej go słychać, kiedy muezin nawołuje do modlitwy. W tym pokoju słychać jeszcze też szuranie, tupanie, skrobanie i stukanie w sufit. Zwłaszcza nocą. Kroki nasilają się po pierwszej w nocy. W okolicach trzeciej budzimy się zwykle, zastanawiając, czy to ludzkie kroki. Nie no, przecież to szczury, albo myszy tam sobie na strychu nocują po prostu. Tak, na pewno.

Jasne stało się wszystko, kiedy pewnego ranka wybrałam się na targ mięsny. Ot tak, żeby pstryknąć kilka zdjęć. Pod dachem przykrywającm ogromną halę, gdzie dzieci dzielą wnętrzności na flaki i na to, co będzie się nadawało do jedzenia, a dorośli odrąbują kozom głowy i upychają chude kurczaki w sznurkowych klatkach, pod samym dachem na prętach i linach podtrzymujących tę starą konstrukcję, w dziurach starych żaluzji, przez które prześwituje słońce, siedzą ptaki. Można było to skojarzyć dawno temu, bo w okolicy ich nie brakuje: wielkie, czarne, przypominające nasze kruki, wrony. Siedzą wysoko i czekają. Co jakiś czas co odważniejszy spada w dół, chwyta w dziób jakiś ochłap i ucieka na zewnątrz budynku, na wolność. Za nim podnosi się kraczące stado.

Nad tym krajobrazem unosi się jeszcze inna chmara. Chmara much oraz innych niezidentyfikowanych owadów. A pomiędzy straganami przemykają szczury, myszy i nawet nie chcę wiedzieć, co jeszcze. Doznania zapachowe pozostawiam waszej wyobraźni.
Oto i ptaki...
...jedzące...
...i kurczaki...
I tak od kwestii mieszkaniowych płynnie przeszliśmy do spraw zwierząt domowych. Owe kruki, wrony z targu nocowały na strychu dokładnie nad naszym demonicznym pokojem. Miło jest mieć jakieś zwierzątko w domu.

3 komentarze:

lavinka pisze...

Zwrot "o kurczę" nabiera nowego znaczenia...

ulotny pisze...

'rzucac mięsem' tez...

Anonimowy pisze...

ach, apomnialam dodac (dzieki,E,za przypomnienie), ze nad naszym malzenskim lozem wisial wiatrak. Ot,taki co to mial chlodzic.mozna by go uznac za luksus,gdyby nie fakt, ze przymocowany byl do sufitu za pomoca tasmy klejacej i kiedy sie krecil,to z kazdym obrotem mialo sie wrazenie, ze zaraz runie w dol i nasz poszatkuje.
a na drzwiach tego pokoju byl jeszcze hiszpanski napis.edi, nie poddawaj sie, sprobuj z innego kompa,moze w koncu wygrasz z tymi podlymi maszynami i uda ci sie dodac koment i nam powiesz,co tam bylo napisane:)
ul