wtorek, 19 sierpnia 2008

Ganesha likes milk/Pij mleko będziesz wielki!




Ganesha nadchodzi. Przełom sierpnia i września to jego święto. Niebawem indyjskimi ulicami miast zaczną przechodzić procesje tych, którym Ganesha jest bliski.
Będą rzucać kokosami o ziemię. Z całej siły.
Jeśli kokos się rozbije, następny rok będzie dobry.
Będą pić mleko. Kokosowe, only.
Będą nieść ogień.
Będą sypać kwiaty.
Będzie prawie jak w Boże Ciało.
Czteroręki Ganesha radośnie zamacha słoniową trąbą. Skąd ma tyle rąk, nie wiem (a może ktoś z was, moi drodzy, wie? wiem, że tu jesteście, widzę po rosnącej ilości odwiedzin na stronie, nie wstydźcie się, proszę...), ale wiadomo, dlaczego ma głowę słonia. Otóż, jak mówi legenda, Ganesha urodził się, kiedy jego ojca, wielkiego Siwy, nie było w domu. Wychowywała go żona Siwy, Parwati. Pewnego razu matka poprosiła Ganeshę, by pilnował drzwi w czasie jej kąpieli, kiedy nagle, po długiej nieobecności pojawił się Siwa i chciał się dostać do środka. Młody Ganesha dzielnie bronił wejścia do matki. Rozwścieczony ojciec, nie wiedząc, że to rodzony syn, odrąbał mu za karę głowę. Gdy dowiedział się, co zrobił własnemu dziecku, postanowił naprawić wyrządzoną krzywdę i dać Ganeshy głowę pierwszego napotkanego zwierzęcia. A że był nim słoń, Ganesha ma nos w rozmiarze XXL.

Ganesha, oprócz tego, że jest patronem biznesmenów, ale i złodziei (to taki duchowy odpowiednik Merkurego), to jeszcze zajmuje się cudami. Pewnego ranka, a było to 21 września 1995 roku, w świątyni w New Delhi Ganesha napił się mleka. W tym samym momencie napił się też w świątyniach hinduistycznych m.in. w Nowym Jorku, Australii, Nowej Zelandii, we Włoszech, W Niemczech i Danii. I na Sri Lance. Pił tak przez kilka godzin, niektóre źródła podają, że do południa, inne, że spragniony był przez 72 godziny. A potem przestał. Światowa Rada Hinduistyczna uznała, że kamienne posążki Ganeshy wchłaniające mleko to nic innego jak cud. Sceptycy (np. Discovery Channel i National Geographic) twierdzili (np. w programach tv), że to zwykłe oszustwo, mające na celu zwiększenie sprzedaży mleka, a figury je wchłaniające nie są wykonane z kamienia lecz z różnych łatwo absorbujących płyny materiałów, przypominających jedynie kamień.

Ganesha jest cwaniutki. Nie dość, że spija sobie mleko, to ma jeszcze dwie małżonki o wiele mówiących imionach: Buddhi, czyli inteligencja i Siddhi, czyli sukces.

Chyba go lubię.

A poniżej kilka zdjęc ze święta na jego cześć, w którym miałam przyjemność uczestniczyć dawno, dawno temu, w dzielnicy hinduskiej w Paryżu. Z duchową obecnością i wsparciem pewnego obywatela Sri Lanki.

1 komentarz:

ulotny pisze...

no niestety, zdjecia sa takie male. ale jak chcecie zobaczyc stara galerie, podkreslam, bardzo bardzo stara i prosta, i ze zdjeciami wrzuconymi dosc malo selektywnie, to mozecie zajrzec na:
http://paryska-bagietka.republika.pl/
(chyba jeszcze dziala)
ag