sobota, 3 lipca 2010

Hindi is easy



Czy wiecie, że w Indiach co 45 km zmienia się język? A języków urzędowych w Indiach jest aż 22? Sporo. Do tego dochodzą jeszcze lokalne dialekty, których nikt nie jest w stanie zliczyć. Choć język hindi jest oficjalnym, urzędowym językiem Republikii Indii, to przeciętny Indus nie jest w stanie przeczytać gazety drukowanej w hindi. Z powodu tych dialektów właśnie.

Ale najbardziej jednak z pierwszej lekcji hindii podobała mi się informacja o tym, że w tym języku nie ma czasownika mieć. I to jest piękne, bo pokazuje postawę Indusów wobec posiadania rzeczy. W każdym razie postawę tych zwykłych Indusów.

Przeraża mnie tylko liczba spółgłosek w tym języku - jest ich cała masa, w dodatku łączą się z samogłoskami, tworząc nowe. Lipcowy kurs tego zaskakującego języka jest pewną namiastką wyjazdu do Indii, który jednak tego lata z wielu powodów raczej nie dojdzie do skutku. Ale za to ten kurs to nie jest taka najgorsza namiastka. Zresztą jest na nim jedna doktorantka, która pisze doktorat o gospodarce Indii, a nigdy jeszcze tam nie była. Można i tak, choć wydawało mi się, że praca doktorska opiera się jednak w sporej części na badaniach i wiedzy praktycznej.


Use mobile save paper, Calangute, Goa. Badzo ciekawy przekaz reklamowy - u nas nikt by nie wpadł na to, żeby powiązać ochronę drzew z telefonami komórkowymi. Pisanie listów tradycyjnych ma się jednak dobrze w Indiach. Na ulicach można spotkać skrybów siedzących przy starych maszynach do pisania lub przy kartkach papieru z ołówkiem w ręku, kasujących po 10 rupii za list - w hindi rzecz jasna. Widziałam takich w Kalkucie i Bombaju. Nie pisz listów, tylko zadzwoń - kup komórkę! Kup komórkę sobie i całej swojej rodzinie. A żeby pisać sms-y, nie trzeba znać hindi, wystarczy angielski.

4 komentarze:

Neha pisze...

Hindi jest jednym z 22 oficjalnych, urzedowych jezykow Indii i ma status jezyka pomcniczego.
I to jest fakt.
Jezyk nie zmienia sie do 45 km, ale mamy (bedziemy miec) sasiadow, znajomych, roznojezycznych, pochodzacych z roznych stron Indii i tu nie budzi zadnego zdziwienia,ze ktos ledwie poslugujacy sie hindi ( w regionach gdzie sie nim posluguje) po krotkiej rozmowie okazuje sie, ze tak naprawde jego ojczystym jezykiem jest np. bengali, albo inny, a w hindi zna ledwie kilka slow (podobnie z angielskim).
Probowano uczynic z jezyka hindi jezyk "pan-indyjski", ale ciagle sa liczne opory w spoleczenstwie. Trzeba tez zrozumiec, ze ludzie mowiacy swoimi narodowymi jezykami nie chca godzic sie byc przymuszanymi do nauki i porozumiewiania sie w jednym jezyku uznanym odgornie jako jedyny poprawny. Dla uzmyslowienia ich odczuc w tym wzgledzie podam przyklad wyjatkowej "przychylnosci" do nauki jezyka rosyjskiego w bylym kregu wplywow tego jezyka. Porownanie nieco drastyczne, ale podobnej miary. Nie zmusisz i nie przekonasz osoby z poludnia Indii np. do nauki hindi. I nie jest to kwestia dialektu. Rowniez angielski jak i hindi pelni funkcje jezyka pomocniczego, ale nie sa jedynymi jezykami urzedowymi.

Pozwol ludziom miec swoja tozsamosc przejawiajaca sie wlasnie w poslugiwaniu sie swoim jezykiem.
Na dodatek, ostatnimi czasy, pod wplywem Shiv Sena, nakazano w Maharashtra poslugiwanie sie wylacznie jezykiem marathi przez najwyzszych przedstawicieli rzadowych organizacji, ministrow regionu, ich gosci rowniez.

Jak przeczytalam te wiadomosc to az zadrzalam o swoich znajomych i przyjaciol z poludnia Maharashtry, ktorzy mowia w jezyku konkani.


A propos szczegolow dotyczacych samego jezyka. Nie mowisz powaznie o liczbie spolglosek. To o czym piszesz to sa ligatury, a zatem kombinacje spolgloski z samogloskami, ktorych jest skonczona ilosc i naprawde latwa do opanowania. Jezyk hindi jest jezykiem latwym do nauki tak jak kazdy inny jezyk fonetyczny. To ogromna zaleta pod warunkiem ze nauczymy sie ( i tez bedziemy sluchac innych) poprawie wymawiac. Krotko: piszesz tak jak slyszysz. Bledy ortograficzne naleza do rzadkosci w tym jezyku, ciagle pod warunkiem ze opanujesz poprawna wymowe.
Na dzien dobry ogromny klopot sprawiaja spolgloski nosowe. Latwo je pokonasz, gdy na poczatek nawet opuszkami palcow leciutko przytrzymasz skrzydelka nosa wymawiajac w hindi np. slowo : "jestem". Po kilku cwiczeniach przyjdzie samo.

A nad samym brakiem slowa "miec" nie co sie rozczulac i dorabiac filozofi, ktorej po prostu nie ma. Hindusi maja swietnie rozwiniete poczucie wlasnosci, zwlaszcza ostatnimi czasy. Istnieja jezykowe formy do wyrazania "posiadania", choc brak faktycznie slowa "miec" w naszym rozumieniu. Najczesciej wielu z nich nie przyzna sie ze chce miec, ale korzystac na wlasny uzytek to juz chyba bez wyjatku.

Wyrazy podziwu dla pani doktoryzujacej sie z tematu gospodarki Indii, wspolczesnych Indii jak sie domyslam. To tak jakby pisac o smaku i zapachu chleba, ktorego nigdy w zyciu sie nie jadlo...

I jeszcze o sms-ach. Wiekszosc, jesli masz komorke zarejestrowana w strefie wplywow hindi, dostaniesz w transliterowanym hindi. Czesc bedzie , rzecz jasna przychodzila w jez. angielskim. Dlatego tez warto uczyc sie transliteracji hindi.

Pozdrawiam i od razu przepraszam za ton, ponioslo mnie troche. Wierz mi, ze trudniejszy w nauce jest arabski np.

ulotny pisze...

Dzieki za imponujacych rozmiarow komentarz:)
Neho, rzeczywiscie troche nerwowa jestes..;) A ja napisalam tylko, czego sie dowiedzialam na PIERWSZEJ lekcji hindi. Po drugiej lekcji jezyk ten wydaje mi sie jeszcze bardziej skomplikowany i zadroszcze Ci, ze mozesz obcowac z zywymi rozmowcami.
I dzieki za rady, nosowosc rzeczywiscie jest obca dla naszego ukladu mowy. Trudne wydaje mi sie tez zapamietanie wszystkich spolglosek i mam wrazenie jednak, ze ich ilosc jest nieskonczona, choc tak pewnie nie jest. przyswojenie przedluzen (dlugie i krotkie a), zmiekczen i nosowosci tez nie jest latwe po 3 godzinach nauki... Jestem zoltodziobem, wiec pozwol mi cieszyc sie z tych momentow poznawania nowego, to naprawde fajne uczucie, na pewno pamietasz:)

Nikomu nie odbieram tozsamosci - to ciekawe, ze tak to interpretujesz. Tozsamosc jezykowa i patriotyzm lokalny sa u Indusow bardzo wazne. Przeciez na pytanie 'skad jestes' nikt nie odpowie - z Indii, ale poda stan, miasto lub wioske. Uwazam, ze ta heterogenicznosc indyjskiego spoleczenstwa jest megaciekawa, ale z metodycznego i akademickiego punktu widzenia rzeczywiscie sprawia to wiele trudnosci. Taka uwaga moglaby byc ciekawym wstepem do dyskusji na temat tego jak akademicki system uczenia na roznych wydzialach orientalistycznych ma sie do praktyki i rzeczywistosci w Indiach (tu celne jest Twoje porownanie do pisania o chlebie, gdy nigdy sie go nie jadlo).

A ze zmiana jezyka co 45 km to taka anegdota, ktora na wstepie zapodala nam prowadzaca, zeby podkreslic roznorodnosc tylko.

Anonimowy pisze...

Przeprosilam juz raz, zrobie to po raz kolejny, choc moj komentarz nie ma moim zdaniem nic wspolnego z nerwowoscia, chyba, ze na papierze tak to wyglada. Prawde mowiac juz sobie wyobrazilam Twoja pierwsza lekcje i jakis nie do opanowania strach przed czyms nowym, a z Twojej realcji zabrzmialo jak przed niewytlumaczalnym i nie do pojecia i nie mialam wrazenia ze towarzyszy temu radosc. Jakos tak mi sie przeczytalo Twoj zapis.
Akurat mialam okazje uczyc jezyka polskiego na obczyznie i pierwsza lekcja bylo pokonywanie nieuzasadnionego oporu u cudzoziemcow, ze jest to jezyk :"baaardzo truuudny".

Wybacz mi jeszcze raz, ale teraz to juz pozwole sie przyznac, ze wsciekam sie gdy ktos zaczyna (jako nauczyciel) przygode z uczniami i juz po pierwszej lekcji ludzie maja metlik w glowie taki, ze az dziw, ze jeszcze kontynuja potem nauke. Nie dotknelam tematu spoglosek i samoglosek....bo nie smialam wierzyc, ze nie wiesz,ze to sa sylaby; pomyslalam od razu o tych ka, kaa itp. jako ligaturach/matrach.


Posylam link do nauki hindi w internecie http://taj.chass.ncsu.edu/
poza tym polecam ksiazki (hindi-angielski)(niektore)Kavity Kumar do nauki jezyka. Reszte mozna sobie darowac.

Fajna ta Twoja uwaga dotyczaca obcowania z "tybylcami". Zaowocowala u mnie akurat znajomoscia hindi, troche gujarati i marathi;),
heterogenicznosc w praktyce....


Sorry. Aga, sama tu bylas, mieszkalas przez jakis czas..tu masz wszystkich pod nosem....
jakie tam 45 km. Hindi, marathi,gujarati, bengali, kannada, tamil, konkani, nepali, oriya i punjabi i urdu i to ledwo z domu wyjde..wszystko to doprawione angielskim "wielce" uzytkowym z akcentem "more" or "less" spicy.Wieza Babel w praktyce.

ulotny pisze...

dzieki, za link! tak, zdecydowanie potrzebna jest mi ksiazka. bo musze przyznac, ze hindi wchodzi mi dosc ciezko. musze powtarzac go, anajlepszy bylby jakis native speaker:) a teraz doszly odmiany czasownikow, slowka... w czasach studenckich gladko lykalam wiedze, zwlaszcza jezyki sprawialy mi wielka przyjemnosc. a teraz jest inaczej. hm. ale fakt - wszystkie jezyki, ktorych sie uczylam bazowaly na alfabecie lacinskim, a pismo dewanagari jest jednak inne. pocieszam sie, ze jeszcze gorzej maja ci, co sie ucza chinskiego albo vietnamskiego lub np. arabskiego wlasnie. Litery i ligatury roznia sie tez w drukowanym i pisanym.