<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317</id><updated>2011-12-11T19:24:45.609+01:00</updated><title type='text'>CZYTANKA INDYJSKA @ STORIES FROM INDIA</title><subtitle type='html'>CZYTANKA INDYJSKA @ STORIES FROM INDIA</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>185</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1801360754555396606</id><published>2011-12-02T11:15:00.005+01:00</published><updated>2011-12-02T13:28:03.564+01:00</updated><title type='text'>"Lalki w ogniu" Pauliny Wilk/ Great book about India</title><content type='html'>Bardzo dobra książka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-x0jT0QXC8eg/TtjENBi03nI/AAAAAAAABK8/W6cfH_neYLk/s1600/z10608908X%252C--Lalki-w-ogniu----Paulina-Wilk--Carta-Blanca--Warszawa.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 327px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-x0jT0QXC8eg/TtjENBi03nI/AAAAAAAABK8/W6cfH_neYLk/s400/z10608908X%252C--Lalki-w-ogniu----Paulina-Wilk--Carta-Blanca--Warszawa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5681506657959730802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, że nie umiałam takiej napisać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I polecam ciekawy &lt;a href="http://indie-paulinawilk.blogspot.com/"&gt;blog&lt;/a&gt; autorki.&lt;br /&gt;Paulina Wilk to pasjonatka Indii, mądra dziewczyna, pokrewna dusza. Tadam! super - nie jestem sama w mojej miłości! Ale moja miłość do Indii przy jej miłości do tego kraju to jak jeszcze świeży, ale już nieco dogorywający i wymagający rozpalania na nowo romantyczny związek w stosunku do związku dobrze dobranego, w którym  partnerzy rozumieją się i wiedzą, że chcą się razem zestarzeć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1801360754555396606?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1801360754555396606/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1801360754555396606&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1801360754555396606'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1801360754555396606'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/12/lalki-w-ogniu-pauliny-wilk-great-book.html' title='&quot;Lalki w ogniu&quot; Pauliny Wilk/ Great book about India'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-x0jT0QXC8eg/TtjENBi03nI/AAAAAAAABK8/W6cfH_neYLk/s72-c/z10608908X%252C--Lalki-w-ogniu----Paulina-Wilk--Carta-Blanca--Warszawa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2985774166821247862</id><published>2011-09-30T09:39:00.002+02:00</published><updated>2011-09-30T09:45:56.450+02:00</updated><title type='text'>Indian Art in PL National Gallery/Nowa Sztuka z Indii</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-1ox5rLSP5bY/ToQ7HSYIwJI/AAAAAAAABKo/WVXoD-SwZg4/s1600/Nandini%2BValli%2BMuthiah.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 305px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-1ox5rLSP5bY/ToQ7HSYIwJI/AAAAAAAABKo/WVXoD-SwZg4/s400/Nandini%2BValli%2BMuthiah.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657712028262383762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przebrania&lt;/span&gt;, Nandini Valli Muthiah&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo polecam wystawę w warszawskiej Zachęcie "Pokolenie przemiany. Nowa sztuka z Indii". Spodoba się nie tylko tym, którzy byli w Indiach i się nimi zachwycili, ale też tym, którzy są po prostu ciekawi tego, jak tworzą indyjscy artyści. Nie spodziewajcie się jednak przekrojowej wystawy ukazującej trendy we współczesnej sztuce. Trzeba raczej przygotować się na bycie zaskoczonym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byliśmy na wernisażu razem z Polą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-cJfWndFT-mU/TmIG44VlNUI/AAAAAAAABKA/Sl3BYABRpxc/s1600/P1210817.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-cJfWndFT-mU/TmIG44VlNUI/AAAAAAAABKA/Sl3BYABRpxc/s400/P1210817.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648084456941368642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jej też się podobało, ale tylko na początku, kiedy poznała swojego pierwszego hinduskiego kolegę w podobnym do niej wieku. Podobały jej się też przenośne składane stoliki będące jednocześnie tornistrami, z których korzystają hinduskie dzieci ze slumsów.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-zC7wbqDnzJc/TmIGOpneNcI/AAAAAAAABJw/uY3bMy5m28M/s1600/P1210808.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-zC7wbqDnzJc/TmIGOpneNcI/AAAAAAAABJw/uY3bMy5m28M/s400/P1210808.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648083731435369922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-8NlXuxc9qaU/TmIG5QB0qDI/AAAAAAAABKY/ZjL-S0D1h5Y/s1600/P1210812.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-8NlXuxc9qaU/TmIG5QB0qDI/AAAAAAAABKY/ZjL-S0D1h5Y/s400/P1210812.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648084463300945970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie podobały się buty. Misternie wyszywane, z koralikami i cekinami. Dużo butów, na każdy dzień inne. Prawie tak, jak w mojej szafie, bo ja kocham buty. Z czego jednak połowa w mojej kolekcji była noszona raz lub najwyżej kilka razy. Ale są i takie, które są już całkiem znoszone, ale jakoś nie mogę ich wyrzucić. Ale Swati Khurana, autorka instalacji "Cykl miesięczny" chciała chyba swoimi butami powiedzieć, że każdego dnia c y k l u kobieta ma ochotę założyć inne buty. Prawda, że tak jest? Bywają takie dni, że żadne buty do niczego nie pasują, że nic z niczym się nie komponuje i nawet jeśli to Manolo albo paryska Marina to i tak wiemy, że dzisiaj nic z tego i że najlepiej byłoby nie wychodzić z domu. O tym, jak indyjskie kobiety znoszą trudne dni, pisałam kilka postów wcześniej. Dotyczyło to jednak głównie kobiet żyjących na wioskach i tych w tradycyjnych rodzinach. Kluczowe dla tej wystawy słowo - przemiana - bardzo dobrze widać właśnie w tej małej instalacji. Buty, które zawisły na ścianie, mimo, że misternie wykonane, co nawiązuje do tradycji, to jednak są w większości na wysokich obcasach, mają sprzączki, paseczki, gumki. Takie buty noszą od niedawna tylko nowoczesne dziewczyny w dużych miastach. Instalacja ta jest tym bardziej znacząca w kontekście przemiany społeczeństwa indyjskiego, że powstała na 50. rocznicę wynalezienia pigułki antykoncepcyjnej. Nie znam osobiście ani jednej kobiety, która głośno mówiłaby o tym, że stosuje pigułkę, ale może to dlatego, że znam głównie kobiety z tradycyjnych rodzin. I w tym właśnie rzecz, że zderzenie tradycji z nowoczesnością nie znajduje płaszczyzny porozumienia. To, co we współczesnych magazynach kolorowych dla kobiet wypisują młode dziennikarki nijak ma się do rzeczywistości kastowego społeczeństwa Indii, w którym zamiast pigułki stosuje się raczej aborcję dziewczęcych płodów po to, by uniknąć w przyszłości problemów z zapewnieniem posagu córce, co jest dla większości rodzin bardzo dużym wydatkiem. Mimo, że prawo zakazuje domagania się posagu od rodziny przyszłej żony, to praktyki takie są powszechne i akceptowalne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-UFKMeagubCI/TmIG5HbfnbI/AAAAAAAABKQ/pYoXTpomcJs/s1600/P1210782.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-UFKMeagubCI/TmIG5HbfnbI/AAAAAAAABKQ/pYoXTpomcJs/s400/P1210782.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648084460992699826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-m5ydOkPreow/TmIGOGB4h6I/AAAAAAAABJY/S2OhqB1nOyw/s1600/P1210780.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-m5ydOkPreow/TmIGOGB4h6I/AAAAAAAABJY/S2OhqB1nOyw/s400/P1210780.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648083721882470306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowe pokolenie przemiany widać na zdjęciach Anaya Manna, który tak właśnie nazwał swój cykl. Sportretował głównie młodych ludzi w ich prywatnych sytuacjach - w domu na łóżku, na dyskotece, imprezie. To całkiem zwykli, niemal "europejscy" młodzi ludzie. Grają na gitarach, mają rewolucyjne plakaty, wiedzą, co się stało w mieście Bhopal. Wcale nie noszą sari ani kurt, nie malują kropek na czołach, nie mają w pokojach ołtarzyków i nie palą kadzidełek - chyba że po to, żeby odstraszyć komary. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-OyKDYTkTDlc/TmIGOdtRMGI/AAAAAAAABJo/NFAHqnL-tos/s1600/P1210837.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-OyKDYTkTDlc/TmIGOdtRMGI/AAAAAAAABJo/NFAHqnL-tos/s400/P1210837.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648083728238456930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-3ogLz7xSA2E/TmIGOTtK8iI/AAAAAAAABJg/MdnU40N63_c/s1600/P1210851.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-3ogLz7xSA2E/TmIGOTtK8iI/AAAAAAAABJg/MdnU40N63_c/s400/P1210851.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648083725553693218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemiana, która następuje w społeczeństwie Indii, jest zauważalna ale zastanawiając się nad wystawą wcale nie pomyślałabym, że chodzi w niej o to, "by zadowolić zachodniego konsumenta" - jak sądzi &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75475,10228874,Nowa_sztuka_z_Indii_w_warszawskiej_Zachecie.html"&gt;Dorota Jarecka&lt;/a&gt; z GW. Owszem są wątki, które pokazują, jak nowocześni są mieszkańcy Indii (np. wspomniany tytułowy cykl zdjęć Anaya Manna), ale przede wszystkim prace w Zachęcie pokazują Indie takie, jakie są, nic sobie nie robiąc z ewentualnych oczekiwań odbiorców wystawy. (Chyba od zawsze sztuka niewiele sobie robiła z oczekiwań odbiorców). Przyznam się, że obejrzałam wszystko dwa razy. Dlatego, że pomysł wybrania się na wernisaż z Polą okazał się nie do końca trafiony, bo podczas otwarcia w Zachęcie kłębiły się tłumy ludzi, było gwarno i głośno, błyskały flesze w twarze warszawskich celebrytów, a w dodatku DJ miksował indyjską muzykę, a gawiedź niecierpliwiła się, czekając na zapowiadany poczęstunek egzotycznych dań z Indii. Wszystko to sprawiło, że Pola szybko się zmęczyła i zaczęła marudzić, więc wyszliśmy, rezygnując z części wystawy, z oglądania filmów zwłaszcza. Ale wybrałam się na wystawę ponownie także po to, żeby ją lepiej zrozumieć. I utwierdziłam się w przekonaniu, że nie przemawiają do mnie zbyt mocno wątki historyczno-warszawskie, których jest sporo na wystawie. Dla Indusów to, że miasto zostało zburzone i tyle tragedii się tu wydarzyło jest faktem, którego jako dojrzali artyści goszczący w mieście z taką przeszłością nie mogli pominąć - stąd te nawiązania, stąd ściany z powypisywanymi skojarzeniami spotkanych na ulicy z miastem, co przecież, poza pomysłem, nie ma nic wspólnego ze sztuką indyjską. Stąd być może też różaniec z białych kulek, z których każda ma średnicę około pół metra. Dotarło do mnie też - banał - że Indie ciągle są bardzo różne. Pokuszenie się o ocenę, jakie są Indie, jest samo w sobie karkołomnym przedsięwzięciem, bo przecież każda twarz Indii jest prawdziwa, i jak powiedział kiedyś indyjski ekonomista i laureat nagrody nobla Amartya Sen "trudność w zrozumieniu Indii polega na tym, że jeśli jakaś opinia o tym kraju jest słuszna, to jednocześnie prawdziwe jest również jej zaprzeczenie".&lt;br /&gt;Z jednej strony na wioskach kobiety rodzą dzieci na szmacie rozłożonej na glinianej podłodze w chacie - oglądamy kolejne fazy porodu na zdjęciach z cyklu "Narodziny", fotografki Gaurii Gill, a rodzącej radżastańskiej kobiecie pomaga jedynie inna kobieta, nie ma narzędzi, leków, ani środków czystości - wszystkich atrybutów porodu szpitalnego, jedynie prześcieradła do owinięcia dziecka. Z drugiej - gdzieś w wielkim mieście jest bohaterka filmu Gitanjali Rao "Drukowana tęcza", staruszka mieszkająca z kotem na bardzo wysokim piętrze wieżowca cierpi z powodu samotności. Jej jedyną rozrywką jest przenoszenie się w wyobraźni do lepszych miejsc, kiedy ogląda rysunki na pudełkach od zapałek, które kolekcjonuje i którymi wymienia się z innym samotnym staruszkiem. Historia ta kończy się w bardzo wzruszający sposób. Choćby dla tego filmu (zdobył nagrodę Small Golden Rail w 2006 roku w Cannes) warto wybrać się na wystawę w Zachęcie. Trudno jednak powiedzieć czy akcja tej przepięknie animowanej opowieści dzieje się w Indiach, czy jest to obrazek z życia emigrantów indyjskich w Nowym Jorku lub w Londynie. A jeśli nie możecie przyjść do Zachęty, to koniecznie obejrzyjcie 15-minutowy film &lt;a href="http://youtu.be/NaNJbaBsZ-I"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;A zanim tam klikniecie, obejrzyjcie ten minutowy filmik, o wymownym dla mnie tytule "BLUE".&lt;br /&gt;&lt;iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/KhhPCbetdU8" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze "Orange". Ani "Blue, ani "Orange" nie zobaczycie w Zachęcie. "Orange" nie został dopuszczony do obiegu przez indyjską cenzurę, ale dostał kilka międzynarodowych nagród. A pytanie "Have you ever been lucky in love?" niech dźwięczy wam w głowach. Hipnotyzujące.&lt;br /&gt;&lt;iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Dq0DHQxMidE" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2985774166821247862?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2985774166821247862/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2985774166821247862&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2985774166821247862'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2985774166821247862'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/09/indian-art-in-pl-national-gallerynowa.html' title='Indian Art in PL National Gallery/Nowa Sztuka z Indii'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-1ox5rLSP5bY/ToQ7HSYIwJI/AAAAAAAABKo/WVXoD-SwZg4/s72-c/Nandini%2BValli%2BMuthiah.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4023147352715906653</id><published>2011-08-24T09:09:00.013+02:00</published><updated>2011-08-24T22:51:29.482+02:00</updated><title type='text'>Get off your TV/ Kiniarze z Kalkuty</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-voh5rPDxJK0/TlUJf77zdCI/AAAAAAAABJQ/eQgEt5kVZbE/s1600/P1210504.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-voh5rPDxJK0/TlUJf77zdCI/AAAAAAAABJQ/eQgEt5kVZbE/s400/P1210504.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644428152247907362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam w sobotniej &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75248,10142341,Andrzej_Fidyk__Nie_ma_miejsca_na_przecietnosc.html"&gt;Wyborczej&lt;/a&gt;, że Andrzej Fidyk został właśnie szefem redakcji dokumentalnej TVP. Zacna i wymagająca to funkcja - tak sądzę, choć telewizję oglądam tylko u rodziny, w hotelowych pokojach albo w różnych poczekalniach, np. u dentysty. Kiedy ostatnio u niego byłam, telewizor odbierał TVN, a pilota nigdzie w poczekalni nie było, zmuszona więc byłam obejrzeć program Sędzia Anna Maria Wesołowska. Czułam się zażenowana, patrząc na nieudolną grę amatorów. Koślawej i sztucznej gry nie usprawiedliwia tłumaczenie, że taka to formuła. Cieszę się, że jednak nadal nie mam telewizora. To już cztery lata - w Polsce, a wcześniej prawie dwa w Paryżu. To zabawne bo kiedy wróciłam do Polski zaprzyjaźniona portugalska gardianka przesyłała mi listy z urzędu skarbowego siódmej dzielnicy, które przychodziły na adres mojego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;chambre de bonne&lt;/span&gt;. Listy przypominające o zapłacie podatku z tytułu posiadania telewizora. Nie posiadałam go, ale za to miała go staruszka, od której wynajmowałam bardzo paryskie mieszkanko. Nie pomógł list, który wysłałam już z Polski, tłumacząc, że nie miałam telewizora, ponaglenia do zapłaty przychodziły nadal. W każdym razie wydaje mi się, że dokument obok dobrego filmu powinien być w telewizji na wysokim poziomie, nowy szef sprosta wyzwaniu, bo redakcji dokumentalnej już kiedyś szefował. O tej roszadzie personalnej (poprzednia szefowa redakcji została teraz zastępcą Fidyka) musiała wiedzieć Graża Torbicka, która postanowiła reżysera wypromować lub może raczej przypomnieć o nim na swoim festiwalu filmowym w Kazimierzu Dolnym.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-S3T1EaiZp5I/TlS0GU8fi-I/AAAAAAAABJA/gOGh4Mpko8I/s1600/P1210525.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-S3T1EaiZp5I/TlS0GU8fi-I/AAAAAAAABJA/gOGh4Mpko8I/s400/P1210525.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644334253796723682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fidyk po projekcji filmu spotkał się z publicznością, a spotkanie było nagrywane i miało (ma?) pojawić się w TVP. Dlaczego tu o tym piszę? Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że jeśli być może obejrzycie tę relację, to usłyszycie w tle radosne piski i okrzyki Poli (o ile ich nie wyciszono). Po drugie film, który Fidyk pokazał na festiwalu Dwa Brzegi (reżyser znany jest z dokumentów pokazujących różne dalekie zakątki świata), to &lt;a href="http://www.knockknocktalents.com/media.php?id=3&amp;f=53&amp;PHPSESSID=752abfb53727cbd090ba1181eda5647e"&gt;Kiniarze z Kalkuty&lt;/a&gt;. Kino o kinie, film o robieniu filmu. Fidyk towarzyszył "ekipie filmowej", która jeździ po indyjskich wioskach i pokazuje filmy. W filmie widać oczywiście w pełnej krasie kolory Indii, słychać muzykę. Pola była tymi widokami zachwycona i  o g l ą d a ł a  film z wielkim zaciekawieniem, machając z radości od czasu do czasu rękami i nogami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-6qBu5Bo3jfc/TlS0F89eXTI/AAAAAAAABIw/PTSxmC1kuzc/s1600/P1210472.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-6qBu5Bo3jfc/TlS0F89eXTI/AAAAAAAABIw/PTSxmC1kuzc/s400/P1210472.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644334247358389554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mniej już chyba podobało jej się na drugim w życiu filmie. Podczas projekcji "Poznasz przystojnego bruneta" w sali gimnastycznej szkoły podstawowej w  &lt;a href="http://www.laf.net.pl"&gt;Zwierzyńcu&lt;/a&gt; zaaranżowanej na kino Pola aż dwa razy zrobiła kupę, a potem poszła spać. Woody Allen chyba nie jest jej ulubieńcem. Tak jak i jej mamy. Za to bardzo jestem zadowolona z faktu, że pierwszym filmem, który obejrzała jest film o Indiach właśnie. Sądzę, że będzie jej się podobało tak bardzo jak mnie, kiedy już tam pojedziemy. Kontynuując jednak wątek posiadania telewizora muszę opowiedzieć jedną scenę z filmu Fidyka. Otóż filmowcy przyjeżdżają do wioski, w której nikt nigdy nie widział ani kamery, ani taśmy filmowej, ani w ogóle nie wie o istnieniu kina. Tubylcy oglądają więc z otwartymi szeroko oczami i ustami pierwszy w swoim życiu film - pełen głupich scen przemocy, walk, strzelanin, generalnie film taki, że nawet telewizja polska nie kupiłaby go nawet na wakacje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-5MHytK9glbk/TlS0GM6xw7I/AAAAAAAABI4/kNt6f9zBgzM/s1600/P1210492.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-5MHytK9glbk/TlS0GM6xw7I/AAAAAAAABI4/kNt6f9zBgzM/s400/P1210492.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644334251642045362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po projekcji szef wioski podziękował ekipie za to, że do nich przyjechała. Poprosił też, żeby filmowcy więcej do nich nie przyjeżdżali z kinem, bo mieszkańcy mają dużo różnych zajęć, a wolnym czasie muszą myśleć nad wieloma sprawami, a kino by im w tym tylko przeszkadzało. Czyż to nie piękna puenta oraz argument dla tych, którzy zastanawiają się nad pozbyciem się telewizora? &lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4023147352715906653?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4023147352715906653/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4023147352715906653&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4023147352715906653'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4023147352715906653'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/08/get-off-your-tv-kiniarze-z-kalkuty.html' title='Get off your TV/ Kiniarze z Kalkuty'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-voh5rPDxJK0/TlUJf77zdCI/AAAAAAAABJQ/eQgEt5kVZbE/s72-c/P1210504.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4077028317054665844</id><published>2011-07-08T13:14:00.011+02:00</published><updated>2011-07-14T19:05:59.190+02:00</updated><title type='text'>Amal/Rikszarz</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-LMt0eT8tUos/Thbumn5URqI/AAAAAAAABIg/Xy-plrvfTeU/s1600/Rikszarz_Richie-Mehta%252Cimages%252C31%252C5908223774539.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 82px; height: 115px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-LMt0eT8tUos/Thbumn5URqI/AAAAAAAABIg/Xy-plrvfTeU/s400/Rikszarz_Richie-Mehta%252Cimages%252C31%252C5908223774539.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626947131757840034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wzruszająca historia! O człowieku tak dobrym, że mógł niestety istnieć chyba tylko w filmie. A wcześniej w opowiadaniu - debiucie pisarskim a potem filmowym reżysera Richie Mehta (nie jest spokrewniony z Depą Mehtą). "Rikszarz" nie ma nic wspólnego z filmem "Mój przyjaciel rikszarz", o którym pisałam dwa posty wcześniej. Zaskakujące zakończenie, dużo Indii (akcja dzieje się w New Delhi) i złość, którą wywołuje widok podłych i chciwych ludzi spowodowały, że oglądałam film z wypiekami na twarzy i bardzo się zdenerwowałam, kiedy w jednym z kluczowyh momentów zacięła się strona www.iplex.pl, na której film oglądałam. Kontrast pomiędzy dobrem a złem jest w filmie tak  widoczny bo zło zestawione jest z niedzisiejszą jakby postacią dobrego Amala - tytułowego rikszarza. Naprawdę polecam. Film sprawia, że - może na chwilę, może na dłużej - udaje się przewartościować znaczenie pięniędzy, przyjaźni i miłości - jakkolwiek banalnie to brzmi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-MTTGfgJDWFw/ThbumhcGv9I/AAAAAAAABIo/vVOGJ-toz4Y/s1600/rikszarz.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 237px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-MTTGfgJDWFw/ThbumhcGv9I/AAAAAAAABIo/vVOGJ-toz4Y/s400/rikszarz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626947130024706002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4077028317054665844?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4077028317054665844/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4077028317054665844&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4077028317054665844'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4077028317054665844'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/07/amalrikszarz.html' title='Amal/Rikszarz'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-LMt0eT8tUos/Thbumn5URqI/AAAAAAAABIg/Xy-plrvfTeU/s72-c/Rikszarz_Richie-Mehta%252Cimages%252C31%252C5908223774539.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-8711753543568413495</id><published>2011-06-18T14:45:00.001+02:00</published><updated>2011-06-18T14:45:59.344+02:00</updated><title type='text'>Best book to fall asleep/Książki do zasypiania</title><content type='html'>Najlepsze-spóźnione życzenia z okazji Dnia Dziecka. Pola w tym dniu pojechała na wycieczkę do jednej z największych redakcji magazynów dla dzieciaków i nastolatków. Do mojej redakcji. Jeszcze nie skumała, że to raj dla dzieci, i że każdy chciałoby mieć mamę, która robi Scooby-Doo albo Kaczora Donalda. Niech dowodem na to będzie córka redakcyjnej koleżanki, która chwali się w przedszkolu, że jej mama pracuje w ulubionym magazynie. Kiedyś po powrocie do domu zdegustowana powiedziała: "Mamo, a Kasi mama pracuje w takiej gazecie, co się nazywa gazeta. Co to w ogóle za nazwa taka - gazeta?!".&lt;br /&gt;Poli póki co jest wszystko jedno, co jej czytam, zasypia tak samo świetnie przy gazecie jak i przy "Co to znaczy..." Grzegorza Kasdepke (nabytek z ostatnich targów książki - pierwszych, na których Pola była). Ja też zasypiam. Kiedy w ciągu jednej nocy wstaje się kilka razy, to zasypianie staje się potem osią następującego po takiej nocy dnia. Zasypianie w domu, w parku, w samochodzie stojącym w korku. Bardzo staram się jednak nie zasypiać w parku na ławce, kiedy Pola w wózku spokojnie oddycha sobie tlenem znad Wisły i Parku Praskiego, a ja wystawiam moją piegowatą twarz pełną nabytych po ciąży pieprzyków na niebezpieczne promienie słoneczne. Jak wiadomo - na słońcu śpi się najprzyjemniej przecież. Ten półsen, w jakim funkcjonuję za dnia, trochę pokrzyżował mi plany, które zamierzałam realizować na urlopie macierzyńskim. Plany miały związek także z książkami, a te też mnie usypiają. Choć nie zasnęłam przy książce "Reporterzy bez fikcji" Agnieszki Wójcińskiej. To zbiór bardzo inspirujących rozmów z polskimi reporterami i reportażystkami. Hugo-Bader, Ostałowska, Pietkiewicz, Smoleński, Surmiak-Domańska, Tochman, Szejnert. Tak się składa, że ich książki, albo zbiory reportaży m.in. z ich tekstami mam w swojej biblioteczce. Lubię literaturę faktu, bardzo do mnie przemawia głos rzeczywistości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za to usypiam przy książkach z Indiami w tle. Najpierw zmęczyła mnie "Alchemia pożądania" indyjskiego dziennikarza Taruna J. Tejpala.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-g0Nqt2zgcbc/Tdd6bYf3z2I/AAAAAAAABIE/_19oTIw3WMk/s1600/90036.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 246px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-g0Nqt2zgcbc/Tdd6bYf3z2I/AAAAAAAABIE/_19oTIw3WMk/s400/90036.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609086471764430690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dziwi mnie własna reakcja, bo przecież połączenie pożądania i pisania - bo to są tematy tej książki - zazwyczaj wywołuje zaciekawienie i oddanie się lekturze z wypiekami na policzkach. Być może dlatego, że obecnie pożądanie w moim życiu zastąpione zostało przez wypływanie mleka. Więc zmęczyły mnie opisy scen łóżkowych w tej książce tak, że ją oddałam do biblioteki (którą mam w budynku - to cudowne mieć taką instytucję w bloku!). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A „Aranżowane małżeństwa” złoszczą mnie. Denerwują. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-kintJt-d_pw/Tdd7hsz--vI/AAAAAAAABIM/y2lYnJvMVaI/s1600/aranzowane.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 187px; height: 280px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-kintJt-d_pw/Tdd7hsz--vI/AAAAAAAABIM/y2lYnJvMVaI/s400/aranzowane.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609087679808338674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bo w każdym niemal z 11 opowiadań o kobietach mężczyźni je sobie wybierają, a rodzice kobiet wystawiają je na sprzedaż, prezentując jak konie na targu. Ot choćby w opowiadniu "Zniknięcie" facet pisze z Ameryki do matki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ożenię się, jeśli znajdziesz mi cichą, ładną dziewczynę, nie tak obcesową, jak współczesne dziewczęta w Kalkucie i nie przesiąkniętą zachodnimi ideami. Taką, która będzie gotowa zdać się na męża w ważniejszych decyzjach. Powinna być też niegłupia, dobrze by było, gdyby przynajmniej przez rok uczyła się w college'u - wtedy będę mógł ją z dumą zaprezentować znajomym. (...)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Żona znika, a mąż:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Był dobrym mężem. Nikt nie mógł zaprzeczyć. Pozwalał jej mieć swoje zdanie, a nawet ją rozpieszczał. (...) W innej sferze też starał się być uczciwy. W seksie. Żona zawsze mówiła: "Proszę, nie dzisiaj, nie jestem w nastroju". Nie miał jej tego za złe. Była w końcu dobrze wychowaną hinduską dziewczyną. Nie oczekiwał, że będzie się zachowywała jak amerykańskie kobiety na filmach, które czasem oglądał na wideo. Krzyczały, gryzły i robiły rzeczy, na widok których robiło mu się gorąco. Ale jej niechęć wykraczała poza kobiecą skromność. (...) Wieczorem przed zniknięciem zaczęła myć okna, położyła syna spać, czyściła dywaniki, choć on już powiedział "Chodźmy spać". Nie można go więc było winić, że nieraz podnosił głos (jednakże nigdy tak, by obudzić dziecko), chwytał ją za łokieć i ciągnął na łóżko. Tak było ostatniej nocy. Zawsze starał się być delikatny. Nigdy nie pozwolił sobie nawet na lekkiego klapsa, tak jak mężczyźni, których znał. I zawsze przestawał, gdy zaczynała go o to błagać, gdy płakała. Po jakimś czasie nie broniła się już i pozwoliła mu robić, co chciał. Ale to nie było nic nowego. Nic, co miałoby związek ze zniknięciem. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Mąż dostaje potężnego kopa w dupę (którego i tak nie jest w stanie ogarnąć swoim wąskim rozumem), kiedy znajduje pustą puszkę, w której do tej pory żona trzymałą kosztowną biżuterię. Dociera do niego, że żona odeszła kiedy jest już starcem: wtedy dopiero rozumie, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jak bardzo musiała go nienawidzić - zrezygnowała z radości macierzyństwa&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jest jeszcze "Powrót z Indii" Awrahama B. Jehoszuy. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-CryuTyF429k/Tdd8UPStswI/AAAAAAAABIU/nj31IrQXIyU/s1600/Powrot-z-Indii_Abraham-B-Jehoszua%252Cimages_product%252C0%252C83-7150-770-4.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 191px; height: 280px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-CryuTyF429k/Tdd8UPStswI/AAAAAAAABIU/nj31IrQXIyU/s400/Powrot-z-Indii_Abraham-B-Jehoszua%252Cimages_product%252C0%252C83-7150-770-4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609088548057494274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Autor rewelacyjnego &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75517,3063983.html"&gt;"Kochanka"&lt;/a&gt;, powieści, w której mąż zapewnia własnej żonie kochanka, po to, by ratować swoje małżeństwo, urzeka mnie tą książką o Indiach. To wyjątkowa uczta, zaczytuję się i delektuję, choć czasem też zasypiam. Ale nie dlatego, że to nudna powieść - to zmęczenie, zmęczenie. Bohater o imieniu Benjamin, młody lekarz, pracownik szpitala, jedzie razem z dyrektorem szpitala i jego żoną do Indii, by sprowadzić stamtąd do domu ich chorą córkę. Kontynuując temat małżeństwa taki oto uroczy dialog dyrektorskiej pary przytoczę. Rozmowa toczy się w hotelowym pokoju, słyszy ją Benjamin, małżonkowie myślą, że śpi:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;- Kochasz mnie?&lt;br /&gt;Lazar odpowiedział z dziwną stanowczością: &lt;br /&gt;- Nie.&lt;br /&gt;Ona, nie przejmując się, ciągnęła łagodnym i pewnym siebie głosem:&lt;br /&gt;- No to pokochaj. &lt;br /&gt;- Dlaczego? - odparł z udawanym zdziwieniem.&lt;br /&gt;- Bo jestem miła. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Powrót..." będę czytać nad morzem. Zabieram też dużo innych książek, oraz laptop z wifi. Pomiędzy spacerami po sosnowym lesie i publicznymi karmieniami będziemy pisać i czytać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-8711753543568413495?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/8711753543568413495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=8711753543568413495&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8711753543568413495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8711753543568413495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/06/best-book-to-fall-asleepksiazki-do.html' title='Best book to fall asleep/Książki do zasypiania'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-g0Nqt2zgcbc/Tdd6bYf3z2I/AAAAAAAABIE/_19oTIw3WMk/s72-c/90036.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6757279325446226556</id><published>2011-05-10T20:00:00.007+02:00</published><updated>2011-05-10T21:15:24.764+02:00</updated><title type='text'>My barefoot friend/Mój przyjaciel rykszarz na Planet Doc</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-8z6cFR2R0oI/Tcl91Fx8kaI/AAAAAAAABH0/sr4DuYur_Gc/s1600/s_old%2Brickshaw-02.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 225px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-8z6cFR2R0oI/Tcl91Fx8kaI/AAAAAAAABH0/sr4DuYur_Gc/s400/s_old%2Brickshaw-02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5605149562277499298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obejrzyjcie ten film, jeśli tylko możecie. Projekcja jutro w warszawskiej Kinotece o godz. 15.00 w ramach &lt;a href="http://planetedocff.pl/index.php?page=film&amp;i=215"&gt;Festiwalu Planet Doc&lt;/a&gt;. To wzruszająca historia Shalima - jednego z 10 tys.  rykszarzy, którzy żyją z przewożenia pasażerów po ulicach Kalkuty. Na drugim planie widać trochę mojej ukochanej, zakurzonej, drgającej życiem, głosami  i kolorami Kalkuty. Ale nie miasto jest bohaterem filmu, ale marzenie. Shalim chce kupić mechaniczną rykszę, bo dzięki niej zarobi więcej i w końcu będzie go stać na wybudowanie domu. Los okaże się jednak okrutny, a Shalim stanie w obliczu rezygnacji marzeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-le0sOuX8jQ0/Tcl_ycC59wI/AAAAAAAABH8/sgtzrtU4mio/s1600/s_old%2Brickshaw-11.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 225px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-le0sOuX8jQ0/Tcl_ycC59wI/AAAAAAAABH8/sgtzrtU4mio/s400/s_old%2Brickshaw-11.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5605151715737859842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fot. www.creativeast.com/xe/157&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6757279325446226556?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6757279325446226556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6757279325446226556&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6757279325446226556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6757279325446226556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/05/my-barefoot-friendmoj-przyjaciel.html' title='My barefoot friend/Mój przyjaciel rykszarz na Planet Doc'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-8z6cFR2R0oI/Tcl91Fx8kaI/AAAAAAAABH0/sr4DuYur_Gc/s72-c/s_old%2Brickshaw-02.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-81928589585122899</id><published>2011-04-20T10:38:00.009+02:00</published><updated>2011-04-20T12:59:08.956+02:00</updated><title type='text'>Indian T-shirt/Indyjska koszula</title><content type='html'>Wcale się nie przejmuję tym, że niektórym może się wydać zboczeniem lub przynajmniej zafiksowaniem fakt, że do porodu ubrałam się w indyjską koszulę. Taką z rozcięciami po bokach, ułatwiającymi podniesienie części tylnej lub przedniej np. do badania. Koszula była szara w czarne, drobniutkie paseczki, albo czarna w szare paseczki, 100 procent bawełny. Kupiona w Bombaju. W Indiach mówi się na nią &lt;span style="font-style:italic;"&gt;salwar kamiz&lt;/span&gt;, bardziej nowoczesne kobiety noszą takie koszule do zwężanych spodni lub dżinsów. Bardzo ją lubiłam, nosiłam często w ciąży. Przed porodem rozdarłam ją z premedytacją w dekolcie - tak w razie czego, nie wiedziałamn jeszcze, czego, ale uznałam, że dekolt jest za mały. Gdzieś tak po 3 godzinach skurczów koszulę zdjęłam i rzuciłam na szpitalne łóżko do rodzenia z szeroko rozstawionymi podnóżkami, a sama, wydając dźwięki pochodzące z głębi każdej komórki mojego ciała, weszłam do wielkiej trójkątnej wanny, w której małżonek dzielnie polewał mnie prysznicem i mówił, jak oddychać. Nie chciałam znieczulenia, chciałam poczuć rodzenie, być jak nasze prababki, ale nigdy nie sądziłam, że krzykiem tak bardzo można wyrażać ból. W chwilach zwątpienia wykrzykiwałam oczywiście, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;już nie mogę&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;to ma być rodzić po ludzku?!&lt;/span&gt; W tej wannie Pola - jak na prawdziwą zodiakalną rybę przystało - przyszła na świat. Apolonia Anna tak się spieszyła, że położna w ostatniej chwili zorientowała się, że to już poród. ("Pięknie pani rodziła!" - nie mogła później wyjść z podziwu.) Ja sama 32 lata temu też się bardzo spieszyłam. Tak bardzo, że moja Mama nie zdążyła dojechać na łóżku do sali porodowej i przyszłam na świat na izbie przyjęć. Matka i córka, które nie mogły doczekać się na to życie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-6xLN_0J30Yo/Ta6zE1YsR8I/AAAAAAAABHk/X0rocT1RGmg/s1600/P1210168.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-6xLN_0J30Yo/Ta6zE1YsR8I/AAAAAAAABHk/X0rocT1RGmg/s400/P1210168.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597608282499598274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze wspólne godziny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-l6vz3Ba1EOw/Ta6zS-OtmFI/AAAAAAAABHs/gY92PG4NWTM/s1600/1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-l6vz3Ba1EOw/Ta6zS-OtmFI/AAAAAAAABHs/gY92PG4NWTM/s400/1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597608525391829074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Już w domu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-81928589585122899?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/81928589585122899/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=81928589585122899&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/81928589585122899'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/81928589585122899'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/04/indian-t-shirtindyjska-koszula.html' title='Indian T-shirt/Indyjska koszula'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-6xLN_0J30Yo/Ta6zE1YsR8I/AAAAAAAABHk/X0rocT1RGmg/s72-c/P1210168.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-8858965338969004748</id><published>2011-03-15T12:26:00.000+01:00</published><updated>2011-03-15T12:27:24.690+01:00</updated><title type='text'>Lucky period/ Kobieta podczas okresu</title><content type='html'>Nie doświadczam dolegliwości menstruacyjnych od kilku dobrych, błogosławionych miesięcy. Dla kobiet Zachodu to dni, podczas których dajemy sobie taryfę ulgową, cierpimy, zwalniamy, przeczekujemy, w skrajnie bolesnych przypadkach niektóre z nas traktują te dni jako wyjęte z życiorysu - nie trzeba precyzować, wachlarz doznań jest szeroki. Generalnie chcemy zapomnieć, przeczekać. Ale pozwalamy sobie też wtedy na drobne przyjemności - więcej snu, leżenia z książką, oglądamy filmy, chodzimy na jogę, niektóre uprzedzają otoczenie, że to&lt;span style="font-weight:bold;"&gt; te&lt;/span&gt; dni,&lt;span style="font-style:italic;"&gt; więc proszę mnie nie denerwować&lt;/span&gt;, albo z góry przepraszają za zbyt rozchwiane emocjonalnie reakcje. Wolno nam. Choć właśnie takie zachowanie uważam za zredukowanie w pewnym sensie kobiecości do doznań fizjologicznych. Zauważyli to też krytycy literaccy, którzy dość pogardliwie określali w latach 90. literaturę pisaną przez kobiety mianem literatury menstruacyjnej właśnie. Odwoływali się do motywów bólu, ekshibicjonizmu, doznań związanych z brzuchem i podbrzuszem i wynikających z tego różnych rozhisteryzowanych emocji i wywlekaniem na światło dzienne wszystkiego tego, co do tej pory było skrzętnie przez kobiety skrywane. Choć przecież nie tak do końca było. Mieliśmy np. kiedyś Irenę Krzywicką, a w latach 90. szokować zaczęła Gretkowska np. swoim "Kabaretem metafizycznym" pisanym na emigracji w Paryżu, którym zresztą zaczytywałam się będąc tam też na emigracji, ale wówczas jej sposób pisania nie był już tak bardzo szokujący. (Podobnie jak nie wstrząsnęła mną już sztuka "4.48 Psychosis" Sarah Kane - choć przyznaję, była przejmująca, ale nie szokująca - którą zobaczyłam w warszawskim TR gdzieś tak 4 lata po premierze - obyczajowość świata się zmienia.) A na Zachodzie kobiet piszących o doznaniach płynących z ciała było wiele (Anais Nin lub Erica Jong np.) Co ciekawe mężczyznom pisarzom wolno było pisać o ich doznaniach związanych z ejakulacją i posiadaniem penisa, a gdy zaczęły o sobie pisać w ten sposób kobiety, uznano to za literaturę trzeciorzędną. Kobiecą. Ale to temat na zupełnie inny wpis. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-rn4ZRFZRIak/TX9GrES5qCI/AAAAAAAABHM/SrNqxxlEdxY/s1600/P1180192.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-rn4ZRFZRIak/TX9GrES5qCI/AAAAAAAABHM/SrNqxxlEdxY/s400/P1180192.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5584259768664041506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Indiach kobiety nie piszą literatury menstruacyjnej, a na pewno - sprowadzając rzecz do poziomu słowa - nie robią tego podczas okresu. Okres to dla tych kobiet chwila wytchnienia, zwykle od czasem zbyt ciążących powinności i obowiązków małżeńskich. Jest to odpoczynek pozorny. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że kobieta, która ma okres, uznawana jest w Indiach za nieczystą (w wielu kulturach pierwotnych tak było i chyba nadal jest, np. w Islamie, o "nieczystych kobietach" mówi też Stary Testament, który uważa kobietę za "duchowo nieczystą" także po porodzie - po urodzeniu chłopca przez 7 dni, a dziewczynki przez 14 dni - dlatego dłużej, że kobieta rodzi kobietę, a więc przyszłą potencjalną matkę, która także będzie rodzić. Nie jestem etnologiem, a więc nie umiem powiedzieć na ile te wierzenia są obecne w dzisiejszych czasach, ale wydają mi się dość zaskakujące.) Kobieta indyjska w te dni właściwie może nie wychodzić z domu i nic nie robić. Poza pracą w polu - jeśli żyje na wiosce - z której nie jest zwolniona. Jako że wszystko w życiu tradycyjnej indyjskiej kobiety podporządkowane jest mężowi, kobieta podczas okresu nie musi się tak bardzo starać, by go zadowalać - w znaczeniu dosłownym i metaforycznym. Na miesiączkującą &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;zamężną &lt;/span&gt;kobietę nałożonych jest wiele zakazów. &lt;br /&gt;Np. nie może ona &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;malować na powiekach czarnych kresek&lt;/span&gt;. Wierzy się, że kreski te przyciągają uwagę patrzącego i odwracają jednocześnie uwagę od samych oczu (dość pokrętne, ale taką rolę ma też spełniać malowanie pieprzyka na twarzy) i zapobiegają w ten sposób rzuceniu uroku przez patrzącego, dlatego też małym dzieciom matki malują na czarno oczy. Ale nie dlatego kobieta podczas okresu nie powinna malować oczu - nie może tego robić, bo jeśliby zaszła w ciążę w tym czasie (w Indiach wierzy się, że to możliwe), to dziecko byłoby ślepe. &lt;br /&gt;Miesiączkująca nie może też fundować sobie przyjemności, jaką jest &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;żucie betelu&lt;/span&gt;. Ten lekki narkotyk pochodzący z owoców betelu, ma działanie antyseptyczne, pobudzające trawienie i barwi jamę ustną na czerwony kolor, co uznawane jest w Indiach za erotyczny bodziec (dlatego np. kobiety malują sobie henną dłonie i stopy na czerwono - by zaznaczyć swoje dostępne strefy erogenne). Poza tym podczas żucia "z ust niewiasty wydobywa się woń przyjemnie kusząca męża", a więc podczas okresu, ponieważ żona jest nieczysta, nie powinna kusić męża. Hindusi wierzą też, że jeśli nieczysta kobieta żuje betel, to jej przyszłe dziecko będzie miało przebarwienia na zębach, a jak wiadomo moda na malowanie zębów przeminęła, z wyjątkiem może małych wiosek, gdzie czasem można spotkać ludzi, którzy mają pomiędzy zębami różnokolorowe kreski.     &lt;br /&gt;Kobieta &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;nie powinna wtedy też kąpać się, ani myć&lt;/span&gt;, bo jej przyszły potomek utopi się. &lt;br /&gt;Nie wolno kobiecie też w tych dniach &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;związywać włosów&lt;/span&gt;. Rozpuszczone włosy to widoczny symbol nieczystości, jeśli miesiączkująca je zwiąże, to jej przyszłe dziecko będzie łyse. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Y82OrMPibIo/TX9KoqGU0ZI/AAAAAAAABHc/X6_HacuNZqg/s1600/P1180253.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Y82OrMPibIo/TX9KoqGU0ZI/AAAAAAAABHc/X6_HacuNZqg/s400/P1180253.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5584264125318746514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A u nas? Czy w naszej kulturze są jakieś zakazy dla kobiet podczas okresu? Może coś Wam przychodzi do głowy? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-wsHLHxh5Q0s/TX9JbfkwyqI/AAAAAAAABHU/z_FVSw5ZFgA/s1600/P1180275.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-wsHLHxh5Q0s/TX9JbfkwyqI/AAAAAAAABHU/z_FVSw5ZFgA/s400/P1180275.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5584262799643691682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fot. Kobiety pracujące w sezonie na Goa, 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Wszystko to wiem i jeszcze wielu innych ciekawych rzeczy o kobietach indyjskich  dowiaduję się na zajęciach pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wizerunek kobiety w kulturze i sztuce indyjskiej&lt;/span&gt;, które prowadzi Dr Dorota Kamińska, historyczka sztuki z UMK w Toruniu z Pracowni Sztuki Orientu w ramach genderstudies ISNS UW - bardzo polecam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-8858965338969004748?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/8858965338969004748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=8858965338969004748&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8858965338969004748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8858965338969004748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/03/lucky-period-kobieta-podczas-okresu.html' title='Lucky period/ Kobieta podczas okresu'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-rn4ZRFZRIak/TX9GrES5qCI/AAAAAAAABHM/SrNqxxlEdxY/s72-c/P1180192.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1203442764522008958</id><published>2011-03-03T11:09:00.004+01:00</published><updated>2011-03-03T11:33:59.134+01:00</updated><title type='text'>Indian Women's Day/Kwiatek dla Ewy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-pakhMdQIBqo/TW9qZePizCI/AAAAAAAABHE/G7O1PsDwAMo/s1600/P1190111.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-pakhMdQIBqo/TW9qZePizCI/AAAAAAAABHE/G7O1PsDwAMo/s400/P1190111.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5579795449182866466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W dzieciństwie kobieta podlega ojcu, w młodości mężowi, a kiedy ten umrze, swoim synom; kobieta nigdy nie może być niezależna.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Kodeks Manu - staroindyjski kodeks moralny z ok. II w. p.n.e.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Dla niewiasty nie masz innego boga na ziemi, prócz męża, któremu podobać się jest jej najświętszym obowiązkiem. Posłuszeństwo mężowi bezwzględne jest jedyną niewiast modlitwą (...). Mniej przywiązana do dzieci, wnuków i klejnotów, powinna ze śmiercią męża zginąć na stosie, a świat cały będzie głosił jej cnotę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Kobieta powinna kąpać się co dzień, namaszczać ciało wodą szafranową, ubierać się czysto, malować sobie brzegi powiek antymonem i kreślić na czole znaki różne (...). Gdy mąż w gniew wpadnie, grozi, znieważa, a nawet bije niesprawiedliwie, żona nie krzyczeć lub uciekać, lecz ze słodyczą ręce jego całować powinna.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.A. Święcicki, "Historia literatury powszechnej", Tom IV, Warszawa 1902 r., s. 266, za: Ilona Wojtarowicz "Kobieta w hinduizmie" w www.racjonalista.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1203442764522008958?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1203442764522008958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1203442764522008958&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1203442764522008958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1203442764522008958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/03/indian-womens-daykwiatek-dla-ewy.html' title='Indian Women&apos;s Day/Kwiatek dla Ewy'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-pakhMdQIBqo/TW9qZePizCI/AAAAAAAABHE/G7O1PsDwAMo/s72-c/P1190111.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-9104644051834814652</id><published>2011-02-12T13:52:00.007+01:00</published><updated>2011-02-12T14:48:22.511+01:00</updated><title type='text'>Indian-Polish love/ Rivendell Dhoad już jutro w Warszawie!</title><content type='html'>Walentynki będą, więc o miłości będzie też. Polsko-indyjskiej ma się rozumieć. W dodatku takiej męskiej bardziej i łączącej rodziny. Bo spotkała ona braci polskich i braci radżastańskich. A było to tak: Dwaj bracia z Polski pojechali do Indii i  zauroczyli się muzyką, którą usłyszeli w Rajasthanie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-ttIJIiSoIv0/TVaGHauUbCI/AAAAAAAABGk/ackz5poyouw/s1600/konradRoginski.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ttIJIiSoIv0/TVaGHauUbCI/AAAAAAAABGk/ackz5poyouw/s400/konradRoginski.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572789050908372002" /&gt;&lt;/a&gt; Konrad &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/--YTJhXfFJ6s/TVaFof0qRFI/AAAAAAAABGU/Nm5l8dJiFXk/s1600/kamilRoginski.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--YTJhXfFJ6s/TVaFof0qRFI/AAAAAAAABGU/Nm5l8dJiFXk/s400/kamilRoginski.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572788519701202002" /&gt;&lt;/a&gt; i Kamil Rogińscy usłyszeli zespół Dhoad. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-DOasIFpnpfA/TVaMvskdsLI/AAAAAAAABGs/OBfodPZznvg/s1600/crbst_Dhoad_20Gypsies_20Caravane_20Norway.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 293px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-DOasIFpnpfA/TVaMvskdsLI/AAAAAAAABGs/OBfodPZznvg/s400/crbst_Dhoad_20Gypsies_20Caravane_20Norway.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572796339963408562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To indyjski, rodzinny band - jak Kelly Familly - w jego skład wchodzi 5 aż braci Khan. Konrad i Kamil zagrali im swój repertuar i okazało się, że miłość jest odwzajemniona. Tak powstała kolektywna orkiestra rodzinna Rivendell &amp; Dhoad. &lt;br /&gt;Rok temu zespół Dhoad przyjechał na zaproszenie polskich braci do Wrocławia. Posłuchajcie i sami oceńcie, co sądzicie o tej mieszance. Moim zdaniem, jest całkiem niezła i fajnie energetyzująca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="640" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/xZ5wL-mTjUE" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;A jutro za sprawą braci Rogińskich indyjskie rytmy zabrzmią w Warszawie. Tym razem bracia zagrają z Seema Tiwari and Bhojpuri Group. Koncert rozpocznie się o godz. 19 w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-ZAuw0DTY2eI/TVaFTVJEw3I/AAAAAAAABGM/iEEcfGz-z9Q/s1600/13.02_2011021211453575_600.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 287px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZAuw0DTY2eI/TVaFTVJEw3I/AAAAAAAABGM/iEEcfGz-z9Q/s400/13.02_2011021211453575_600.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572788156056781682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak grali wczoraj w krakowskiej Mandze. &lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="480" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/LoIpUMlbkjU" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla bardziej zainteresowanych linki są tu: &lt;a href="http://www.rivendell.art.pl/aktual.htm"&gt;Rivendell&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.dhoad.com/bonjour_en.html"&gt;Dhoad&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-9104644051834814652?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/9104644051834814652/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=9104644051834814652&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/9104644051834814652'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/9104644051834814652'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2011/02/indian-polish-love-rivendell-dhoad-juz.html' title='Indian-Polish love/ Rivendell Dhoad już jutro w Warszawie!'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ttIJIiSoIv0/TVaGHauUbCI/AAAAAAAABGk/ackz5poyouw/s72-c/konradRoginski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-7589928721032155487</id><published>2010-12-29T21:54:00.007+01:00</published><updated>2010-12-29T22:55:05.179+01:00</updated><title type='text'>Indian book about pregnancy/Indysjka książka o ciązy</title><content type='html'>Polecam tę książkę, jeśli kiedykolwiek będziecie w ciąży, albo chcielibyście sprawić dobry prezent jakiejś znajomej ciężarnej. "Magiczny początek, zaczarowane życie. Holistyczny poradnik dla kobiet w ciąży". To naprawdę niezła alternatywa dla wszystkich ciążowych poradników, które podchodzą do tematu w sposób fizjologiczny, biologiczny, a nawet fabryczny - dotyczący procesu fabrykowania dziecka - bo na tym koncentrują się amerykańskie książki, z których czerpią wiedzę te polskie kobiety, które nie mają np. doświadczonych babć czy mam. O koleżankach z pracy tu nie wspomnę, bo te zawsze mają rady na wszystko, nawet jeśli same nigdy w ciąży nie były. Takich poradników przejrzałam wiele, ale żaden mi jakoś nie pasował, a wiedzą nabytą w kilku z nich tylko ośmieszyłam się u polskiego lekarza, pytając np. gdzieś tak w 15 tygodniu ciąży, czy widać już płeć dziecka - bo w książce napisali, że już widać. Otóż na pewno nie widać. No chyba, że w stanach mają tak czułe ultrasonografy, że widać. W Polsce nie widać. "Niech pani nie czyta amerykańskich książek!" - usłyszałam już od kilku lekarzy. A więc nie czytam. Za to książka napisana przez indyjskiego lekarza, mieszkającego co prawda w Stanach, jest naprawdę inna niż ten cały pseudonaukowy momentami bełkot porównywalny do forów internetowych, gdzie kobieca naiwność naprawdę czasami mocno mnie zawstydza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TRuhHkXyn4I/AAAAAAAABF4/8gfBJSsGo3E/s1600/deepak.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 188px; height: 284px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TRuhHkXyn4I/AAAAAAAABF4/8gfBJSsGo3E/s400/deepak.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556211716686258050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście - sama też mało wiem, i coraz bardziej mam tego świadomość, kiedy np. na zajęciach w szkole rodzenia pediatra opowiada, że dziecko trzeba kąpać w krochmalu, a nie w płynach i mydłach dla dzieci, które podrażniają skórę. Mogłabym długo wymieniać, czego zaskakującego się dowiaduję, a przecież tyle dzieci bawiłam... Ale nigdy na poważnie nie zastanawiałam się nad przewijaniem, czyszczeniem uszu itp. W każdym razie książka Chopry jest też fajna dlatego, że &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;daje wiarę w moc własnego ciała, siłę sprawczą myślenia i w naturę&lt;/span&gt;, która wiele rzeczy doskonale zaprogramowała. Naprawdę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Uwaga, teraz będzie kilka zdań, które niektórzy mogą uznać za uduchowiony bełkot wschodnich filozofii - spokojnie, to bardzo inspirujący bełkot:)) Z tych trzech wymienionych elementów (ciało, myślenie i natura) ajurweda - indyjska medycyna - podkreśla wagę myślenia i emocji. "Stajemy się tym, co widzimy". Czyli nasze doświadczenia kształtują to, jacy jesteśmy. Dźwięki, odczucia, obrazy, smaki, zapachy, emocje. Przytoczę proste ćwiczenie z tej książki, które obrazuje, jak mocno wpływają na nas nasze wyobrażenia, które powstały na podstawie doświadczeń:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;- wyobraź sobie, że słyszysz obok siebie syrenę przejeżdżającego ambulansu&lt;br /&gt;- wyobraź sobie, że użądliła cię pszczoła&lt;br /&gt;- wyobraź sobie, że trzymasz w ramionach swoje dziecko&lt;br /&gt;- wyobraź sobie, że jesteś świadkiem wypadku samochodowego&lt;br /&gt;- wyobraź sobie, że wbijasz zęby w słodki soczysty owoc&lt;br /&gt;- wyobraź sobie zapach skunksa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;     &lt;br /&gt;I co? Widzicie? Czujecie? Bije wam serce na myśl o ostatniej kraksie, w której w dodatku braliście udział - tramwaj, którym jechaliście przejechał człowieka, po czym gwałtownie zahamował, a jadący za nim drugi tramwaj, wjechał w ten pierwszy, gniotąc mu połowę tylnego wagonu? Czujecie cieknący z owocu sok? Właśnie. Wyobraźnia ma moc. W dodatku przekłada się na chemię i fizjologię organizmu - kiedy się boicie, wasz mózg produkuje hormony stresu, kiedy jest przyjemnie - uwalniają się endorfiny i encefaliny. Wszystkie te substancje przenikają do dziecka. Nihil novi, a jednak. &lt;br /&gt;Współautorzy książki - lekarz David Simon i położna oraz instruktorka szkół rodzenia Vicki Abrams nie pozwalają Choprze koncentrować się jedynie na duchowości. Dlatego ta książka jest naprawdę holistyczna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Deepak Chopra, David Simon, Vicki Abrams "Magiczny początek, zaczarowane życie. Holistyczny poradnik dla kobiet w ciąży", przekład Michał Lipa, wydawnictwo Laurum, 34,90 zł.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-7589928721032155487?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/7589928721032155487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=7589928721032155487&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7589928721032155487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7589928721032155487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/12/indian-book-about-pregnancyindysjka.html' title='Indian book about pregnancy/Indysjka książka o ciązy'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TRuhHkXyn4I/AAAAAAAABF4/8gfBJSsGo3E/s72-c/deepak.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-8237471160853384822</id><published>2010-12-23T15:19:00.006+01:00</published><updated>2010-12-24T01:30:52.209+01:00</updated><title type='text'>Priest in India/Podróżujcie</title><content type='html'>Indie mnie osaczają. Jakby mówiły: "Nie damy ci zapomnieć o nas! Nie możesz rezygnować z planów, podróży, marzeń i mrzonek!". Wyskakują z szafki, którą otwieram – wysypują się z niej prezenty od starych znajomych z Indii, boleśnie o tęsknocie za gwarem i zapachami przypomina też pusta tubka po żelu do mycia twarzy Himalaya, stojąca smętnie na półce w łazience. A mój profil na CS pokazuje, że właśnie jestem w Delhi – dostaje mejle od Hindusów z ofertami spotkań i noclegów (jakiś błąd systemu, zdarza się, kiedyś pokazywał np. że jestem USA). &lt;br /&gt;Idę ulicą i widzę szyld "Upominki. Dewocjonalia". Wchodzę, bo mam kilka cioć, które zawsze się cieszą z prezentów zakupionych w tego typu sklepie. Ten akurat mieści się na Pradze Południe i jest najbardziej zaskakującym sklepem z dewocjonaliami, jaki kiedykolwiek widziałam. Spędzam tam dobre kilkanaście minut wybierając ekologiczną torbę - waham się pomiędzy wizerunkiem Marylin Monroe i Audrey Hepburn. W śmiesznie niskiej cenie kupuję w końcu Marylin, jako że zawsze miałam wrażenie, że byśmy się doskonale zrozumiały, gdybyśmy się poznały. Przy kasie zadziwia mnie widok kilku pudeł z indyjskimi kadzidełkami – są wszystkie odcienie zapachów. A tak mi ich właśnie przecież brakowało. Kupuję oczywiście, tym razem truskawkowe. Przy okazji pytam panią sprzedawczynię, czy wie, do czego te kadzidełka służą religijnym hinduistom. Nie wie. – Ja tam się nie interesuję. Ludzie biorą, no to mamy – mówi leniwie. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TRNbAov9DoI/AAAAAAAABFs/08qxNzbYFWI/s1600/P1180367.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TRNbAov9DoI/AAAAAAAABFs/08qxNzbYFWI/s400/P1180367.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5553882831974633090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzę ze sklepu i biegnę do domu, bo zaraz ma przyjść ksiądz po tak zwanej kolędzie. Właściwie to nie biegnę, bo nie przepadam za tego typu wizytami dobrodusznych pasterzy liczących dusze parafialne i zabierających koperty. Kiedy docieramy pod budynek, z klatki wychodzi właśnie dwóch roześmianych księży. Spóźniliśmy się. Jeden z nich, młody, w ładnej i modnej kurtce, przyjemnie pachnący jakimiś korzennymi perfumami zawraca jednak do nas. W domu staje zszokowany przed moim wielkim niebieskim obrazem przedstawiającym Buddę i pyta, czy my jesteśmy jego wyznawcami. &lt;br /&gt;– Nie całkiem. Lubię po prostu niebieski kolor i bywam w Indiach – rzucam, jakbym Indie co najmniej raz w miesiącu odwiedzała.  &lt;br /&gt;– O! Ja też byłem! Całą północ przejechałem, i jeszcze Madras i Katmandu. Żeśmy nocowali u takich braci w Old Goa. Pięknie było.&lt;br /&gt;– Oo... – nie mogę wyjść z podziwu. Ksiądz w Indiach! Zapewne taka reakcja świadczy o moich ograniczonych horyzontach. Zapewne. &lt;br /&gt;– No i rozumiem pani sympatię... – dzwoni telefon, ksiądz odbiera: – No co tam, dziecko? Co?! Nieee no, nie, nie i jeszcze raz nie. Proszę cię, nie. Dobrze, na razie, pa – wyłącza komórkę i wzdycha ciężko: – Klerycy... – A ja już go bardzo lubię. &lt;br /&gt;Reszta wizyty upływa na wspomnieniach z Indii, wymianie anegdotek i polecaniu sobie różnych miejsc. Nóżka na nóżkę - machamy sobie. Moje w różowych skarpetkach, jego w nowiutkich, lśniących czarnych półbutach dobrej firmy.   &lt;br /&gt;– Jak psu buda miesiąc wakacji nam się należy no nie? &lt;br /&gt;- To już coś - w miesiąc można trochę zobaczyć.&lt;br /&gt;- Tak! Jedyna niegrzeszna przyjemność jaka nam została. Ale teraz to wy chyba nigdzie nie pojedziecie, co?&lt;br /&gt;– Teraz nie, ale za jakieś dwa latka to tak.&lt;br /&gt;– Trzeba! Koniecznie z dzieckiem jeździć dużo po świecie. Pamiętajcie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętajcie o tym i wy i planujcie jak najwięcej podróży, robiąc postanowienia na  kolejny rok. Z dziećmi czy bez, ważne, żeby z głową na karku, poczuciem humoru i dystansem do siebie i świata, oraz wesołych świąt także wszystkim życzymy:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-8237471160853384822?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/8237471160853384822/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=8237471160853384822&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8237471160853384822'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8237471160853384822'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/12/priest-in-indiapodrozujcie.html' title='Priest in India/Podróżujcie'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TRNbAov9DoI/AAAAAAAABFs/08qxNzbYFWI/s72-c/P1180367.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2524589753356909035</id><published>2010-12-09T21:53:00.007+01:00</published><updated>2010-12-09T22:33:25.290+01:00</updated><title type='text'>Beat him when he's bad/Zbij go</title><content type='html'>"Kiedy mężczyzna źle postępuje, zbij go" - tak radzi w filmie "Różowy gang" Sampat Pal Devi, przywódczyni Gulabi Gangu działającego w stanie Uttar Pradesh. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TQFF7Yy99NI/AAAAAAAABFc/BAYGN6llK2Y/s1600/sampat_devi_pal_gulabi_gang.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TQFF7Yy99NI/AAAAAAAABFc/BAYGN6llK2Y/s400/sampat_devi_pal_gulabi_gang.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5548793102467986642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak wygląda Sampat - na pierwszym planie. A &lt;span style="font-style:italic;"&gt;gulabi &lt;/span&gt;= różowy. Sampat ma 55 lat, urodziła pięcioro dzieci. Zdjęcie pochodzi ze strony &lt;br /&gt;&lt;a href="http://worldwomeninternational.com/?p=459"&gt;World Women International&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta odważna kobieta napisała też książkę o tym, jak walczy o prawa kobiet w Indiach. Niestety nie wydano jej po polsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TQFHyYYu6NI/AAAAAAAABFk/SwMjV1CtysM/s1600/610x.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TQFHyYYu6NI/AAAAAAAABFk/SwMjV1CtysM/s400/610x.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5548795146762381522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Założyła też swoje różowe miejsce w sieci: www.gulabigang.org&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że film "Różowy gang" obejrzę w sobotę. Zobaczcie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=xJjdbfVii-Q"&gt;trailer&lt;/a&gt;. A dla tych, którym nie uda się wybrać na projekcję np. w Warszawie (11 grudnia, godz. 18, kino Muranów), część filmu do obejrzenia jest&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=opZz87S2v6M&amp;feature=related"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2524589753356909035?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2524589753356909035/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2524589753356909035&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2524589753356909035'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2524589753356909035'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/12/beat-him-when-hes-badzbij-go.html' title='Beat him when he&apos;s bad/Zbij go'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TQFF7Yy99NI/AAAAAAAABFc/BAYGN6llK2Y/s72-c/sampat_devi_pal_gulabi_gang.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-8428581082912094341</id><published>2010-11-27T13:43:00.014+01:00</published><updated>2010-11-28T09:41:52.732+01:00</updated><title type='text'>Queer-dream</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TPDnFJlLMqI/AAAAAAAABEs/yso3wcIxXdM/s1600/P1200805.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TPDnFJlLMqI/AAAAAAAABEs/yso3wcIxXdM/s400/P1200805.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5544185216950284962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Średniowieczne miasteczko Radda in Chianti w Toskani. Imię hinduistycznej bogini Radda w nazwie zobowiązuje - w mieście znalazłam hinduski znak Om, oraz indyjskie wyroby w maleńkich sklepikach pochowanych w wąskich uliczkach. Nie mogłam ich zbyt dokładnie oglądać, bo choć piękne, denerwowałam się ich ceną - pięć razy wyższą niż np. na Goa. Zdjęcie z honeymoonu. &lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkąd jestem mężatką, mam inne sny. Teraz pewnie niektórzy się skrzywią i pomyślą - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;o, zaczyna się - brak tematów przejawiający się opisywaniem snów&lt;/span&gt;. Może. Albo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wejście w etap pisania na blogu o tzw. życiu, a nie o temacie, dla którego blog powstał&lt;/span&gt; (Indie - przypomnę). Pisanie o życiu uważam za nieco uwłaczające, o ile to, co się pisze nie jest naprawdę dobrą literaturą. Ot, pisanie pamiętnika. Tego chcę unikać, ale od czasu do czasu daję sobie pozwolenie i na takie słabości. Można nie czytać dalej. Ale jeśli czytacie, to dowiecie się, że inność wiązałabym raczej z tym małym, różowym i całkiem nowym oraz podobnym prawdopodobnie do mnie człowiekiem, w którego produkcję bardzo zaangażowało się ostatnio moje ciało (!). Może to wcale nie moje sny, ale jego? I bardzo dobrze, niech rozwija wyobraźnię już teraz. A może to joga ciążowa tak na niego wpływa? W każdym razie inność snów jest pozytywna i polega na tym, że śnione historie są fabularne i zupełnie - a tak zwykle ze snami bywa - nie mają związku w ogóle z tym, o czym myślę za dnia. Ale są jednocześnie odrealnione. Choć jedno przecież nie wyklucza drugiego. Niedawno na przykład śnił mi się taki querrowy sen. Byłam asystentem Hitlera. Byłam pięknym, aryjskim blondynem, nosiłam biały mundur marynarki wojennej z czarnymi wykończeniami (nawet nie wiem, czy takie mundury istnieją). W każdym razie bardzo lubiłam Hitlera, a właściwiej - lubiłem, i byłem mu bardzo oddany. Czytałem dokumenty, dawałem mu je do podpisu, jeździłem z nim na imprezy, widywałem Evę Braun. Byłem wiernym pracownikiem korporacji III Rzesza. I właściwie to tyle. Ten sen nie miał punktu kulminacyjnego, ani zaskakującego zakończenia. Po prostu był. Skąd się w mojej głowie wziął? Chyba stąd, że wcześniej próbowałam zrozumieć ludzi Hitlera i postawić się w ich sytuacji. Nie umiałam za bardzo. Brak empatii był chyba tak dojmujący, że przyszedł do mnie ten sen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo taki. Jestem w Nowym Yorku. Pracuję w jakimś wieżowcu (WTC?) i zjeżdżam właśnie windą do baru na dole, żeby kupić kanapkę z łososiem. W barze sprzedaje hindus z wąsami, witamy się serdecznie i ucinamy sobie pogawędkę. Do baru przychodzą jacyś ludzie, mówią po polsku. Okazuje się, że to jacyś drobni przemytnicy – chcą mi sprzedać diamenty. Nie, dzięki. Z resztą, nie mam kasy przecież. Nie starcza mi na kanapkę, kupuję więc jakieś ciasteczka z bardzo wysoką zawartością związków chemicznych. Przemytnicy odchodzą, zostajemy sami z hindusem. Gadamy o czymś, nie pamiętam. Jeżdżą widny z przezroczystymi drzwiami, obserwujemy wysiadających. Dzwoni moja komórka, dzwoni budzik. Nuda - może przesadziłam z tą fabułą, był to sen z kategorii spokój zakłócany jedynie drobnymi, niewiele znaczącymi zdarzeniami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W małżeństwie też panuje spokój. A raczej odczuwalna jest pewna rutyna i mniejszy poziom chaosu. Mieszczańskość w pełnej krasie, akceptacja pani sąsiadki ("Modliłam się za was, żebyście żyli razem długo i szczęśliwie, kochani!") i przytłaczające poczucie, że prawo jest po naszej stronie. Zupełnie niepotrzebnie przytłaczające, bo na pytania koleżanek z pracy "I jak?! Coś się zmieniło po ślubie?" muszę odpowiedzieć, że nic. Uczucie jest przytłaczające bo już nie trzeba kontestować i być alter i anty i wpadać w pułapkę podejścia "mam w dupie, co sądzi społeczeństwo i katolicka rodzina", nie trzeba tłumaczyć, że jesteśmy parą, ale na razie nie planujemy ślubu. Nic nie trzeba. Miękko i komfortowo, obrzydliwie zgodnie z normami, tradycją i zwyczajami, ku radości pragnących właśnie tego rodziców. Wszyscy też słyszeli, co powiedziałam podczas ceremonii i widzieli, że wyglądałam na szczęśliwą. Nie pamiętam, ale podobno ładnie wyglądałam, co zresztą widać na zdjęciach. W małżeństwie jest nudny spokój ducha. Odkąd byłam małą dziewczynką zadającą pytania, przerażała mnie wizja nieba, jako miejsca, w którym nic nie trzeba, bo nic się nie dzieje. I pytałam dorosłych, jak to możliwe, że człowiek nie nudzi się całą wieczność, bo nawet jeśli jest fajnie, to to fajnie kiedyś się przecież nudzi. Podobno każdy ma inne niebo, każdy ma takie, na jakie zasługuje i jakiego potrzebuje. Rozumienie kwestii transcendentalnych i duchowych jak widać ciągle przede mną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TPIP6prRkwI/AAAAAAAABFM/E2gQbg41Tx4/s1600/P1200477.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TPIP6prRkwI/AAAAAAAABFM/E2gQbg41Tx4/s400/P1200477.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5544511591540691714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Papieże, Buddy, Shivy, Maryjki, Wenus - na kogo tylko masz ochotę. Toskańskie San Gimignano zwane Manhattanem średniowiecza, który o poranku wygląda tak:&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TPIVkM4j-FI/AAAAAAAABFU/NToTgSw2vjQ/s1600/P1200348.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TPIVkM4j-FI/AAAAAAAABFU/NToTgSw2vjQ/s400/P1200348.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5544517802924439634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wczoraj śnił mi się słoń. Mały niebieskawy słonik, który niesfornie biegał po podwórku w rodzinnej wiosce mojej mamy na Podlasiu. Słonik próbował dostać się do domu, ale domownicy bardzo się tego obawiali i zamykali przed nim drzwi wejściowe, okna na parterze i okno balkonowe na tarasie z tyłu. Słonik w końcu zasmucony usiadł na tylnych nogach na schodach przed wejściem, a uszy opadły mu smętnie na boki głowy. Wyglądał jak przerośnięty, zmęczony psiak, któremu ktoś zabrał właśnie kość. "Jest chory!" - pomyślałam. Wskoczyłam więc do mojego wielkiego czarnego Subaru Forestera i wepchnęłam słonika na tylne siedzenia. Ruszyliśmy. Słonik przesunął się na lewą stronę tak, że razem z nim na lewych kołach stanął samochód. Ale jechał dalej. I wtedy słonik zaczął wymiotować. Sen się skończył, kiedy z szafy obok łóżka skoczyła kotka, trafiając idealnie w wąskie miejsce na poduszce pomiędzy głową mojego małżonka a moją. Zawsze tak robi - nocą biega po szafach. Chociaż ostatnio jest spokojniejsza. Praskie podwórko chyba jej służy. Może tak, jak niektórym ludziom służy powrót do korzeni po latach? Kotkę znalazłam dokładnie dwa podwórka dalej kilka lat temu i śmiałam się, że właśnie załatwiam jej awans społeczny z Pragi do Śródmieścia. Tymczasem sama się zdegradowałam w kierunku odwrotnym. Nie można powiedzieć, że warszawska Praga jest bez wyrazu. Tyle, że to wyraz, który wymaga wielokrotnego sprawdzania w słowniku języka polskiego, ortograficznym oraz frazeologicznym i wyrazów bliskoznacznych. A kiedy wydaje się, że już wiemy, co nas może spotkać na rogu Ratuszowej i Inżynierskiej, to nagle wprost pod nasze stopy spada z czyjegoś okna z góry przecięty na pół obraz konia.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A propos obrazów - gdyby ktoś wybierał się do Kinoteki, to zachęcam do obejrzenia wystawy "Portrety Indii" Edyty i Łukasza Parzuchowskich. Do 4 grudnia. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TPIOzMu_WwI/AAAAAAAABFE/6b7oO2GAiu0/s1600/KINOTEKA_plakat_maly.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 283px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TPIOzMu_WwI/AAAAAAAABFE/6b7oO2GAiu0/s400/KINOTEKA_plakat_maly.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5544510364000934658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-8428581082912094341?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/8428581082912094341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=8428581082912094341&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8428581082912094341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8428581082912094341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/11/queer-dream.html' title='Queer-dream'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TPDnFJlLMqI/AAAAAAAABEs/yso3wcIxXdM/s72-c/P1200805.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2613055602183207705</id><published>2010-10-15T17:29:00.004+02:00</published><updated>2010-10-27T14:21:46.547+02:00</updated><title type='text'>Monsoon Day is Coming!</title><content type='html'>Wesele, ale wcale nie monsunowe (chociaż kto wie - ma padać), czeka mnie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=eaP-UrmS6Ww"&gt;jutro&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie było by w tym nic dziwnego, poza tym, że to moje własne wesele:-) Odbędzie się, o ile nie ucieknę np. sprzed ołtarza... Będzie się działo, cokolwiek się wydarzy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2613055602183207705?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2613055602183207705/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2613055602183207705&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2613055602183207705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2613055602183207705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/10/monsson-day-is-coming.html' title='Monsoon Day is Coming!'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6849183693460949269</id><published>2010-09-06T20:47:00.004+02:00</published><updated>2010-09-06T21:16:10.269+02:00</updated><title type='text'>Polish prime minister in Bangalore/Tusk w Indiach</title><content type='html'>Bardzo trafny krok, cel i miejsce, uważam. PR-owcy doskonale zadbali tym razem o wizerunek premiera - wzruszające, łapiące to za serce wydarzenie oraz sprawiające, że tak ciepło myśli się o człowieku, który odwiedza &lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,81048,8342393,Indie_Tusk_z_malzonka_odwiedzil_niewidome_dzieci_w.html"&gt;niewidome dzieci&lt;/a&gt; gdzieś na końcu świata w biednej dzielnicy Bangalore. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TIU8m8YvwyI/AAAAAAAABDs/DUGMhvcomfg/s1600/91d30b09c98ebd3941959e54bb845cdb_1283767841.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 277px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TIU8m8YvwyI/AAAAAAAABDs/DUGMhvcomfg/s400/91d30b09c98ebd3941959e54bb845cdb_1283767841.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5513879958527656738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieci dostały nawet słodycze - czyż to nie wielkoduszne? Przecież tego najbardziej potrzebują niewidome dzieci, tak? W informacjach prasowych na szczęście pojawia się jeszcze wzmianka o "pomocach dydaktycznych" oraz agregacie prądotwórczym. Uff. Cokolwiek kryje się pod określeniem "pomocy dydaktycznych".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6849183693460949269?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6849183693460949269/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6849183693460949269&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6849183693460949269'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6849183693460949269'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/09/polish-prime-minister-in-bangaloretusk.html' title='Polish prime minister in Bangalore/Tusk w Indiach'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TIU8m8YvwyI/AAAAAAAABDs/DUGMhvcomfg/s72-c/91d30b09c98ebd3941959e54bb845cdb_1283767841.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-611656508296941660</id><published>2010-08-19T15:22:00.002+02:00</published><updated>2010-08-19T15:26:40.964+02:00</updated><title type='text'>My article in Polish 'ZADRA'/ Indie w 'Zadrze'</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TG0wGzLBmtI/AAAAAAAABDk/PJo2TMX3qp4/s1600/Zadra+1-2-10.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 343px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TG0wGzLBmtI/AAAAAAAABDk/PJo2TMX3qp4/s400/Zadra+1-2-10.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5507110812717783762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Najnowsza, jak zawsze feministycznie inspirująca i czasem boleśnie jątrząca &lt;a href="http://www.efka.org.pl"&gt;ZADRA&lt;/a&gt; już do kupienia. A w niej m.in. mój tekst o kobietach w Indiach i o tym, czego nie chcemy o nich wiedzieć. Polecam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-611656508296941660?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/611656508296941660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=611656508296941660&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/611656508296941660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/611656508296941660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/08/my-article-in-polish-zadra-indie-w.html' title='My article in Polish &apos;ZADRA&apos;/ Indie w &apos;Zadrze&apos;'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TG0wGzLBmtI/AAAAAAAABDk/PJo2TMX3qp4/s72-c/Zadra+1-2-10.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4295169835983916039</id><published>2010-08-03T17:54:00.001+02:00</published><updated>2010-08-03T17:57:01.101+02:00</updated><title type='text'>Filmowa stolica</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.filmowastolica.pl/cykleWtorekBollywood.html"&gt;Coś&lt;/a&gt; dla fanów filmów bollywoodzkich w Warszawie. A w ramach sportowego kina lata w zacnym CSW &lt;a href="http://www.kinolab.art.pl/film.php?id=3196"&gt;Chak de India&lt;/a&gt; ze zniewalającym (dla niektórych) Shah Rukh Hanem. By the way - poprawna wymowa imienia aktora to według warszawskiej szkoły hindi [śiarukh], a nie [szarukh] - jak mówią w krakowskiej szkole hindi).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4295169835983916039?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4295169835983916039/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4295169835983916039&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4295169835983916039'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4295169835983916039'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/08/filmowa-stolica.html' title='Filmowa stolica'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4227307234594039897</id><published>2010-07-29T15:48:00.007+02:00</published><updated>2010-08-01T12:35:56.544+02:00</updated><title type='text'>Garam Masala</title><content type='html'>Hindi zaliczone. Intensywność zajęć bardzo duża – jak dla mnie może nico zbyt skondensowana. Przerobienie materiału semestralnego w miesiąc to jednak wyczyn. Umiem się w hindi przedstawić, zapytać o drogę, dogadam się w hotelu i z rykszarzem, potrafię powiedzieć, gdzie mieszkam i co mam w domu. Tylko właśnie w chwili obecnej pytanie o mieszkanie denerwuje mnie i muszę się chwilę zastanowić, żeby powiedzieć, gdzie mieszkam. A już na pewno nie wiem, gdzie będę mieszkała. To znaczy wiem, ale nie wiem jeszcze, na co sie zdecydowałam. Przeprowadzka. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TFVNnN2oiZI/AAAAAAAABDc/Uk3nwwqOXkw/s1600/P1140270.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TFVNnN2oiZI/AAAAAAAABDc/Uk3nwwqOXkw/s400/P1140270.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5500387856031975826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mieszkanie na rurze kanalizacyjnej, Mumbaj, 2008&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie znoszę sie przeprowadzać. Od czasów paryskich, kiedy w ciągu dwóch lat przeprowadzałam się aż 3 razy, nie ruszam się z tego pępka miasta stolicy. W całej tej mojej tymczasowości i powierzchowności życia mieszkanie jest jednak pewną stałą. Znaną, zgłębioną, opanowaną, oswojoną, pokochaną. Uwielbiam mój międzykulturowy blok, pełen Wietnamczyków pracujących pod Halą Mirowską, Arabów z pobliskich Kebabów i przemiłych Hindusów. Kiedyś, zimą, kiedy właśnie wróciłam z upalnych Indii w windzie spotkałam prawdziwego Hindusa. Były to początki mojego mieszkania w tym bloku, więc jeszcze nie wiedziałam, że Hindusi tu mieszkają. Tak byłam zdziwiona, że po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że jeszcze po prostu nie całkiem wróciłam i widzę wszędzie Hindusów. W dodatku Hindus w windzie powiedział: "Ale to kraj – taka wielka śnieg sypie!". &lt;br /&gt;Uwielbiam też pana z kiosku na dole i jego niewyszukane żarty, które są tak niewybredne, że mogą być już tylko śmieszne. Na parterze mojego bloku jest sklep całodobowy, choć nie alkoholowy. Naprawdę można pokochać ten sklep w zimowy sobotni poranek, kiedy w kapciach można zejść na dół po świeżą bagietkę (a dla sportu wejść z powrotem na siódme piętro). W asortymenecie są warzywa sezonowe, a także kiszona kapusta, ogórki i zawsze ziemniaki. Oczywiscie za luksus robienia zakupów w kapciach trzeba dopłacić. Zawsze też ma się gwarancję, że jeśli trafimy na pana właściciela, to zostaniemy uraczeni żartem. Kiedy kupuję kawę, pan pyta: "czarną, czy z mlekiem?". Albo kiedy kupuję masło: "posmarować pani potrzebuje, co?". Sąsiedztwo synagogi powoduje, że żarty często schodzą na tematy semickie. Byłam np. świadkiem rozmowy pana w okienku z klientką, a było to w poniedziałek powyborczy: &lt;br /&gt;– Żydowskie nasienie znowu, panie, u żłoba. &lt;br /&gt;– No i co pani kochana tak tych Żydów nie lubi?! &lt;br /&gt;– Pazerne to. &lt;br /&gt;– Ale Komorowski to nie żyd. &lt;br /&gt;– Noo, tak, musi tera nachapać się. E tam, panie, co będę gadała.&lt;br /&gt;– No musi, kochana, tyle dzieci ma, to domy musi wszystkim wybudować przecież, no nie?&lt;br /&gt;W sklepiku można też zrobić zakupy na zeszyt. Trzeba podać tylko numer mieszkania – w razie czego. To naprawdę dobry pomysł. Podobne sklepiki funkcjonują we wszystkich piętnastopiętrowych mrówkowcach na osiedlu Za Żelazną Bramą. "Utopijna wizja Le Corbusiera o domach-okrętach czy klasztorach, gdzie ludzie zaspokajają swoje potrzeby życiowe, nie wychodząc na zewnątrz, gdzie ma rodzić się silne poczucie wspólnoty i odrębności" – mówiła o tym osiedlu Heidrun Holzfeind w rozmowie z Katarzyną Surmiak-Domańską w &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,7992932,Waz_za_Zelazna_Brama.html?as=1&amp;startsz=x"&gt;"Dużym Formacie"&lt;/a&gt;. Wcale nie taka utopijna. Tyle, że oprócz sklepików na dole w tych blokach nie powstało nic więcej. A miały być świetlice na każdym piętrze, ludzie mieli się integrować nie wychodząc z budynku. Mój blok nie należy do osiedla Za Żelazną Bramą, jest niższy, ale za to ma aż 3 skrzydła, dlatego nazywa się go w okolicy "Igrekiem". Jest w nim chyba ze 300 mieszkań. Właśnie zostały wyremontowane korytarze, wszędzie pachnie farbą i czystością – nic tylko mieszkać. Cóż, prawo do szczęścia w 18 metrach kwadratowych będzie teraz miała młoda parka sympatycznych gejów. Ciekawe, co na nich powie przygłucha sąsiadka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kwestia mieszkania jest dla mnie tym bardziej drażliwa, że od 3 co najmniej lat rozglądam się za takim, które mogłabym kupić. Ale okazuje się, że chyba nie ma dla mnie mieszkania w tym mieście. Liczba absurdalnych sytuacji, które wydarzyły się podczas tych poszukiwań jest imponująca. Niezwykłe były też problemy, które pojawiały się za każdym razem, kiedy już prawie byłam zdecydowana na zakup. Hitem, który pobił wszystko, jest budynek, który widziałam kilka miesięcy temu. Dobrze zachowany blok na Mokotowie z lat 50. miał jeden minus – pękła ściana na klatce schodowej i z powodu przemieszczających się podziemnych wód gruntowych zewnętrzna ściana odchylała się tak, że na najwyższym piętrze szpara pomiędzy schodami a ścianą miała już prawie 10 cm. A ostatnie mieszkanie, które widziałam było super – wysoka przedwojenna kamienica, z wielkimi oknami, balkonem i  grubymi murami oraz starą lodówką pod oknem w kuchni. Na suficie w pokoju była tylko taka żółta plama wielkości około metra kwadratowego. "To nic, się zamaluje, i znaku nie będzie" – przekonywała właścicielka. Tymczasem po odwiedzinach u sąsiadów okazało się, że zaciek jest na całej długości  piętra i we wszystkich mieszkaniach na tej samej wysokości jest żółta plama, która odnawia się co dwa miesiące. Winna jest wada instalacji w dobudówce nad piętrem i na razie nic się nie da z tym zrobić.&lt;br /&gt;Niektórzy mówią, że to są wszystko znaki, i że mieszkania kupować nie powinnam. Ani tu, ani teraz. No to gdzie i kiedy? W Łodzi? We Wrocławiu? Czy też w jakimś Lidzbarku Warmińskim za 5 lat?! Za 5 lat planuję być zainstalowana na Goa, albo w innym ciepłym miejscu na indyjskim wybrzeżu. A do tego czasu? Może barka na Wiśle? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, dla zadomowionych nie tylko w kuchni – przepis na &lt;strong&gt;Garam Masala&lt;/strong&gt;, czyli mieszankę przypraw indyjskich do potraw na ciepło (garam = ciepłe). Z taką mieszanką – wszystkie składnik muszą być zmielone i podgrzane przez chwilę na suchej, gorącej patelni – można np. udusić kurczaka, lub warzywa. Ostre, bardzo wonne, raczej nie dla kobiet we wczesnej ciąży.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wygląda przepis w hindi: &lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TFVKJ0qPzEI/AAAAAAAABDU/-8EEYBA2gRw/s1600/P1200058.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 307px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TFVKJ0qPzEI/AAAAAAAABDU/-8EEYBA2gRw/s400/P1200058.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5500384052518046786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A brzmi to tak: &lt;br /&gt;Ek ciammać hari ilajci&lt;br /&gt;Ek ciammać dalcini&lt;br /&gt;Ek ciammać kali myrci&lt;br /&gt;Ek ciammać zira&lt;br /&gt;Ek ciammać long&lt;br /&gt;Ek ciammać dziajafala&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po polsku tak:&lt;br /&gt;1 łyżeczka kardamonu&lt;br /&gt;1 łyżeczka cynamonu&lt;br /&gt;1 łyżeczka czarnego pieprzu &lt;br /&gt;1 łyżeczka kminku&lt;br /&gt;1 łyeżczka goździków&lt;br /&gt;1 łyżeczka gałki muszkatołowej&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4227307234594039897?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4227307234594039897/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4227307234594039897&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4227307234594039897'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4227307234594039897'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/07/garam-masala.html' title='Garam Masala'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TFVNnN2oiZI/AAAAAAAABDc/Uk3nwwqOXkw/s72-c/P1140270.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4125604950663625814</id><published>2010-07-03T12:41:00.010+02:00</published><updated>2010-07-04T10:42:24.967+02:00</updated><title type='text'>Hindi is easy</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TC8Z1krKDUI/AAAAAAAABDE/lndOv1pyY5g/s1600/220px-Hindi_devnagari.png"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 124px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TC8Z1krKDUI/AAAAAAAABDE/lndOv1pyY5g/s400/220px-Hindi_devnagari.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5489634878956375362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy wiecie, że w Indiach co 45 km zmienia się język? A języków urzędowych w Indiach jest aż 22? Sporo. Do tego dochodzą jeszcze lokalne dialekty, których nikt nie jest w stanie zliczyć. Choć język hindi jest oficjalnym, urzędowym językiem Republikii Indii, to przeciętny Indus nie jest w stanie przeczytać gazety drukowanej w hindi. Z powodu tych dialektów właśnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale najbardziej jednak z pierwszej lekcji hindii podobała mi się informacja o tym, że w tym języku nie ma czasownika &lt;em&gt;mieć&lt;/em&gt;. I to jest piękne, bo pokazuje postawę Indusów wobec posiadania rzeczy. W każdym razie postawę tych zwykłych Indusów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeraża mnie tylko liczba spółgłosek w tym języku - jest ich cała masa, w dodatku łączą się z samogłoskami, tworząc nowe. Lipcowy kurs tego zaskakującego języka jest pewną namiastką wyjazdu do Indii, który jednak tego lata z wielu powodów raczej nie dojdzie do skutku. Ale za to ten kurs to nie jest taka najgorsza namiastka. Zresztą jest na nim jedna doktorantka, która pisze doktorat o gospodarce Indii, a nigdy jeszcze tam nie była. Można i tak, choć wydawało mi się, że praca doktorska opiera się jednak w sporej części na badaniach i wiedzy praktycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TDBE7GyxpcI/AAAAAAAABDM/C1fHxgeky2A/s1600/Ga2010+427.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TDBE7GyxpcI/AAAAAAAABDM/C1fHxgeky2A/s400/Ga2010+427.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5489963727991186882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Use mobile save paper&lt;/em&gt;, Calangute, Goa. Badzo ciekawy przekaz reklamowy - u nas nikt by nie wpadł na to, żeby powiązać ochronę drzew z telefonami komórkowymi. Pisanie listów tradycyjnych ma się jednak dobrze w Indiach. Na ulicach można spotkać skrybów siedzących przy starych maszynach do pisania lub przy kartkach papieru z ołówkiem w ręku, kasujących po 10 rupii za list - w hindi rzecz jasna. Widziałam takich w Kalkucie i Bombaju. &lt;em&gt;Nie pisz listów, tylko zadzwoń - kup komórkę! Kup komórkę sobie i całej swojej rodzinie.&lt;/em&gt; A żeby pisać sms-y, nie trzeba znać hindi, wystarczy angielski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4125604950663625814?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4125604950663625814/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4125604950663625814&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4125604950663625814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4125604950663625814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/07/hindi-is-easy.html' title='Hindi is easy'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TC8Z1krKDUI/AAAAAAAABDE/lndOv1pyY5g/s72-c/220px-Hindi_devnagari.png' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6067019596697531520</id><published>2010-06-28T14:25:00.018+02:00</published><updated>2010-06-28T16:39:06.302+02:00</updated><title type='text'>I love Michael Palin</title><content type='html'>Czas przyznać się publicznie: kocham kilka osób. A nawet kilkanaście być może. I nie mam tu na myśli rodziny ani tych bliskich osób, które to wiedzą. Kiedyś, kiedy pracowałam jako dziennikarka gazety codziennej, zakochiwałam się dość często w moich rozmówcach, w redaktorach naczelnych, prowadzących, albo (często) w redaktorach od kultury. Na studiach zakochiwałam się w wykładowcach i doktorantach. W zdecydowanej większości nikt poza mną i moją przyjaciółką nie wiedział oczywiście, że właśnie się zakochałam. Ale to było kiedyś. Dziś ci, w których się zakochuję – mam na myśli mężczyzn – dowiadują się o tym. Ale nie zawsze. Np. taki Michael Palin jeszcze nic nie wie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCijKHCZzEI/AAAAAAAABCk/y6ELrl1BEPY/s1600/tas_p_014_01_l.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 272px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCijKHCZzEI/AAAAAAAABCk/y6ELrl1BEPY/s400/tas_p_014_01_l.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5487815540034096194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A taką podobną do zakochania fascynację poczułam, kiedy szukając wakacyjnej destynacji wzięłam do ręki jego właśnie wznowioną książkę "W 80 dni dookoła świata". Książka pierwszy raz ukazała się w 1998 roku. Palin przyjął propozycję BBC i postanowił objechać świat w 80 dni, tak jak ponad sto lat przed nim Phileas Fogg, bohater słynnej powieści Juliusza Verne'a. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCidBnHCOXI/AAAAAAAABCc/FtLIOI2vMBs/s1600/96435_w-80-dni-dookola-swiata_mp_200.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 301px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCidBnHCOXI/AAAAAAAABCc/FtLIOI2vMBs/s400/96435_w-80-dni-dookola-swiata_mp_200.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5487808796954868082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mógł oczywiście nie przejechać przez Indie. Literacki bohater Verne'a przywiózł z Indii piękną Hinduskę. Palin nikogo nie przywiózł, ale za to napisał tę fascynującą i zabawną książkę. Bardzo bym chciała tak objechać świat. Dodajmy, że Palin miał jeden warunek: nie mógł korzystać z samolotów podczas tej podróży. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCikr1LfSYI/AAAAAAAABC0/Cg0DFhh7gZM/s1600/tas_p_099_01_l.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 263px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCikr1LfSYI/AAAAAAAABC0/Cg0DFhh7gZM/s400/tas_p_099_01_l.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5487817218867546498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na tym zdjęciu może i wcale nie wygląda uwodząco, raczej może jak radosny starszy pan. Lepiej jest poniżej:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCikmdH-3WI/AAAAAAAABCs/753Ki1YwJIU/s1600/tas_p_085_01_l.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 261px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCikmdH-3WI/AAAAAAAABCs/753Ki1YwJIU/s400/tas_p_085_01_l.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5487817126511041890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A tu to już w ogóle OK:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCilDUDbHKI/AAAAAAAABC8/-XGH3eXbqTg/s1600/tas_p_230_01_l.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCilDUDbHKI/AAAAAAAABC8/-XGH3eXbqTg/s400/tas_p_230_01_l.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5487817622292208802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fot. http://palinstravels.co.uk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc, kiedy go pierwszy raz zobaczyłam na zdjęciach, pomyślałam: o! jaki przystojny! Potem zaczęło mi się wydawać, że go skądś znam. A potem się okazało, że rzeczywiście znam. Może nie dokładnie jego twarz, ale jego styl. Michael Palin to po prostu Latający Cyrk Monty Pythona. To on jest autorem większości tekstów do tych absurdalnych i dla niektórych kontrowersyjnych żartów. A co może powstać, kiedy ktoś z takim dystansem do siebie i do rzeczywistości wyrusza w świat? Książki i reportaże. A co może się stać, gdy taki ktoś dociera do Indii? Chcę go natychmiast poznać! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchajcie &lt;a href="http://czytelnia.onet.pl/wideo/283,7073473,odtwarzaj.html"&gt;rozmowy&lt;/a&gt; z Palinem, który był gościem Onetu (shit, nic nie wiedziałam!). U mnie ta rozmowa się niestety nie otwiera, więc może ktoś mi powie, co Michael mówi? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze próbka umiejętności Palina jako autora tekstów i aktora w: Sens życia według Monty Pythona. Cud narodzin: &lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Im4SegIyq64&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Im4SegIyq64&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS W podróż dookoła świata raczej nie pojadę – nie mam aż 80 dni, mam tylko 38. Też dobrze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6067019596697531520?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6067019596697531520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6067019596697531520&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6067019596697531520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6067019596697531520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/06/i-love-michael-pallin.html' title='I love Michael Palin'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TCijKHCZzEI/AAAAAAAABCk/y6ELrl1BEPY/s72-c/tas_p_014_01_l.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4044903789567253156</id><published>2010-06-13T22:08:00.013+02:00</published><updated>2010-06-19T13:26:06.451+02:00</updated><title type='text'>Books about India review/Moda na Indie</title><content type='html'>Subiektywny przegląd książek o Indiach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalazłam w końcu chwilę i wybrałam się na rajd po Empiku i Trafficu. I świetnie, bo wygląda na to, że w literaturze współcześnie wydawanej zapanowała moda na Indie. To chyba tylko odzwierciedlenie ogólnego parcia na Indie. I bardzo dobrze - niech jak najwięcej ludzi pozna ich cudowny słodko-gorzko-odurzający smak. Rynek książek się chyba powoli nasyca tematem, co nie znaczy, że literatura ukazuje już pełne spektrum tematów indyjskich. Tak nie jest i długo jeszcze nie będzie. Ale to co, znalazłam w księgarniach daje pewien obraz. W większości są to relacje turystyczne mniej lub bardziej zgrabnie fabularyzowane. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznijmy od pana od &lt;em&gt;Białego tygrysa&lt;/em&gt;. &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8xA9ADxI/AAAAAAAABBc/ilCUXbcv2gg/s1600/Miedzy-zabojstwami_Aravind-Adiga,images_product,3,978-83-7648-257-6.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 169px; height: 280px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8xA9ADxI/AAAAAAAABBc/ilCUXbcv2gg/s400/Miedzy-zabojstwami_Aravind-Adiga,images_product,3,978-83-7648-257-6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5482354934160559890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Już dobre kilkanaście miesięcy na rynku jest jego druga książka pt. &lt;em&gt;Między zabójstwami&lt;/em&gt; (Prószyński). A w niej znowu współczesne Indie, znowu zbrodnie (tym razem takie, o których słyszał cały świat) i nierówności społeczne. Książka ma ciekawy układ opowiadań, które - wiele na to wskazuje - tworzą fabułę. Książka laureata literackiej nagrody Booker Prize z 2008 roku co prawda nie zebrała tym razem najlepszych recenzji krytyków, albo pzynajmniej mi nie wydają się one zbyt dobre, to jest zapewne celnym obrazem wielokulturowości Indii. Zarzut wobec Adigi jest taki sam, jaki był przy &lt;em&gt;Białym tygrysie&lt;/em&gt; - że bogaty i wykształcony facet, który połowę życia spędził podróżując po świecie, gówno wie o tym, czym żyje małe miasteczko gdzieś w głębi Indii. Recenzję (zdawkową) tej książki można przeczytać &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75475,7315702,Miedzy_zabojstwami__Adiga__Aravind.html"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całkiem niedawno natomiast ukazało się wznowienie powieści Arundhati Roy &lt;em&gt;Bóg rzeczy małych&lt;/em&gt; (Zysk i S-ka). &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8ydu0xAI/AAAAAAAABB0/OEyWhuf3rGU/s1600/bogrzeczy+malych.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 163px; height: 256px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8ydu0xAI/AAAAAAAABB0/OEyWhuf3rGU/s400/bogrzeczy+malych.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5482354959065596930" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Ta książka także była wyróżniona nagrodą Booker Prize w 1998 roku. Historia miłosna, liryczna, odważna, łamiąca wiele społecznych tabu. &lt;em&gt;Klasyczna historia miłości na przekór podziałom społecznym, uwspółcześniona wersja... (Romea i Julii)&lt;/em&gt; - czytamy opinię Vogue na stronie wydawnictwa oraz w notce na ostaniej okładce książki. Może być ciekawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawie na pewno jest w &lt;em&gt;Młodości stulatka&lt;/em&gt; Mircei Eliadego. To także nie supernowość, ale dla mnie zapowiada się ekscytująco. Jeśli tylko stylem i poziomem przekazywanych emocji choć trochę przypomina inną na wskroś indyjską powieść Eliadego - &lt;em&gt;Majtreji&lt;/em&gt;. Choć tylko część fabuły &lt;em&gt;Młodości...&lt;/em&gt; rozgrywa się w Indiach, to sięgnę po nią wkrótce na pewno. Na podstawie książki powstał film pod tym samym tytułem, jednak znaleźć go można w kategorii thriller (co dla mnie nie stanowi zachęty). &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBVMn3NMPOI/AAAAAAAABCM/2Bl-X9JXHVQ/s1600/Mlodosc-stulatka_Mircea-Eliade,images,31,978-83-7414-277-9.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 87px; height: 115px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBVMn3NMPOI/AAAAAAAABCM/2Bl-X9JXHVQ/s400/Mlodosc-stulatka_Mircea-Eliade,images,31,978-83-7414-277-9.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5482372369111334114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tę książkę napisał Polak, młody chłopak. To znaczy jego głos w radiowej Trójce bardzo młodo brzmi. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8ymDkk6I/AAAAAAAABB8/K8g0mArzWd8/s1600/samsaa.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 155px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8ymDkk6I/AAAAAAAABB8/K8g0mArzWd8/s400/samsaa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5482354961300100002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tomek Michniewicz wydał niedawno książkę &lt;em&gt;Samsara. Na drogach, których nie ma&lt;/em&gt;. To opowieść o otwartości na świat i ludzi, podążaniu własną ścieżką, samotności podróżnika. Dziennikarz przejechał Azję, w tym oczywiście Indie. Kilka fragmentów książki można przeczytać &lt;a href="http://www.otwarte.eu/index.php/books/fragment/96"&gt;na stronie wydawnictwa Otwarte&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znowu dziennikarz. Kilka lat temu hiszpański redaktor Jaume Sanllorente jadąc na wakacje do Indii nie przypuszczał, że ta podróż zmieni jego życie. A przecież to takie oczywiste - że Indie zmieniają życie. Będąc w Bomabaju tafił na likwidację sierocińca. Wszystkie mieszkające tam dotychczas dzieci miały pójść mieszkać na ulicę, a w konsekwencji stoczyć się społecznie i zmarnować swe istnienie. Jaume zdecydował, że nie może na to pozwolić i założył organizację o nazwie Uśmiechy Bombaju. &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8x_18LsI/AAAAAAAABBs/2aERCfXbnsM/s1600/Usmiechy-Bombaju_Jaume-Sanllorente,images_product,13,978-83-247-1502-2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 196px; height: 280px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8x_18LsI/AAAAAAAABBs/2aERCfXbnsM/s400/Usmiechy-Bombaju_Jaume-Sanllorente,images_product,13,978-83-247-1502-2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5482354951042379458" /&gt;&lt;/a&gt; Taki też tytuł nosi jego książka-relacja z powstawania organizacji. Bardzo zacne to dzieło - to, co zrobił, jak i książka. Bo jak wiadomo założenie organizacji w Indiach nie jest prostą sprawą. Pietrzą się formalności, absurdalne przeszkody, urzędnicy odsyłają do siebie nawzajem, a jeśli jesteś obcokrajowcem, to musisz zapłacić prawdopodobnie dużo więcej niż Indus, w dodatku wszyscy zakładają, że pieniądze to dla ciebie no problem. Bardzo podziwiam Jaume'a, naprawdę, i chylę czoła. I przypomina mi się też pewien chłopak, którego poznałam w Biharze, fizjoterapeuta, który jeździł do wiosek rehabilitować dzieci z powykrzywianymi kończynami na skutek braku szczepionek przeciw polio. Dostałam od niego kilkanaście wiadomości, w których prosił o pieniądze, m.in. na benzynę do motoru, którym dojeżdżał do wiosek. Nie miał jednak konta bankowego - z powodu jakichś przeszkód biurokratycznych właśnie, a więc nie bardzo mogłam mu pomóc. A szczerze mówiąc to nie miałam pewności co do jego rzetelności, nie wiem, dlaczego, bo naprawdę nie mogłam mu nic zarzucić w tym, co robił dla tych chorych dzieci. Jakaś irracjonalna obawa i intuicyjna nieufność spowodowała, że jednak nie chciałąm mu pomóc. Tak było właśnie. Dlatego - być może trochę w ramach zmniejszenia mojego dysonansu i wyrzutów sumienia - tak się zachwycam tą ideą organizacji i napisanej o tym książki. No ale trudno się przecież nie zachwycać kimś, kto robi coś dobrego. *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec jeszcze &lt;strong&gt;perełka &lt;/strong&gt;- książka napisana stylem, który bardzo lubię - bez zadęcia i patetycznej wzniosłości, ale prześmiewczo i przez to zabawnie i z dużym dystansem do siebie. &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8xi4CBQI/AAAAAAAABBk/KW618qSQY-E/s1600/large_978-83-7506-469-8.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 177px; height: 256px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8xi4CBQI/AAAAAAAABBk/KW618qSQY-E/s400/large_978-83-7506-469-8.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5482354943266522370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wydana przez wydawnictwo Zysk i S-ka książka Lucy Edge &lt;em&gt;Najgorsza w szkole jogi&lt;/em&gt; to historia autorki, która po dziesięciu latach spędzonych na pracy w agencjach reklamowych i piciu drinków ma już dość układania sloganów do reklam margaryny i postanawia poszukać innej drogi życiowej. Chce odzyskać duchowy spokój i kosmiczną szczęśliwość w harmonii z samą sobą i innymi. W opisie wydawcy czytamy: &lt;em&gt;Marzy jej się zostanie boginią jogi, ucieleśnieniem kobiecej doskonałości - spokojnej, spełnionej, czułej. A przy okazji z ciałem jak precel - pozbawionym tłuszczu, giętkim i silnym. Jednak to, co znajduje po dotarciu do Indii, przerasta najśmielsze wyobrażenia. Wszechobecna obsesja samodoskonalenia, płytkie oświecenie, blichtr i pozory. Zachwycające są jedynie Indie same w sobie. (...) Najgorsza w szkole jogi to emocjonujący dziennik z podróży, zabawna historia o poszukiwaniu sensu życia na Dalekim Wschodzie, o uprawianiu jogi i o miłości do Indii. Przezabawne poszukiwanie sensu życia zmienia się w pełne radości odkrywanie Indii.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;A więc kolejna kobieta, która w dość niekontrolowany sposób zakochała się w Indiach. Badzo fajnie, że to nie jest śplepa miłość. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Wcale nie przeczytałam książki &lt;a href="http://merlin.pl/Jak-rozmawiac-o-ksiazkach-ktorych-sie-nie-czytalo_Pierre-Bayard/browse/product/1,599538.html"&gt;"Jak &lt;br /&gt;rozmawiać o książkacha, których się nie czytało?"&lt;/a&gt;. Ani żadnej z polecanych jeszcze nie przeczytałam. Jak się znam, zacznę od zakupu tej ostatniej. A na razie zakupiłam coś, na co polowałam od dawna, i nie jest to nowość:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBVDGmkRgXI/AAAAAAAABCE/bA5PjMJBUS8/s1600/erica-jong%5B1%5D.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 298px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBVDGmkRgXI/AAAAAAAABCE/bA5PjMJBUS8/s400/erica-jong%5B1%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5482361902104412530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4044903789567253156?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4044903789567253156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4044903789567253156&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4044903789567253156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4044903789567253156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/06/books-about-india-reviewmoda-na-indie.html' title='Books about India review/Moda na Indie'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/TBU8xA9ADxI/AAAAAAAABBc/ilCUXbcv2gg/s72-c/Miedzy-zabojstwami_Aravind-Adiga,images_product,3,978-83-7648-257-6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-374895170881261351</id><published>2010-05-14T12:55:00.008+02:00</published><updated>2010-05-14T17:44:01.912+02:00</updated><title type='text'>David wants to fly/Zabawny film o indyjskiej duchowości</title><content type='html'>Bardzo polecam ten film, bo jest bardzo zabawny, ale nie tylko dlatego go polecam. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;David wants to fly &lt;/span&gt;jest do obejrzenia podczas Planete Doc Review. www.docreview.pl dziś (piątek) oraz 15 maja o godz. 16.30 w Kinotece.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W największym skrócie to film obnażający fasadową duchowość indyjską. Bohater i reżyser w jednej osobie - David Sieveking - postanawia sprawdzić, czym jest ruch Medytacji Transcendentalnej Maharishi Mahesha Yogiego, którego propagatorem jest obecnie m.in. David Lynch, a uczniami byli m.in. Mick Jagger, Marianne Faithfull, Mia Farrow i Kurt Vonnegut. Zadziwiające! Że oni wszyscy podążyli za tandetną dość - tak wynika z filmu - filozofią, i jeszcze za to płacili bardzo dużo pieniędzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wywiad z Davidem jest do przeczytania &lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,7880347,David_Lynch_i_latajacy_jogini.html"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mała galeria zdjęć z Davidem:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-0tE8NebmI/AAAAAAAABAc/-n_czcgfles/s1600/DWF_David%2BMarie.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-0tE8NebmI/AAAAAAAABAc/-n_czcgfles/s400/DWF_David%2BMarie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5471078685230394978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-0s_seniMI/AAAAAAAABAU/rOa7jmeVdZY/s1600/DWF_Lynch%2BDavid.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 265px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-0s_seniMI/AAAAAAAABAU/rOa7jmeVdZY/s400/DWF_Lynch%2BDavid.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5471078595107981506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-0s6cIL7UI/AAAAAAAABAM/-vncvy0WSEA/s1600/DWF_ZukunftDavid.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 270px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-0s6cIL7UI/AAAAAAAABAM/-vncvy0WSEA/s400/DWF_ZukunftDavid.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5471078504819584322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-0syp8HaEI/AAAAAAAABAE/qxOT43JS0xo/s1600/DWF_Ana_Baba.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-0syp8HaEI/AAAAAAAABAE/qxOT43JS0xo/s400/DWF_Ana_Baba.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5471078371088099394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fot. www.davidwantstofly.com&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-374895170881261351?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/374895170881261351/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=374895170881261351&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/374895170881261351'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/374895170881261351'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/05/david-wants-to-flyzabawny-film-o.html' title='David wants to fly/Zabawny film o indyjskiej duchowości'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-0tE8NebmI/AAAAAAAABAc/-n_czcgfles/s72-c/DWF_David%2BMarie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5766448105627911933</id><published>2010-05-05T19:54:00.023+02:00</published><updated>2010-05-06T00:11:29.545+02:00</updated><title type='text'>Back to Paris for a while/Taki sklep Tati</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-GyidrCwSI/AAAAAAAAA_U/VIoSh5gRamU/s1600/DH000060.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-GyidrCwSI/AAAAAAAAA_U/VIoSh5gRamU/s400/DH000060.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467847727754952994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wzruszyłam się. I znowu przez ten Paryż. Z niebieskiej reklamówki rzuconej gdzieś głęboko na dno szafy, głęboko - żeby jej nie widzieć i nie wzruszać się na jej widok - reklamówki z hasłem "Tati - La rue est a nous!" (Tati - ulica jest nasza!) wyciągnęłam stare płyty ze zdjęciami paryskimi. Płyty mają nadruk najpopularniejszego sklepu multimedialnego w Paryżu - FNAC. Wypalałam wtedy tam zdjęcia, bo nie miałam swojego laptopa, a bliski znajomy, który go miał, ciągle gdzieś jeździł, no tak, ludzie telewizji tak mają, że więcej ich nie ma niż są. Reklamówek od Tatiego miałam wiele, bo byłam wtedy taka biedna, że tylko w sklepie założonym przez tunezyjskiego emigranta Julesa Ouaki mogłam sobie coś kupować. Biedna ale szczęśliwa. Pensja z połowy etatu w instytucie badawczym ledwie starczała na kilkunastometrowy (żeby) chambre de bonne na 7 piętrze przy Avenue de Segur w luksusowej dzielnicy, położonej pomiędzy dwiema wieżami - Montparnasse i tą bardziej słynną. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-HNwviSahI/AAAAAAAAA_0/GtumqRzXGHA/s1600/DH000075.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-HNwviSahI/AAAAAAAAA_0/GtumqRzXGHA/s400/DH000075.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467877659882187282" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Widok na dachy Paryża z apartamentu numer 23 (!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dla mnie ta pierwsza wieża jest zdecydowanie ciekawsza. Kinowo-knajpiany klimat i urokliwy mrok małych uliczek wciśniętych między stare kamieniczki powodował, że właśnie na Montparnassie często kończyły się moje wieczory. Tam też pożegnałam się z ulubionym znajomym, oddając mu na do widzenia mój nieskończony obraz. Obraz nie podobał mu się na żadnym z etapów powstawania, ale łaskawie powiedział, że owszem weźmie, ale schowa go w piwnicy. W ogóle nie podobało mu się, że wyjeżdżam. I mi też się to wtedy nie podobało. Na Montparnassie też miało miejsce ciekawe spotkanie z Frankiem, przyjacielem tego znajomego z telewizji, który nie mógł się czasem spotkać, choć się kilka godzin wcześniej umawiał i miał z tego powodu wyrzuty sumienia, więc wysyłał w zastępstwie właśnie Franka. Przez te zastępstwa zaprzyjaźniliśmy się z Frankiem. Ale wtedy, zwłaszcza tego dnia znajomy z telewizji poprosił, żebym w ramach zastępowania dodatkowo pocieszała złamane serce Franka. Ten jednak tego pocieszania już najwyraźniej nie potrzebował, bo właśnie liczył na to, że przyjdę z polską koleżanką Hanną, na którą leciał. Hanna była z Poznania i była szczupłą, wysoką blondynką o niebieskich, szeroko rozstawionych oczach, Hanna miała też przerwę pomiędzy jedynkami, dużo piegów i długowłosego chłopaka-metalowca, który raz nawet przyjechał w odwiedziny do Hanny. Wtedy Hanna pokłóciła się o pokoje z Dominiką, z którą mieszkała w domku na parterze. Hanna chciała się zamienić na większy pokój z dwuosobowym łóżkiem, ale Dominika nie chciała, bo właśnie zakochała się w takim Janku z Bydgoszczy, który pracował jako sprzątacz i nosił okulary z bardzo grubymi szkłami. No ale Hanna nie przyszła i chociaż Frank od początku wiedział, że nie ma szans z polskim metalowcem, to nie dawał za wygraną. Kiedy czasami jeszcze dzwoni, zawsze pyta, co u Hanny i czy mam z nią kontakt i głośno zastananwia się, czy Hanna ma jedno dziecko, czy może już dwoje i czy pracuje jako księgowa, czy raczej w jakiejś francuskojęzycznej firmie. Bo Hanna prócz urody miała jeszcze jeden wielki plus, bardzo ważny na początku pobytu we Francji, zwłaszcza dla nieco onieśmielonych Polaków pretendujących do bycia takim kimś, o kim czytali w liceum, kogo nazywa się emigrantem i kto jest biedny, ale romantyczny, czyta literaturę francuską i spotyka się z artystami francuskimi i jest jak taki pisarz czy inny Mickiewicz nawet. Zaletą Hanny było to, że świetnie mówiła po francusku. Najlepiej z nas wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkanie z Frankiem było więc tym razem męczące nieco. To było chyba kiedy szliśmy do Gaumonta, zobaczyć, co grają. Zadzwonił ten kolega od obrazu, mówiąc, że właśnie jest na Montparnassie i czeka na mnie i gdzie ja jestem. Zażyłość z Frankiem była wówczas w mało rozwiniętym stadium, więc wolałam towarzystwo kolegi od obrazu. A jako, że obaj są Francuzami, nie mogłam z tym od obrazu rozmawiać swobodnie przy tym znajomym znajomego z telewizji. Rzecz polegała na tym, by delikatnie spławić Franka, a płynnie przeskoczyć na spotkanie z czekającym gdzieś, być może za rogiem, kolegą od obrazu. Połączenie towarzystw nie wchodziło w grę, gdyż spotkanie obu panów mogło skończyć się katastrofą dla wszystkich. Katastrofą powstałą w wyniku zetknięcia się krańcowo różnych światopoglądów, kolorów skóry i orientacji. I właśnie kiedy tak  chciałam, żeby Frank zniknął i kiedy miałam już wrażenie, że sytuacja skończy się jednak katastrofą i że ci, do których spotkania nie chciałam dopuścić, zaraz na siebie wpadną, i że - jak to zwykle w takich sytuacjach bywa - misterny plan zostanie pokrzyżowany przez złośliwy los, właśnie wtedy stała się rzecz dziwna. Przed naleśnikarnią na rogu, tuż przy wyjściu z metra Montparnasse Bienvenue zatrzymał się samochód. Czarny. Postał chwilę, jakby na nas patrzył, zjechał na chodnik, a po chwili wysiadła z niego bardzo wysoka dziewczyna z bardzo długimi, ciemnymi, kręconymi włosami. Była o jakąś głowę wyższa od mierzącego 180 centymetrów Franka. Podeszła do nas - właśnie staliśmy w kolejce po crepesy z pieczarkami i serem - zaczęła mówić coś do Franka, co brzmiało mniej więcej tak: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Frank. Pojedź ze mną proszę. Musisz jej pomóc. Wiesz, że nie chodzi o mnie. Proszę. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I zaczęła płakać. Frank chwilę pomyślał, spojrzał gdzieś w bok, cmoknął mnie w policzek, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A bientot, cherie&lt;/span&gt;, i wsiadł do tego czarnego samochodu. Jak w filmie jakimś. Kiedy już ochłonęłam, spotkałam się oczywiście z kolegą od obrazu, poszliśmy do kina na stary i smutny film o chłopcu, który przyjechał do Paryża z Afryki, ale tak bardzo tęsknił za domem, że z tej tęsknoty wszędzie widział tygrysy chyba. Albo jakieś inne dzikie zwierzęta, nie pamiętam już. Historia z dziewczyną nie dawała mi spokoju. Później Frank wytłumaczył mi, że to była jego była. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-GyjACs-TI/AAAAAAAAA_c/wwd8dsGvL2Y/s1600/DH000062.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-GyjACs-TI/AAAAAAAAA_c/wwd8dsGvL2Y/s400/DH000062.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467847736980994354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w Tatim najczęściej kupowałam podłej jakości lecz piękną, bieliznę. Lubiłam też oglądać ludzi, którzy przychodzili do Tatiego. Była to kolorowa mieszanka emigrantów, która z całego Paryża i przedmieść przyjeżdżała do XIX dzielnicy. Wysiadali na parszywej, zawsze śmierdzącej i zaśmieconej stacji Barbes Rochechouart i szli wzdłuż ulicy Barbes, na której Tati wystawiał wielkie, drewniane skrzynki na kółkach, w których leżały towary po 1, 2, 3 lub 5 Euro. Tati był też fajny, bo miał stock. Jak się dobrze poszperało, można tam było znaleźć pogniecioną nieco, ale zawsze - torbę Pucca, klapki Etam, albo żółte Conversy. Torbę sprezentowałam  bratanicy, klapki - przyjaciółce, a w tramkach sama biegałam. &lt;a href="http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33208,2216803.html"&gt;Tati miał upaść&lt;/a&gt;. Nie wiem, czy nadal istnieje. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-HeM-NbW9I/AAAAAAAAA_8/ZMAZAH7CLY0/s1600/TATIvisu_top.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 116px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-HeM-NbW9I/AAAAAAAAA_8/ZMAZAH7CLY0/s400/TATIvisu_top.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467895737043606482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do sklepów - bo jest to kilka sąsiadujących ze sobą, wielkich, trzypiętrowych sklepów - mam sentyment z czasów, kiedy pomieszkiwałam na Rue Clignancourt, ulicy prostopadłej do Barbes. Na Na końcu ulicy był arabski bar, w któym w każdy piątek do zamówionej butelki czerwonego wina dodawano couscous z warzywami dla każdego chętnego. Knajpa zawsze wtedy pełna była kontestującej młodzieży nie jadającej mięsa, ale za to pijącej wino w dużych ilościach. Miłe to były wieczory, z Drumem w skrętach i kotami kładącymi się pod stolikami. Przy ulicy Clignancourt był też bar U Aliego, a nad nim mieściło się trzypokojowe mieszkanie Tomka i Kasi, w którym mieszkali różni Polacy. Kasia i Tomek to temat na zupełnie inną historię, powiem tylko, Tomek ukrywał się tam przed różnymi władzami (teraz jest już w zupełnie innym kraju, więc ta informacja raczej  nie będzie pomocna ani jego rodzinie, ani żadnym służbom specjalnym), a Kasia pracowała jako guwernantka i w pewnym momencie nawet miałam ją zastąpić, ale jak zobaczyłam na czym polega praca z wcieleniem diabła w wieku lat sześciu, które nosiło imię Damien, podziękowałam za jej propozycję. W każdym razie Polacy z Paryża też wtedy robili zakupy w Tatim. Ileż to znajomości tam zawarłam, ileż spotkań. Polskość rozpoznawano we mnie dzięki wielkiej, białej płóciennej torbie z logo Fundacji Nasza Ziemia i hasłem "Recycling - to się wszystkim opłaca". Interesującą kategorią byli też pracownicy Tatiego - wszyscy czarni. Bardzo ładni byli zwłaszcza panowie w dziale z męskimi garniturami ze sztucznych materiałów za 30 Euro. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-GyjTjW5EI/AAAAAAAAA_k/f9G52B3cYJI/s1600/DH000063+-+Kopia.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 399px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-GyjTjW5EI/AAAAAAAAA_k/f9G52B3cYJI/s400/DH000063+-+Kopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467847742218232898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie zdjęcia o zabarwieniu medycznym (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Never have your period again, Trust him again, Act normal around your ex-husband's new boyfriend, Are you a gay? Find out now!&lt;/span&gt;) pochodzą ze sklepu przy galerii &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.palaisdetokyo.com/fo3/low/programme/"&gt;Palais de Tokyo&lt;/a&gt;. Byłabym pierwsza w kolejnce w aptece, gdyby te specyfiki rzeczywiście istniały. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A te wspomnieniowe historie? Cóż, wszystko przez paryską plażę sezonową, której zdjęć szukałam na płytach ukrytych właśnie w torbie od Tatiego. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Paris Plage&lt;/span&gt; wygląda właśnie tak:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-HNwQG5r-I/AAAAAAAAA_s/MVha8hQHxWU/s1600/DH000059.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-HNwQG5r-I/AAAAAAAAA_s/MVha8hQHxWU/s400/DH000059.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467877651445821410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5766448105627911933?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5766448105627911933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5766448105627911933&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5766448105627911933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5766448105627911933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/05/quick-paris-review.html' title='Back to Paris for a while/Taki sklep Tati'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S-GyidrCwSI/AAAAAAAAA_U/VIoSh5gRamU/s72-c/DH000060.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-265826426535950007</id><published>2010-04-30T16:21:00.005+02:00</published><updated>2010-04-30T16:24:35.974+02:00</updated><title type='text'>Will India win with China?/W Indiach liczą ludzi</title><content type='html'>Banałem będzie to, co napiszę, ale prawdziwym: życie toczy się zaskakującymi torami i pochłania, nie pozostawiając wiele czasu na życie w wirtualnej rzeczywistości. Jestem pewna, że zdarzyło się wam być w wirtualu, a czuć się, jakbyście jednak byli w realu. Gdy ma to miejsce, czerwone światło zapala się w głowach psychologów, którzy mówią, że to zły znak, i że jak tylko się takie uczucie pojawi, to należy jak najszybciej znaleźć sobie jakieś rzeczywiste zajęcie. (Ja np. sadzę ostatnio kwiatki. No, naprawdę. Posadziłam już bratki, niezapominajki, rumianek i bazylię i posiałam goździki). Pamiętajcie jednak, że zmianą rzeczywistą nie jest wcale zmiana najczęściej odwiedzanego adresu www, ani też zamiana bloga na facebooka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S9rnuzEQZII/AAAAAAAAA_M/FVyPbXEFeiY/s1600/P1180151.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S9rnuzEQZII/AAAAAAAAA_M/FVyPbXEFeiY/s400/P1180151.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5465935888935576706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fot. Bez związku, ale bardzo lubię to zdjęcie. Ci dwaj panowie sprzedawali owoce na plaży w Palolem. Byli tak szczęśliwi i zadowoleni, śpiewali przy tym i tańczyli. Najprawdopodobniej byli mocno upaleni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Indie ostatnio żyją wielkim spisem ludności, który zaczął się w kwietniu. W jego wyniku wszyscy, którzy nie mają dowodów osobistych, maja je dostać w jego wyniku.  Numeru ID nie mają ludzie na wioskach, biedni i ci, którzy nie pracowali nigdzie legalnie, oraz ci, którzy nie urodzili się w szpitalu. Bo tylko tam taki dokument do tej pory wydawano. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To będzie pierwszy tak dokładny spis. Indie przeprowadzają go co 10 lat od 1872 roku. Teraz właśnie dwa i pół miliona rachmistrzów odwiedza ponad 7 tys. miast i 600 tys. wiosek. Przepytują bezdomnych, niedotykalnych i guru. Informacje uzyskane ze spisu będą przełomowe z socjologicznego, a także ekonomicznego i prawdopodobnie każdego innego punktu widzenia. Bo wśród pytań oprócz pytań o zawód, religię i wykształcenie, będą też dotyczące np. dostępu do internetu, wody pitnej oraz posiadania w domu toalety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy Indus powyżej 15. roku życia zostanie sfotografowany i będzie musiał złożyć odciski palców. Każdy otrzyma też 16-cyfrowy numer identyfikacyjny (taki nasz PESEL). Dane te znajdą się w nowych dowodach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo jestem ciekawa wników spisu! Zakończy się on w grudniu 2010 r, a wyniki mają być podane do wiadomości publicznej w połowie 2011 roku. Czy okaże się, że Indie wyprzedzą Chiny pod względem ludności? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS W lipcu planuję odwiedzić Indie kolejny raz. Czy ktoś ma może podobne plany? Albo chce się wybrać ze mną?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-265826426535950007?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/265826426535950007/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=265826426535950007&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/265826426535950007'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/265826426535950007'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/04/will-india-win-with-chinaw-indiach.html' title='Will India win with China?/W Indiach liczą ludzi'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S9rnuzEQZII/AAAAAAAAA_M/FVyPbXEFeiY/s72-c/P1180151.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1342748178437892923</id><published>2010-04-23T11:06:00.006+02:00</published><updated>2010-04-23T11:24:22.085+02:00</updated><title type='text'>Festiwal Przygody Mandragon</title><content type='html'>No więc jako fanka Indii informuję, że interesujący festiwal właśnie się zaczął w stolicy: http://mandragon.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S9FjdZct8mI/AAAAAAAAA-8/LP6GeVZAyXc/s1600/festiwal_plakat.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 287px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S9FjdZct8mI/AAAAAAAAA-8/LP6GeVZAyXc/s400/festiwal_plakat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5463257179675816546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś np. o godz. 19 w Centrum Łowicka przy ul. Łowickiej 21 będzie tańczyła Kinga Malec z zespołu Mohini. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S9Fj8N3HwqI/AAAAAAAAA_E/xHw5DIhVJNU/s1600/Kinga1-112x150.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 112px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S9Fj8N3HwqI/AAAAAAAAA_E/xHw5DIhVJNU/s400/Kinga1-112x150.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5463257709141279394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno słynna, podobno wielka, od dzieciństwa kocha Indie, taniec i muzykę indyjską i podobno jej taniec jest radosny, dynamiczny a jej gesty uwodzą. Na jej stronie: www.kingamalec.pl próbowałam zobaczyć, jak tańczy, ale nie znalazłam nic poza linkiem do youtube, więc nie wiem, czy to wszystko prawda. Ale może sprawdzę dziś lub w niedzielę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1342748178437892923?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1342748178437892923/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1342748178437892923&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1342748178437892923'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1342748178437892923'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/04/festiwal-przygody-mandragon.html' title='Festiwal Przygody Mandragon'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S9FjdZct8mI/AAAAAAAAA-8/LP6GeVZAyXc/s72-c/festiwal_plakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1476195243305245232</id><published>2010-04-17T10:47:00.011+02:00</published><updated>2010-04-17T17:18:45.399+02:00</updated><title type='text'>Trauma</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Szkoda, że Polska ma taką tragiczną historię.&lt;br /&gt;Mówimy ostatnio o zjednoczeniu, solidarności i pojednaniu politycznym i ludzkim. Wtedy inni mówią o patosie i narodowej histerii. Dziennikarka naiwnie pyta w telewizorze: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A czy z tego wyniknie teraz jakieś dobro?!&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Waro rozmawiać o spisku&lt;/span&gt; - zachęca Polaków do rozmów naczelny polski jątrzyciel. Niektórzy przestają zaglądać do gazet, nie włączają radia, nie oglądają tv. Rozumiem i chciałabym tak, ale czytam gazety, słucham radia i patrzę w ekran komputera. Inni mówią, że teraz media "ryją ludziom mózgi". A ja chcę wiedzieć, chociaż mam tego chwilami dosyć. Poszłam do centrum handlowego - pomyślałam, że tam może będzie mniej szaro, i da się na chwilę odzyskać równowagę. Że jak zwykle będą tłumy ludzi, gwar, reklamy, muzyka i zapach ciast. Nic z tego - smętnie snujące się po opustoszałych sklepach pojedyńcze egzemplarze rodzaju żeńskiego przeglądały bez entuzjazmu ubrania z nowych kolekcji. Wszystko w całkowitej ciszy - nie słychać żadnej muzyki w całym centrum. Na ekranach reklamowych widać obrazy powiewających biało-czerwonych flag. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie głosowałam na Lecha Kaczyńskiego i nie mogę powiedzieć, że to był mój prezydent. Ale tydzień temu płakałam. Współczuję rodzinom. Byłam pod Pałacem Prezydenckim, ale  nie weszłam do środka. Widok trumien w telewizji jest wystarczająco wstrząsający. Napatrzyłam się też w ostatni wtorek na trumnę wujka. Nie do zniesienia jest ilość tych traum i trumn. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na rogu mojej ulicy na chodniku stoją znicze i leżą kwiaty pod zdjęciem księdza &lt;br /&gt;&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,94898,7765078,Ks__Zdzislaw_Krol___Pleban_od_Wszystkich_Swietych.html"&gt;Zdzisława Króla&lt;/a&gt;, który mieszkał za rogiem, obok kościoła. Za rogiem też, na skraju parku saskiego stoi telebim, na którym zobaczę, co się wydarzy na placu Piłsudskiego za pół godziny. Dalej już raczej nie uda się wejść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1476195243305245232?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1476195243305245232/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1476195243305245232&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1476195243305245232'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1476195243305245232'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/04/trauma.html' title='Trauma'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-8310615219333533566</id><published>2010-04-01T17:20:00.011+02:00</published><updated>2010-04-02T13:21:15.717+02:00</updated><title type='text'>Cross</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S7S6DvR9SPI/AAAAAAAAA98/4FtsUEb9OPI/s1600/P1180564.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S7S6DvR9SPI/AAAAAAAAA98/4FtsUEb9OPI/s400/P1180564.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455189622046673138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Krzyż w kościele Jezuitów w Old Goa. Spoczywją tu szczątki świętego Franciszka Ksawerego, który w 1541 roku dotarł do Indii. Przezroczystą trumnę w kościele wystawiają na widok publiczny co 10 lat. Podobno podczas jednego z takich wystawień jakaś kobieta rzuciła się na trumnę i odgryzła świętemu kawałek nogi. Święty nie ma także prawego ramienia, bo w 1614 roku sprowadzono je do Rzymu. &lt;br /&gt;Raczej nie chciałabym oglądać takiego wystawienia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S7S56xXqCdI/AAAAAAAAA90/ZaRN2MnL6l4/s1600/P1180557.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S7S56xXqCdI/AAAAAAAAA90/ZaRN2MnL6l4/s400/P1180557.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455189467988625874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S7XQVrqJJTI/AAAAAAAAA-c/B2zaJmguNqI/s1600/P1180800.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S7XQVrqJJTI/AAAAAAAAA-c/B2zaJmguNqI/s400/P1180800.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455495594544538930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sklepy z dewocjonaliami, których wiele wokół kościołów katolickich w Old Goa. Od naszych europejskich różnią się tylko kolorem skóry sprzedawców, a Maryjki i Jezuski wcale nie mają azjatyckich rysów twarzy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S7S7OuqOxgI/AAAAAAAAA-U/Jslj9mJrtME/s1600/P1180798.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S7S7OuqOxgI/AAAAAAAAA-U/Jslj9mJrtME/s400/P1180798.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455190910370235906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze nie czas chyba na życzenia,a le potem - wiadomo - nikt nie będzie przecież w Internecie siedział, więc - wesołych świąt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-8310615219333533566?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/8310615219333533566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=8310615219333533566&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8310615219333533566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8310615219333533566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/04/cross.html' title='Cross'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S7S6DvR9SPI/AAAAAAAAA98/4FtsUEb9OPI/s72-c/P1180564.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4676445526866368345</id><published>2010-03-27T16:06:00.010+01:00</published><updated>2010-03-27T17:36:11.849+01:00</updated><title type='text'>Silent noise/cicha dyskoteka</title><content type='html'>Cichy hałas - ładne, prawda? Hałas prywatny, intymny. Genialne w swej prostocie rozwiązanie dla amatorów nocnych imprez w czasach ciszy nocnej obowiązującej od wczesnej godziny 22.00. Jak się bawić, żeby nikt nie słyszał? W słuchawkach. Pisałam już o HEADPHONE PARTIES, ale urzekła mnie jakoś ta idea. Przewrotność i prostota rozwiązania chyba najbardziej do mnie przemawiają. Skąd ten pomysł? Mieszkańcy Goa i turyści, którzy przyjeżdżali tu odpocząć a nie imprezować, narzekali na zbyt głośne nocne imprezy. Więc rząd stanu Goa wprowadził ciszę nocną. Imprezowicze musieli sobie jakoś radzić, respektując przy tym prawa innych. Jak wygląda teraz takie silent party w Neptune's Point w Palolem, można zobaczyć &lt;a href="http://www.silentnoise.in"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz kolejny okazuje się też, że Goa to jendak nie do końca Indie. Podobnie jak w przypadku muzyka Prem Joshuy, który jest Niemcem robiącym zawrotną karierę w połnocnej części Goa, tak i ojcem cichych dyskotek na południowym krańcu stanu w Palolem jest biały człowiek - Justin Mason z UK. Spryciarz ów zapewnia muzykę puszczaną przez trzech DJ-ów i odpowiadające im kanały w słuchawkach. Kanał podświetlający słuchawki na niebiesko zarezerwowany jest dla muzyki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pure house&lt;/span&gt;, kanał czerwony gra muzykę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;electrotech&lt;/span&gt;, a na zielonym można posłuchać wszystkiego - od Oasis do James'a Browna. Wszystko w ciszy, oczywiście. Slychać tylko szum fal i fałszujące w rytm muzyki w słuchwkach głosy tańczących. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S64lnGxgu2I/AAAAAAAAA9U/9Pxt6Nf6iHA/s1600/P1180009.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S64lnGxgu2I/AAAAAAAAA9U/9Pxt6Nf6iHA/s400/P1180009.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5453337552555653986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jak na miejsce Neptuna przystało - syreny czuwają wokół dyskoteki. I choć syreniego śpiewu tu nie słychać, magia tych kiczowatych półkobiet działa i przyciąga.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S64l8kbpXUI/AAAAAAAAA9c/kPilIdBkHp4/s1600/P1180007.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S64l8kbpXUI/AAAAAAAAA9c/kPilIdBkHp4/s400/P1180007.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5453337921294261570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Na drugim planie widać wysoko wzniesiony barek. Na prawo od niego mieści się główna scena didżejska. Ludzie tańczą na polance pomiędzy barkiem a stolikiem DJ-ów. Żeby dostać się wieczorem do Neptune's Point trzeba mieć ze sobą latarkę. Bo droga prowadzi wąską ścieżką wijącą się obok domków na klifie. Ścieżki nie widać nocą, choć są tu latarnie. Nie widać, bo około godz. 21.00 w Palolem i okolicach nie ma prądu. Wieczorami knajpy przeżywają oblężenie, wszyscy jedzą, piją, a kucharze gotują i zużywają dużo energii, dlatego przeważnie wtedy siada napięcie. Bardzo tajemniczo to wygląda, kiedy między skałami widać z daleka małe, jasne, podążające za sobą chaotycznym szlakiem punkciki. Ludzie z latarkami. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S64nMCV1JWI/AAAAAAAAA9s/BhVeAfKQ4Lg/s1600/P1180020.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S64nMCV1JWI/AAAAAAAAA9s/BhVeAfKQ4Lg/s400/P1180020.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5453339286532597090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W nocy - ciche rozrywki dla ciała, w dzień Neptune's Point staje się centrum rozrywek duchowych. Odbywają się tu zajęcia z jogi, medytacje, można się wymasować i poznać własną przyszłość, która zapisana jest na dłoni każdego człowieka. Aurę duchowości potęguje schowane w pobliskim lesie centrum Bhakti Kutir (www.bhaktikutir.com) - miejsce znane chyba wszystkim pasjonującym się reiki, tai chi, tarotem i jogą.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S64m2vnPOpI/AAAAAAAAA9k/dgc7bIQNqSw/s1600/P1180013.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S64m2vnPOpI/AAAAAAAAA9k/dgc7bIQNqSw/s400/P1180013.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5453338920728083090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Neptun oferuje usługi full service - po imprezie można pojechać do hotelu. To dość intratny biznes, bo dalekie kursy taksówek są całkiem częste - wybrzeże ciągnie się przez jakieś 200 km w kierunku północnycm, a na sobotnie silent noise parties przyjeżdżają ludzie z całego Goa. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4676445526866368345?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4676445526866368345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4676445526866368345&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4676445526866368345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4676445526866368345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/silent-noisecicha-dyskoteka.html' title='Silent noise/cicha dyskoteka'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S64lnGxgu2I/AAAAAAAAA9U/9Pxt6Nf6iHA/s72-c/P1180009.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-82769953746795214</id><published>2010-03-23T13:29:00.012+01:00</published><updated>2010-03-23T14:08:49.847+01:00</updated><title type='text'>Civilisation</title><content type='html'>Pusto jakoś w tym kraju jest. Spoglądam przez okno – czy samochód stoi, tam, gdzie go postawiłam wieczorem (wszak to centrum jest, więc nigdy nie wiadomo) – i jakoś dużo miejsc parkingowych widzę. Przerwy pomiędzy samochodami są tak duże, że spokojnie zmieściłyby się w tych szparach ze trzy skutery. A jedna riksza to na pewno. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i1NW23-0I/AAAAAAAAA80/todBmLtEbFo/s1600-h/P1180182.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i1NW23-0I/AAAAAAAAA80/todBmLtEbFo/s400/P1180182.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451806590010653506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ulicach też mało ludzi, nikt się nie przepycha, nikt nie trąbi i nikt się nie uśmiecha. Ja sie uśmiecham, ale mało kto uśmiech odwzajemnia. Korki też są jakieś luźniejsze – niby się stoi na wisłostradzie, ale jakoś kulturalnie i nikt raczej nie wjeżdża nagle z lewej strony. Cywilizacja jest mniej zatłoczona. A może to nie jest cywilizacja? Może taka Mapusa podczas piątkowego targu, kiedy wykorzystany jest każdy centymetr kwadratowy przestrzeni jest właśnie bardziej ergonomiczna i ucywilizowana niż np. taki bazarek pod Halą Mirowską, gdzie alejki są szerokie, a miejsca starcza dla pań ciągn ących za sobą wózeczki na kółkach i gdzie mieszczą się też rowerzyści, a pomiędzy nimi spacerują jeszcze strażniczki miejskie rzucające groźne spojrzenia babciom sprzedającym marynowane grzybki i bazie, których właśnie nazrywały gdzieś w krzaczorach nad Wisłą?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i0XTDNbuI/AAAAAAAAA8k/bgBWLF-gbr8/s1600-h/P1180869.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i0XTDNbuI/AAAAAAAAA8k/bgBWLF-gbr8/s400/P1180869.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451805661275713250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Skusiłam się na goańskie kiełbaski, przez które mam teraz w żołądku mam jakiegoś robaka. Ścisła dieta, gotowany ryż na wodzie, żadnych soków i napojów gazowanych. Będą mi badać wydzieliny, jeśli nie przejdzie za kilka dni. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapisałam się wczoraj do biblioteki. Wstyd sie przyznać, ale to moja pierwsza biblioteka od studenckich czasów buwowskich. Ostatnio czytałam tylko książki, które albo kupiłam, albo pożyczyłam, albo dostałam od mniej lub bardziej zaprzyjaźnionych wydawnictw. Zapomniałam o istnieniu tak pożytecznej instytucji, jaką jest biblioteka publiczna. Wypożyczyłam "Malarza szyldów", R.K.Narayana, co doskonale podsumowało temat, wokół którego krąźą moje myśli. Bo "Malarz szyldów" to m.in. historia miłosna, której bohaterką jest urzędniczka zajmująca się uświadamianiem Hindusom, jak ważne dla ich przeludnionego kraju jest ograniczenie liczby urodzin i świadome macierzyństwo. Voila. Wzięłam jeszcze "Algebrę bezgranicznej sprawiedliwości" Arundhati Roy – to bardzo aletrglobalistyczna krytyka Zachodu dokonana przez indyjską dziennikarkę, oraz "Pokazać język" Guntera Grassa. Nie wiedziałam, że on też ma za sobą "etap indyjski". Właściwie to zrozumiałe przecież – każdy (pisarz i normalny człowiek też) – powinien przynajmniej raz pojechać do Indii. Dla zdrowia psychicznego. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i4OZmVeTI/AAAAAAAAA9E/nEnd9MpHx5g/s1600-h/Algebra-bezgranicznej-sprawiedliwosci_Arundhati-Roy,images_product,12,83-7298-807-2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 174px; height: 280px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i4OZmVeTI/AAAAAAAAA9E/nEnd9MpHx5g/s400/Algebra-bezgranicznej-sprawiedliwosci_Arundhati-Roy,images_product,12,83-7298-807-2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451809906461342002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i4FpY_5wI/AAAAAAAAA88/luk7YzFVpYw/s1600-h/5bf496e8e6.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 112px; height: 160px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i4FpY_5wI/AAAAAAAAA88/luk7YzFVpYw/s400/5bf496e8e6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451809756081547010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No, tak, są to same indyjskie lektury. Nie mam przesytu, nie jestem Indiami zmęczona, już tęsknię i już szukam taniego biletu na lipiec. Zanjomy zapytał ostanio, czy Indie naprawdę mnie tak zafascynowały, czy ja po prostu przed czymś uciekam. Ta druga możliwość jest oczywiście jego zdaniem bardziej prawdopodobna, więc zapytał, przed czym uciekam. Na pewno przed kilkoma demonami z przeszłości. I przed przyszłością też, i przed prawdziwością i dorosłością i odpowiedzialnością i konsekwencją w działaniu. Tylko, że z tym kolegą to jest tak, że przyganiał kocioł garnkowi. Bo kolega jest kosmopolitą i travelersem za pracą. Urodził się w Mołdawi, mieszkał w Polsce, Belgii, w Rzymie, a teraz właśnie przenosi się do maleńkiego raju dla przedsiębiorców, królestwa, w którym nie płaci się podatków, w którym kobiety maja silną pozycję, mimo, że to kraj arabski. To Bahrain Kingdom. W Bahrainie mieliśmy międzylądowanie, ale wystarczył mi rzut oka na sprzedawców na lotnisku i miejscowch podróżujących, żeby mieć pewność, że mieszkają tu bardzo mili i ładni ludzie. Choć nie tak ładni jednak jak w Indiach. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i71fDWE_I/AAAAAAAAA9M/oBVqOYUmV3Q/s1600-h/P1180280.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i71fDWE_I/AAAAAAAAA9M/oBVqOYUmV3Q/s400/P1180280.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451813876474975218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Chłopak, który pracuje jako taksówkarz. Z poprzedniej pracy w banku musiał zrezygnować z powodu problemów z kręgosłupem – nie może stać dłużej niż 3 godziny&lt;/span&gt;.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabawnie i strasznie było wracać samolotem wypełnionym Polakami wracającymi z wycieczek na Goa. Byliśmy jedynymi podróżnymi, którzy mieli wykupione same bilety. Reszta wracała z pobytów zorganizowanych przez biuro podróży. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ale brudno w tych Indiach, i śmierdzi wszędzie... Nie no, nie było tak znowu źle, hotel był czterogwiazdkowy, z jedzeniem - takim sobie. Ale za to basen był&lt;/span&gt;. Jedna pani z oburzeniem wspominała, jak kelner przyszedł do jej stolika z zamówioną herbatą i z kieszeni spodni wyjął łyżeczkę i zamieszał nią w jej szklance: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kompletny brak poszanowania zasad higieny!&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jak to – sam bilet?! I jak to pani zrobiła?! Tak sama? A skąd pani wiedziała, gdzie jest hotel? Och mój Boże, i nie bała się pani? Przecież oni tu się patrzą na człowieka jak na małpę jakąś białą, zdjęcia sobie robią&lt;/span&gt;. Wcale się nie naśmiewam, ani nie wywyższam, bo doskonale rozumiem, że uczestnicy tych wycieczek byli z nieco innego pokolenia. Pokolenia wąsatych panów z brzuszkami i pań w szpilkach i z zaplecionymi w warkocze, ufarbowanymi na bardzo jasny blond włosami. Pokolenia, które zachłysnęło się światem widzianym z perspektywy autokaru, pokoleniem, które dopiero niedawno zaczęło jeździć po świecie (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;No Mareczku, to gdzie się spotkamy następnym razem? W Egipcie już byliśmy, to może teraz ta Kreta, co?&lt;/span&gt;) – wcześniej nie było im wolno, a w czasach ich młodości mogli jedynie wyjechać na wymianę studencką do Rumunii albo Bułgarii. Pokolenia &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nie no, teraz te brudasy będą tysiąc razy sprawdzały nam paszporty i bagaże, po co ja się pytam, przecież tu nie ma im co nawet wywieźć&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;Back to reality. Ale i tak jest pięknie – świeci słońce, w ogrodzie zakwitły przebiśniegi, koleżanki z pracy cieszą się z kolorowych szalików, spódnic i herbat, literki same się w słowa układają. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i0hOX6GVI/AAAAAAAAA8s/G_V-_CEjxDk/s1600-h/P1180849.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i0hOX6GVI/AAAAAAAAA8s/G_V-_CEjxDk/s400/P1180849.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451805831819041106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bananów też nie mogę jeść. Ani żadnych innych surowych owoców.  &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-82769953746795214?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/82769953746795214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=82769953746795214&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/82769953746795214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/82769953746795214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/civilisation.html' title='Civilisation'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6i1NW23-0I/AAAAAAAAA80/todBmLtEbFo/s72-c/P1180182.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4590480979720464129</id><published>2010-03-19T11:17:00.008+01:00</published><updated>2010-03-19T14:07:37.739+01:00</updated><title type='text'>PsyTranceGoa/Muzyczna pocztowka</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6Npy7NCEHI/AAAAAAAAA8M/2ErgGn8Hs-0/s1600-h/P1010081.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 299px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6Npy7NCEHI/AAAAAAAAA8M/2ErgGn8Hs-0/s400/P1010081.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5450316297655160946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rewolucjonista ostatnich lat w muzyce krolujacej na Goa nazywa sie Prem Joshua i jest Niemcem. Ma dluga, jasna brode i takie same wlosy. Klasyczny hipis. Jako 4-letni chlopak zaczal grac na flecie. Jako nastolatek gral juz na saksofonie w rockowych kapelach mlodziezowych. Kiedy jako osiemnastolatek skonczyl szkole, ruszyl w podroz. Jechal przez Grecje, Turcje, Iran, Afganistan i Pakistan i wszedzie zachwycal sie muzyka. Ale prawdziwego oslnienia doznal, kiedy w koncu dotarl do Indii. I tu bardzo dobrze Joshue rozumiem, bo chlopak poczul, ze jest w domu, w koncu u siebie. Mial wrazenie, ze zna Idnie bardzo dobrze, choc oczywiscie nie mial o nich pojecia. No bo skad mial miec 18-letni dzieciak? A bylo to w latach 70. Do dzis Prem wydal juz &lt;a href="http://premjoshua.com/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=14&amp;amp;Itemid=29"&gt;14 albumow&lt;/a&gt;. Wlasciwie wszedzie slychac tu Prem Joshue. Stwierdzam, ze podoba mi sie ten styl, choc kazda plyta jest inna. Troche denerwuja mnie zachodnie wstawki, a juz nie przepadam w ogole za jez. angielskim, ktory mozna uslyszec na roznych innych plytach z cyklu chillout India. Ale musze Joshue poznac lepiej, zeby dokladniej ocenic. I na pewno napisze o nim tu wiecej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hit ostatnich sezonow sa skladanki Prem Joshuy z 2003 roku z cyklu Shiva Moon remiksowane przez Manesha de Moora. Esencja tej tworczosci zaczyna sie w ponizszym kawalku w drugiej minucie. Zaskakujace polaczenie klasycznych brzmien indyjskich z trancowym rytmem. Uwaga, rytmy czasem za mocno zremixowane. Nie jest to jednak jeszcze styl &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Goapsy&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/fUgziCxWXjU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/fUgziCxWXjU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Goapsy&lt;/span&gt; miejscowi hindusi nie moga oficjalnie sprzedawac. Ludzie mowia, ze traktuje sie ja jak narkotyk. I cos w tym jest. Dlatego uliczni sprzedawcy chowaja plyty gdzies pod szmatami na straganach, a jak juz cos pokatnie sprzedadza, zawijaja plyte w gazete i prosza, zeby nie pokazywac miejscowym i nie mowic, gdzie plyta zostala kupiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przepadam za tymi zabronionymi rytmami, ale zamieszczam, no bo to jest kawalek tego swiata. No i prawda jest, ze wcale nie potrzeba dopalaczy, by wpasc w trans przy takim rytmie. Zobaczcie zwlaszcza i posluchajcie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ACP_Ohnlb4o%20"&gt;tego kawalka&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Gf6IZqYs_HE"&gt;tu&lt;/a&gt; sa ciekawe wizualizacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;GoaPsyTrance&lt;/span&gt;. Zadziwiajace, ze taka - no  powiedzmy otwarcie - bezmyslna muzyka, przyjela sie w miejscach - wydawaloby sie - tak uduchowionych. Moze za sprawa turystow (angielskich?), ktorzy przywiezli ze soba swoj &lt;span style="font-style: italic;"&gt;taste of home&lt;/span&gt;? I tak juz zostalo - za sprawa kolejnych turystow, ktorym to pasowalo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/1boYTkcsli8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/1boYTkcsli8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;Fot. PremJoshua.com&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4590480979720464129?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4590480979720464129/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4590480979720464129&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4590480979720464129'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4590480979720464129'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/psytrancegoamuzyczna-pocztowka.html' title='PsyTranceGoa/Muzyczna pocztowka'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S6Npy7NCEHI/AAAAAAAAA8M/2ErgGn8Hs-0/s72-c/P1010081.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4878424472730441656</id><published>2010-03-14T12:20:00.003+01:00</published><updated>2010-03-14T12:28:27.876+01:00</updated><title type='text'>Saturday night Fever</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wczoraj byla sobota. Dzien imprez, prawda? Ale nie tu, w miejscu slynacycm w Indiach wlasnie z imprez. Dlaczego? Ktos bardzo wazny z rzadu Indii powiedzial wczoraj w telewizji, ze to nie prawda, ze na Goa jest problem z narkotykami. Ze nikt nie zaczepia bialych na ulicy i nie proponuje haszyszu ani malenkich kwadracikow Shiva Fly. Ze to wszystko plotki. Zeby udowodnic, ze mowi prawde, postanowil wlasnie w sobotni poranek wyslac na goanskie plaze 800 policjantow z Delhi. Tak tylko, zeby upewnic sie, ze nie ma zadnego zagrozenia. Dlatego tez wczoraj nie odbyla sie tu zadna impreza, nigdzie nie bylo glosnej muzyki, a miejsca znane palaczom haszyszu zamkniete zostaly na cztery spusty. Wlasciciele zdecydowali, ze lepiej nie kusic losu. I w ten oto sposob nie zobaczylam, jak wygladaja slynne HEADPHONE parties. Polegaja one na tym, ze kazdy uczestnik imprezy dostaje sluchawki i pilocika i moze sobie wybrac dowolny rodzaj muzyki, ktorego bedzie sluchal. Tlum tanczy na plazy, a kazdy do swojej piesni. Ciekawe. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4878424472730441656?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4878424472730441656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4878424472730441656&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4878424472730441656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4878424472730441656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/saturday-night-fever.html' title='Saturday night Fever'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5857329379509235058</id><published>2010-03-14T12:04:00.005+01:00</published><updated>2010-03-17T19:51:48.009+01:00</updated><title type='text'>Sunrise</title><content type='html'>&lt;p&gt;Polozylam sie o 3.30 z nieokreslonym uczuciem, ze cos sie jeszcze tej nocy wydarzy. Po pol godzinie poczulam dreszcze. Po chwili dreszcze ustapily miejsca goraczce. I tak bylo do 6 nad ranem. W momentach wracajacej swiadomosci przeklinalam w duchu komary i goanskie kielbaski, ktore zjadlam na obiad. Malaria - myslalam - jak nic. W dodatku przypomnialy mi sie fragmenty z Mircei Eliadego w "Majtreji", w ktorej to ksiazce opisal, jak zapadal na malarie. Sny, widzenia, osamotnienie po utraconej milosci. Wlasciwie ten ostatni czynnik najbardziej chyba oslabil jego odpornosc. Tak, zawiedziona amilosc moze oslabic. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;A wiec tak wyglada malaria? Acha. W fazie goraczki, gdzies okolo 6.40 postanowilam obejrzec wschod slonca. Na trzesacych sie nogach wyszlam na pusta plaze. Mimo ostrzezen wspollokatora. Bylo pieknie, mokro i jeszcze mrocznie. Wschodu nie obejrzalam - chmury byly zbyt geste. Za to obskoczyly mnie czarne psy i polizaly w nogi. Nie pamietam, jak wrocilam do pokoju, ale spalam do 10. Ciezkim i twardym snem. Malaria, czy choroba podroznika - whatever. Rudobrody Amerykanin jest zdania, ze to piekne by bylo - umrzec w Indiach.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W bardzo rzadkich wolnych chwilach czytam nowa Esther Villar. Ksiazka znowu o tym samym - o gonieniu i uciekaniu kobiet i mezczyzn. Kobieta oczywiscie goni, a przynajmniej powinna. Ale tak, zeby ON myslal, ze to on goni. Warto skorzystac z jej porad, naprawde. &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5zFdac3PvI/AAAAAAAAA8E/aKbGSQea43A/s1600-h/Siedem-pozarow-Mademoiselle_Esther-Vilar,images_product,15,978-83-10-11791-5.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448446758318718706" style="WIDTH: 201px; CURSOR: hand; HEIGHT: 280px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5zFdac3PvI/AAAAAAAAA8E/aKbGSQea43A/s400/Siedem-pozarow-Mademoiselle_Esther-Vilar,images_product,15,978-83-10-11791-5.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybaczcie chaos (haos?) i niegramatyczne sformulowania. Spiesze sie. Wiecej, lepiej, mocniej - po powrocie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5857329379509235058?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5857329379509235058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5857329379509235058&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5857329379509235058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5857329379509235058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/sunrise.html' title='Sunrise'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5zFdac3PvI/AAAAAAAAA8E/aKbGSQea43A/s72-c/Siedem-pozarow-Mademoiselle_Esther-Vilar,images_product,15,978-83-10-11791-5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5171341739451215228</id><published>2010-03-13T17:14:00.003+01:00</published><updated>2010-03-13T17:26:47.847+01:00</updated><title type='text'>On the way</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u8bTLNyPI/AAAAAAAAA78/fokNTmgaaGI/s1600-h/P1190064.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448155351424551154" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u8bTLNyPI/AAAAAAAAA78/fokNTmgaaGI/s400/P1190064.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Baga to bardzo tloczne i turystyczne miejsce. Imprezy, restauracje, bogata klasa srednia. Przyjezdzaja tu glownie Indusi na weekendy. Miasteczko tetni zyciem, wszyscy siedza na ulicy. Jezdzimy z Brianem skuterem - z tej perspektywy jest dobrze, wiatr rozwiewa amerykanska brode Briana. Wczoraj (a moze przedwczoraj?) w drodze do Anjuny wstapilismy do swiatyni Sai Baby (&lt;a href="http://www.saibaba.org/"&gt;http://www.saibaba.org/&lt;/a&gt;), gdzies pomiedzy Vagator a Chapora. Wlasnie trwala Puja. Przerazajaco glosne, rytmicznie uderzajace dzwony sprawily, ze na chwile zdretwialam i musialam usiasc. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5171341739451215228?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5171341739451215228/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5171341739451215228&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5171341739451215228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5171341739451215228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/on-way.html' title='On the way'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u8bTLNyPI/AAAAAAAAA78/fokNTmgaaGI/s72-c/P1190064.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4588984441692015431</id><published>2010-03-13T17:11:00.005+01:00</published><updated>2010-03-13T17:27:56.611+01:00</updated><title type='text'>God takes good people</title><content type='html'>&lt;p&gt;Rozmowa z taksowkarzem, ktory wiozl nas z Anjuny do Bagi:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- God takes from here only good people, you nkow? To meet them faster. Bad people must stay here and suffer from their long life. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Which god?!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Every god. Your god, my god, nevermind. God simply miss good people. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4588984441692015431?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4588984441692015431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4588984441692015431&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4588984441692015431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4588984441692015431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/good-takes-good-people.html' title='God takes good people'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-7705112553905795841</id><published>2010-03-13T16:40:00.010+01:00</published><updated>2010-03-13T17:09:22.036+01:00</updated><title type='text'>What i'm doing</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u4GDGyN7I/AAAAAAAAA70/-pTKkth3YvA/s1600-h/P1180703.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448150588287236018" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u4GDGyN7I/AAAAAAAAA70/-pTKkth3YvA/s400/P1180703.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;  &lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u04Ppu0zI/AAAAAAAAA7M/ec1dsZ2QCDU/s1600-h/P1180792.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448147052601987890" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u04Ppu0zI/AAAAAAAAA7M/ec1dsZ2QCDU/s400/P1180792.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przezywam katolicyzm w wersji indyjskiej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u0PEzFVGI/AAAAAAAAA7E/vPzXt5zac3Q/s1600-h/P1190015.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448146345313784930" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u0PEzFVGI/AAAAAAAAA7E/vPzXt5zac3Q/s400/P1190015.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pisze do Was listy i kartki, moi drodzy:)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u2OS89ZII/AAAAAAAAA7c/nT-xaz41ZQQ/s1600-h/P1180875.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448148530956690562" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u2OS89ZII/AAAAAAAAA7c/nT-xaz41ZQQ/s400/P1180875.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kupuje prezenty.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u2igsRR2I/AAAAAAAAA7k/PmS6K0GMOO8/s1600-h/P1180879.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448148878242170722" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u2igsRR2I/AAAAAAAAA7k/PmS6K0GMOO8/s400/P1180879.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Spotykam bezinteresownie milych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u26QXKBZI/AAAAAAAAA7s/k_VF6IcSXzw/s1600-h/P1180905.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448149286175507858" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u26QXKBZI/AAAAAAAAA7s/k_VF6IcSXzw/s400/P1180905.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Rozkoszuje sie cudownym smakiem soku z trzciny cukrowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I miewam motylki w brzuchu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-7705112553905795841?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/7705112553905795841/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=7705112553905795841&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7705112553905795841'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7705112553905795841'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/what-im-doing.html' title='What i&apos;m doing'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5u4GDGyN7I/AAAAAAAAA70/-pTKkth3YvA/s72-c/P1180703.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-3038936261788972444</id><published>2010-03-11T15:01:00.005+01:00</published><updated>2010-03-17T19:55:04.546+01:00</updated><title type='text'>Vasco da Gama</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5j39T3ZBbI/AAAAAAAAA68/_nRraMNoQ6A/s1600-h/P1180387.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5j39T3ZBbI/AAAAAAAAA68/_nRraMNoQ6A/s400/P1180387.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447376381981296050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Slonica o imieniu Ganga w miescie Ponda, niedaleko Vasco da Gama. Bardzo przyjazna. Spotkac mozna tu slonie na ulicach, ale czesciej jednak sa po prostu atrakcja turystyczna. Biegaja swobodnie po Karnatace -  tak twierdzi Debi - nasza mala przyjaciolka, z ktora wybralismy sie na planatcje przypraw w Pondzie. Widzialam, jak rosnie kardamon! Otoz jest to krzew wysokosci pol metra, a przy samej ziemi wypuszcza takie male korzonki, na koncu ktorych rosnie wlasnie kardamon. Wiem tez, ze nalezy ze srodka nasionka wyjmowac te czarne kuleczki i jesc je bezposrednio, albo same, bez lupinki dodawac do potraw i herbaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;A wiecie dlaczego slonie maja takie postrzepione uszy? Bo wlasnie za nie lapia trenerzy, kiedy wchodza po trobie na slonia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Zahaczylismy jeszcze o Vasco da Gama  i plaze Bagamalo Beach. To najbrzydsze miejsca, jakie podczas tej wyprawy widzialam.  Brudno, pelno smieci, smetna budka z jedzeniem na plazy, kilka lezakow, za ktore trzeba zaplacic, jakas samotna palma. Nie mogl ten Vasco odkryc czegos ladniejszego?!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-3038936261788972444?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/3038936261788972444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=3038936261788972444&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3038936261788972444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3038936261788972444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/vasco-da-gama.html' title='Vasco da Gama'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5j39T3ZBbI/AAAAAAAAA68/_nRraMNoQ6A/s72-c/P1180387.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5171190516535699909</id><published>2010-03-11T14:26:00.007+01:00</published><updated>2010-03-17T19:58:50.543+01:00</updated><title type='text'>Little biznes</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5j2ACqJclI/AAAAAAAAA60/VbDQKij7LT4/s1600-h/P1180429.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5j2ACqJclI/AAAAAAAAA60/VbDQKij7LT4/s400/P1180429.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447374229878698578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5j1oxydp-I/AAAAAAAAA6s/6L2j3qmgNaM/s1600-h/P1180419.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5j1oxydp-I/AAAAAAAAA6s/6L2j3qmgNaM/s400/P1180419.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447373830213183458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest blogo i nieznosnie goraco. Anjuna to miejsce lubiane przez podstarzalych hippisow z dlugimi brodami i wlosami. Wieczorami na plazy unosi sie zapach haszyszu, a hippisi tancza w rytm muzyki trance. Okolice Anjuna Beach to slynne filmowe miejsca. Pamietacie "Tozsamosc Bourne'a"? Tu, niedaleko krecono scene, w ktorej ginie jego dziewczyna.  Plaze Palolem widac za to w wielu produkcjach bollywoodzkich. Trudno sie dziwic - jest naprawde pieknie. Ciesza sie moje oczy i dusza. Bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mniej za to cieszy sie moje cialo. Bo ironia mego zywota dosiega mnie takze i tu: pojechalam na plaze poopalac sie i zazyc witaminy D, tymczasem po dwoch dniach na skorze pojawily sie male pieczace babelki z woda. Poprzednim razem tez to mialam, tyle, ze na nodze. Portugalska pani doktor Pereira zabronila mi wychodzic na slonce pomiedzy godz. 8 a 16. Dala kremy, masci i tabletki. Do apteki zawiozl mnie motorem jej sasiad - mily mlody czlowiek. Chcial za to tylko, zebym zrobila jakis &lt;span style="font-style: italic;"&gt;little biznes&lt;/span&gt; w jego sklepie. Zrobilam, ciagle robie jakies biznesy z plazowymi hienami, ktore napdaja na bialasow i tak nimi obracaja, ze trudno czegos nie kupic. Mam jednak ten komfort, ze kupuje tylko to, co naprawde jest ladne. Nie tak jak Endru - tak tubylcy wymawiaja jego imie - czyli moj travelpartner. Otoz pierwszego dnia na plazy Endru zakupil od pewnej pieknej dziewczyny o imieniu Gita branzoletke z muszelek i pudeleczko za jedyne 1000 rupii. Przeplacil 3 razy. Juz po chwili do Endru zbiegly sie prawie wszystkie inne plazowe hieny, ktore probowaly mu cos sprzedac czterokrotnie drozej. Endru kupil jeszcze kilka rzeczy, ktore kilka ulic dalej w sklepach kosztuja duzo mniej. Ale Endru to bogaty biznesmem, ktory twierdzi, ze jesli moze im w ten sposob pomoc, to na pewno to zrobi i w ogole nie ma problemu. O checi pomagania Endru dowiedzial sie tez taksowkarz, ktory proponowal nam wycieczke po okolicy za jedyne 3500 rupii i wlasciciel coconutu, w ktorym mieszkalismy. Ten ostatni zaproponowal, ze przyrzadzi dobre jedzenie z owocow morza. Czemu nie? Rzeczywiscie bylo pyszne, krewetka miala wilkosc dloni i delikatny zapach galki muszkatalowej. Taki sam obiad jadla z nami parka Francuzow, ktorzy wlasnie odpoczywali na plazy po objechaniu calych poludniowych Indii. Kiedy wasaty chlopak przyniosl rachunek, Francuzeczka pogardliwie wydela usta i w typowy dla tej nacji sposob wypuscila powietrze, mowiac, ze to najwiekszy rachunek, jaki do tej pory widziala. 800 rupii za rybke! Nasz opiewal na 1400 rupii. To okolo 100 zl. Po rozmowach z kelnerami i szefem, udalo nam sie wytlumaczyc im, ze nie zaplacimy tyle za dwie krewetki, dwie rybki i troche warzyw. Podobnych sytuacji bylo jeszcze wiele. Troche smutno bylo mi patrzec, jak entuzjazm Endru powoli gasl, kiedy docieralo do niego, ze miejscowi rzadko sa bezinteresownie mili.&lt;br /&gt;Zniknelo tez kilka moich zludzen. Te Indie sa tak bardzo inne od poprzednich.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5171190516535699909?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5171190516535699909/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5171190516535699909&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5171190516535699909'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5171190516535699909'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/little-biznes.html' title='Little biznes'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5j2ACqJclI/AAAAAAAAA60/VbDQKij7LT4/s72-c/P1180429.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5928483093813877654</id><published>2010-03-08T13:58:00.008+01:00</published><updated>2010-03-17T20:00:02.942+01:00</updated><title type='text'>Prezent na Dzien Kobiet/Womens Day</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5T504AtiSI/AAAAAAAAA6k/9HKqV9RSB6k/s1600-h/P1180028.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446252536181655842" style="WIDTH: 300px; CURSOR: hand; HEIGHT: 400px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5T504AtiSI/AAAAAAAAA6k/9HKqV9RSB6k/s400/P1180028.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Dziewczyny z Karnataki. Dwie godziny targowania, ale warto bylo: kupilam od nich prezent dla mojego taty - &lt;em&gt;praktyczny&lt;/em&gt; - taki, jak wlasnie lubi. &lt;em&gt;Zeby nie wydawac pieniedzy na zbedne luksusy, tylko zbierac na mieszkanie.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;A Bob Marley jednak wciaz tu kroluje. Morze Arabskie jest najcieplejsze ze wszystkich, ktore widzialam. Sensacje na plazy budzi moj kolor skory, a kraj, ktory nazywa sie Poland, w Palolem nie jest raczej znany. Polacy jezdza do polnocnych, zatloczonych kurorcikow. Tutaj jest blogo i spokojnie. Spimy dzis w chatce na plazy za 400 rupii (zeby juz nie czuc sie jak bialy turysta, ktory spi w najdrozszym hotelu w miescie. A takim okazal sie naz Guesthouse, ktorego taksiarz odebral nas z lotniska. Katolicki taksiarz - na lusterku dyndal podczas jazdy drewniany rozaniec. A z okien chatki pod palma kokosowa widac morze. Wieje. Komara slyszalam wczoraj tylko raz. To jest jednak raj. Mam taki prezent: raj na dzien kobiet. To zadziwiajace, ze poprzednia podroz skonczyla sie wlasnie w dzien kobiet, a ta tego dnia sie na dobre zaczela. Takie kontinuum. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kobiety, ktore spotkalam na plazy, nie wiedza, co to za dzien. Bardzo sie tez zdziwily, kiedy spytalam, ile ich rodzice zaplacili rodzicom meza, zeby one mogly wyjsc za maz. Otoz w Karnatace placi maz rodzinie zony. Ha! Co nie znaczy oczywiscie, ze nie jest tez odwrotnie - o czym pisalam kilka postow wczesniej. &lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5T5aoWFA5I/AAAAAAAAA6c/GnwxzEOcswo/s1600-h/P1180028.JPG"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kobietom tu zagladajacym zycze, by nie musialy walczyc o podstawy. A propos - ciekawa jestem, jak sie udaly wczorajsze polskie manify. &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5928483093813877654?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5928483093813877654/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5928483093813877654&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5928483093813877654'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5928483093813877654'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/prezent-na-dzien-kobietwomens-day.html' title='Prezent na Dzien Kobiet/Womens Day'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S5T504AtiSI/AAAAAAAAA6k/9HKqV9RSB6k/s72-c/P1180028.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6182558013560232612</id><published>2010-03-04T00:26:00.001+01:00</published><updated>2010-03-04T00:26:57.239+01:00</updated><title type='text'>Readings/Lektury</title><content type='html'>&lt;p&gt;Przeglądam i podczytuję:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S47uZUeBxsI/AAAAAAAAA6U/XfluDNaevtE/s1600-h/z7386692X,Jade-sobie--Azja--Przewodnik-dla-podrozujacych-kobiet-.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 280px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S47uZUeBxsI/AAAAAAAAA6U/XfluDNaevtE/s400/z7386692X,Jade-sobie--Azja--Przewodnik-dla-podrozujacych-kobiet-.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444551118296303298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4mIp3lEE3I/AAAAAAAAA58/ob5ffpsX_PU/s1600-h/kulturalny-tydzien-dla-kobiet-9_4541_2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 239px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4mIp3lEE3I/AAAAAAAAA58/ob5ffpsX_PU/s400/kulturalny-tydzien-dla-kobiet-9_4541_2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5443031877529375602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4mIbP6gHkI/AAAAAAAAA50/ulCsVSs5sSM/s1600-h/krowy,swinie.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 249px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4mIbP6gHkI/AAAAAAAAA50/ulCsVSs5sSM/s400/krowy,swinie.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5443031626363706946" /&gt;&lt;/a&gt;I przypominam sobie:&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4mIStVjjeI/AAAAAAAAA5s/RUxVOSd6XM0/s1600-h/Elizabeth-Gilbert_BookLen_LAgrua.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 325px; height: 385px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4mIStVjjeI/AAAAAAAAA5s/RUxVOSd6XM0/s400/Elizabeth-Gilbert_BookLen_LAgrua.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5443031479642983906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6182558013560232612?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6182558013560232612/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6182558013560232612&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6182558013560232612'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6182558013560232612'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/readingslektury.html' title='Readings/Lektury'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S47uZUeBxsI/AAAAAAAAA6U/XfluDNaevtE/s72-c/z7386692X,Jade-sobie--Azja--Przewodnik-dla-podrozujacych-kobiet-.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-881847695458149931</id><published>2010-03-01T19:47:00.013+01:00</published><updated>2010-03-01T20:25:49.066+01:00</updated><title type='text'>Indian paradise pilgrimage/Pielgrzymka do raju</title><content type='html'>Oczekiwanie na wizę jest takie emocjonujące. &lt;br /&gt;Bardzo uprzejmy i uśmiechnięty pan w konsulacie indyjskim ubrany w pasiastą koszulę powiedział, że 5 dni przed wylotem&lt;span style="font-style:italic;"&gt; it is a little bit to late&lt;/span&gt;. Ale uśmiechnął się tajemniczo, kiedy odpowiedziałam na jego pytanie o cel podróży. &lt;br /&gt;No bo jadę do raju. Takiego utraconego trochę co prawda, ale zawsze to jakiś posmak raju chociaż. Hipisi już dawno stamtąd odjechali, a ci co zostali, mają teraz swoje guest &lt;span style="font-style:italic;"&gt;house&lt;/span&gt;'y. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;House&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="font-style:italic;"&gt;trance&lt;/span&gt; to także słowa najlepiej (niestety) określające typ muzyki jaka obecnie króluje w tym raju. A kiedyś królował tu Bob Marley. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od najpiękniejszego zakątka, malowniczej i jeszcze miejscami podobno dzikiej plaży Palolem. Spełnię moje małe marzenie: popływam z delfinami! &lt;br /&gt;O ile dostanę wizę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem razem z moim &lt;span style="font-style:italic;"&gt;travel partnerem&lt;/span&gt; ruszymy w głąb. Bardzo ciekawią mnie portugalskie pozostałości kolonizatorskie, podejrzewam też, że ciekawym doznaniem może być obcowanie z katolickimi kościołami z XVI wieku w hinduskim jednak wydaniu. W Old Goa jest najwięcej w katolickich świątyń w całych Indiach. To jedyny taki zakątek. Ciekawe, czy będę sie czuła jak na wielkopostnej, indyjskiej pielgrzymce?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem - zobaczymy. Zrealizować chcę kilka planów - fotograficznych i - powiedzmy - socjologicznych. Odwiedzę znajomego - mamy trochę do porozmawiania. No i pójdę do wróża. Mam nadzieję, że nie złapie ani malarii ani dengi - co, przyznaję, napawa mnie lekkim strachem. Jutro łykam Arechin. Na miejscu kupię Malarone – w razie czego, choć mam wielką nadzieję, że się nie przyda. Na oficjalnych stronach o malarii (www.malariasite.com) władze Goa zalecają profilaktykę, ludzie, którzy tam byli ostatnio twierdzą, że na Goa nie ma malarii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Malarię do Europy przywieziono ostatni raz w &lt;a href="http://www.eurosurveillance.org/ViewArticle.aspx?PublicationType=W&amp;Volume=12&amp;Issue=2&amp;OrderNumber=1"&gt;2007&lt;/a&gt; roku. A właściwie tylko z tego roku udało mi się znaleźć dane. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że od 4 lat nikt nic nie przywiózł. Na tej liście nie ma Polaków ani Polek. Co nie znaczy, że nie muszę łykać tego świństwa. Wolę, mimo wszystko chyba, mieć jako taki komfort. Tak, jestem przewrażliwiona. Trochę tylko. No dobrze - więcej niż trochę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4wQn_zyK4I/AAAAAAAAA6M/3ht1XS1oifg/s1600-h/P1110967.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4wQn_zyK4I/AAAAAAAAA6M/3ht1XS1oifg/s400/P1110967.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5443744328913660802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fot. Bez związku z tekstem. Obrazuje może tylko to, że dużo pracuję, żeby zdążyć ze wszystkim przed wyjazdem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i na jogę czasu już chyba tam nie starczy, ale za to na pewno znajdę go trochę na zakupy. Właśnie, czy komuś coś przywieźć? A może kartkę?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-881847695458149931?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/881847695458149931/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=881847695458149931&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/881847695458149931'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/881847695458149931'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/03/indian-paradise-pilgrimagepielgrzymka.html' title='Indian paradise pilgrimage/Pielgrzymka do raju'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4wQn_zyK4I/AAAAAAAAA6M/3ht1XS1oifg/s72-c/P1110967.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1583911930788938385</id><published>2010-02-23T12:15:00.008+01:00</published><updated>2010-02-24T21:42:36.957+01:00</updated><title type='text'>Miss Hijra of Delhi/Piękne</title><content type='html'>W Indiach (i nie tylko) mówią na nie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ladyboys&lt;/span&gt;. Ładnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4PPOAmveOI/AAAAAAAAA5k/i55qSTRUsF8/s1600-h/5ccca505845f40d7d88b1867b8f07cf8,8,1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 360px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4PPOAmveOI/AAAAAAAAA5k/i55qSTRUsF8/s400/5ccca505845f40d7d88b1867b8f07cf8,8,1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441420614381304034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw w kilku stanach odbyły się wybory lokalne. W ostanią niedzielę miał miejsce wielki finał Miss Hijra w New Delhi. &lt;br /&gt;Takie wybory mają pomagać mieszkańcom Indii w przełamywaniu barier wobec transseksualistów. Hijra są nie tylko transseksualistami, ale też eunuchami (często na własne życzenie) oraz hermafrodytami. &lt;br /&gt;Zwycięzczyni zgarnia 21 tys. dolarów, ma też w nagrodę dostać od władz New Delhi legalną pracę. &lt;br /&gt;Czy myślicie, że takie wybory mogłyby się też odbyc w Polsce? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/uWo_9gnaX1o&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/uWo_9gnaX1o&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;Wybory stanowe w Madrasie (Chennai)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1583911930788938385?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1583911930788938385/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1583911930788938385&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1583911930788938385'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1583911930788938385'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/02/miss-hijra-of-delhipiekne.html' title='Miss Hijra of Delhi/Piękne'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S4PPOAmveOI/AAAAAAAAA5k/i55qSTRUsF8/s72-c/5ccca505845f40d7d88b1867b8f07cf8,8,1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5376628874533098142</id><published>2010-02-12T17:03:00.014+01:00</published><updated>2010-02-13T20:57:38.973+01:00</updated><title type='text'>I dream about dolphins/Marzę o delfinach</title><content type='html'>Marzę, by popływać z delfinami. Zauważyliście, że delfiny to jedyne chyba zwierzęta, które mają uśmiechnięty wyraz twarzy? I nie można powiedzieć, że jest to przylepiony uśmiech. Jest na tyle prawdziwy, że wykorzystuje się go w &lt;a href="http://www.delfinoterapia.cuprum.pl/delfinoterapia/"&gt;delfinoterapii&lt;/a&gt;. Podobno wysyłane przez delfiny  ultradźwięki przenikają ludzkie ciało i naprawiają szkody w zmienionych chorobowo komórkach! Zabawa z tymi mądrymi ssakami wywołuje też zwiększone wydzielanie endorfin - czyli hormonów szczęścia - w mózgu. Czy nie jest podobnie z kotami? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S3bhp3bFf2I/AAAAAAAAA5c/9UriiBmPKb8/s1600-h/dolphin_38588686.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 218px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S3bhp3bFf2I/AAAAAAAAA5c/9UriiBmPKb8/s400/dolphin_38588686.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5437781709464895330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz delfinów bardzo potrzebuję jeszcze słońca i ciepłego piasku pod stopami i chrupiących krewetek w sosie curry i widoku pól ryżowych. Wszystko to jest na Goa. Żeby nacieszyć się widokiem skaczących ponad taflę wody delfinów, wystarczy odpłynąć łódką trochę od brzegu. Ech... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S3V8wXqahOI/AAAAAAAAA5U/J0mRMg5gSi0/s1600-h/colva_goa.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S3V8wXqahOI/AAAAAAAAA5U/J0mRMg5gSi0/s400/colva_goa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5437389295547221218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Plaża Colva na Goa&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5376628874533098142?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5376628874533098142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5376628874533098142&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5376628874533098142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5376628874533098142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/02/i-dream-about-dolphinsmarze-o-delfinach.html' title='I dream about dolphins/Marzę o delfinach'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S3bhp3bFf2I/AAAAAAAAA5c/9UriiBmPKb8/s72-c/dolphin_38588686.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4732213215840397006</id><published>2010-01-24T17:26:00.009+01:00</published><updated>2010-01-25T20:43:48.811+01:00</updated><title type='text'>Sex-selective abortion/W Indiach chłopcy mają lepiej</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S1x1GfQltWI/AAAAAAAAA5E/6OSuSCJYb0Q/s1600-h/DSC09295.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S1x1GfQltWI/AAAAAAAAA5E/6OSuSCJYb0Q/s400/DSC09295.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5430344005032719714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś w Indiach obchodzony jest Dzień córki. W ten sposób władze Indii chcą walczyć z niestety wciąż aktualnymi praktykami zabijania nowonarodzonych dziewczynek. To niestety się dzieje, najczęściej w wioskach, ale też w miastach.W wioskach rodziny zabijają już urodzone dziewczynki, w miastach bogatsi decydują się na aborcję po wcześniej wykonanych badaniach prenatalnych, na które wioskowe rodziny po  prostu nie mogą sobie pozwolić. Dlaczego tak się dzieje? Otóż dziewczynka się po prostu nie opłaca. Córka w przyszłości wyjdzie za mąż, a obowiązkiem rodziny jest zapewnienie jej posagu. Są jakieś regulacje dotyczące jego wysokości, nie mam niestety o nich pojęcia, poza tym, że całej rodzinie przyszłego męża trzeba sprawić prezenty, najlepiej, żeby były ze złota. Wielu rodzin nie stać więc na posiadanie córki. A jak już ją mają, to najczęściej nie posyłają jej do szkoły, albo dostaje ona tylko podstawową edukację. Przeciętna nastolatka spędza swój wiek cielęcy z mamą, towarszysząc jej w kuchni, codziennych wycieczkach na targ warzywny (jeśli akurat rodzinę na stać na zakupy), do sklepów z materiałami, gdzie wybierają tkaniny na ubrania dla siebie, ojca i braci. Czas płynie też przed domem, gdzie kucają, czyszcząc kuchenne naczynia piaskiem. Generalnie od małego przyswajają sobie wszystkie umiejętności gospodyni domowej. Przecież właśnie tym będą się zajmowały, kiedy po ślubie pójdą mieszkać do rodziny męża. Zaczną gotować, prać i opiekować się starą teściową, której poziom miłości będzie zależał od wysokości wniesionego posagu synowej. Tak, to są oczywiście uogólnienia w dużym stopniu. Ale odniosę się do rodziny, którą osobiście poznałam, i o której pisałam tu już nie raz. Mimo że do biednych nie należy (ojciec jest właścicielem sklepu z pamiątkami), to do szkoły chodzą tylko dwaj synowie, a trzy nastoletnie córki pomagają mamie. Wystarczyłoby zupełnie, gdyby pomagała jedna. Mógłby też mamie pomgać jeden syn. Jak bardzo moje myślenie jest nierealne i niedostosowane do różnic kulturowych pokazała mi niedawna wymiana wiadomości z jednym z tych synów. Temat naszej korespondencji krążył wokół mam i tego, jak to jest, kiedy ich zabraknie, znajomy dopytywał, jak radzimy sobie bez mojej mamy. Poradziłam chłopakowi, żeby pomagał swojej mamie i żeby doceniał to, co robi i ona i jego siostry. Na co on zapytał z rozbrajającą szczerością i ciekawością „Co masz na myśli?”. Dla mężczyzny a potem chłopaka w Indiach oczywiste jest, że miejsce kobiety jest w domu. To jest tak naturalne jak to, że jego miejsce jest poza domem. Znamy to, prawda? Patriarchat w wersji hinduskiej. I niewiele pomagają w Indiach ruchy kobiece spod znaku Women Empowerment India, które tylko podkreślają siłę kobiety poprzez jej pracę domową właśnie, a w wioskach pracę na polu. Ciekawe, co by powiedzieli Indusi, gdyby zaproponować im nasze postulaty płacenia kobietom za ich prace domowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Córki, jeśli już są, to lekko nie mają. W 2005 roku pojawiły się badania naukowe, z których wynikało, że powodem większej liczby męskich potomków w Indiach jest zakażenie żółtaczką typu B ich matek. Kobiety będące jej nosicielkami rodzą ponoć 1,5 raza więcej chłopców niż dziewczynek. Z badań tych jednak wycofano się osatnio, porównując pod względem płci populacje azjatyckie z afrykańskimi, gdzie nie obserwuje się przewagi mężczyzn. Dlatego badacze nad &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Sex-selective_abortion_and_infanticide"&gt;aborcją ze względu na płeć&lt;/a&gt; doszli do – jakże odkrywczego – wniosku, że mniejsza liczba dziewczynek musi być wynikiem kulturowych obciążeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno się dziwić kobietom, że nie chcą złego losu dla córek. Chociaż szczerze wątpię w to, że kobiety decydują się na aborcję lub zabicie narodzonych dziewczynek z własnej woli. Lęk przed zapewniem posagu córce jest na tyle wielki, że w trudnych sytuacjach na aborcję nalega cała rodzina. Matki ulegają. Tymczasem córki, które się jednak rodzą, siedzą w domach. A gdyby poszły do szkoły, gdyby zdobyły zawód, gdyby to idiotyczne prawo posagowe przestało rządzić życiem rozrodczym kobiet, te mogłyby pracować i same się utrzymywać. Poza tym, dlaczego to kobieta ma obdarowywać rodzinę męża?! Jakby jej robili łaskę, że ją na swe łono przyjmują, oczekując jednocześnie, że z jej łona wyjdą silni i zdrowi mężczyźni, którzy zapewnią byt całej rodzinie.&lt;span style="font-weight:bold;"&gt; Złoszczę się&lt;/span&gt;, kiedy o tym myślę. I nasuwa mi się znowu odniesienie do naszej rzeczywistości i do tego, o co walczymy. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tu feministki domagają się prawa do aborcji, a w Indiach kobiety są do niej zmuszane.&lt;/span&gt; Te, które na to stać – zarówno pod względem materialnym jak i duchowym – wytaczają potem mężom procesy.To oczywiście rzadkość.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O aborcji dziewczynek opowiada ten reportaż. Bohaterką jest kobieta o imieniu Sandhy, która stara się przekonywać kobiety do rodzenia i opiekowania się dziewczynkami. Nie zawsze jej się to udaje. Dlatego prowadzi też dom dla niechcianych dziewczynek. Ze względu na drastyczne sceny odradzam oglądanie młodym matkom lub kobietom w ciąży. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/y1vikY-P_k4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/y1vikY-P_k4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne części filmu są &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=YxIWMImGNDM"&gt;tu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=pCGy6UJn0AY"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego akurat na święto córek wybrano 24 stycznia? Tego dnia w 1966 roku Indira Gandhi zaczęła swoje oficjalne urzędowanie jako premier Indii. Kobieta - a jednak u władzy. Rząd chce przez taki wybór daty powiedzieć, że może więc nie warto dziewczynek jednak zabijać, bo przecież są i pozytywne przykłady na to, że kobieta i może do czegoś dojść. Słabe, naprawdę. Jakby wartość życia ludzkiego mierzyć tym, co się osiągnie w ewentualnej przyszłości. Wiem, oczywiście, że rząd chciał na pewno dobrze, że chodziło o pozytywne skojarzenie, ale wyszło chyba dość banalnie. Powinien chyba raczej ustanowić nowe prawo dotyczące posagów i dotrzeć z informacją do wszystkich wiosek. I wprowadzić obowiązek szkolny dla wszystkich do - powiedzmy - 16 roku życia, dopłacać szkołom i rodzinom kształcącym dzieci. Są to chyba jednak zbyt daleko idące społecznie postulaty.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4732213215840397006?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4732213215840397006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4732213215840397006&amp;isPopup=true' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4732213215840397006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4732213215840397006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/01/sex-selective-abortionw-indiach-chopcy.html' title='Sex-selective abortion/W Indiach chłopcy mają lepiej'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S1x1GfQltWI/AAAAAAAAA5E/6OSuSCJYb0Q/s72-c/DSC09295.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2106521175390429717</id><published>2010-01-11T21:41:00.030+01:00</published><updated>2010-01-13T12:57:55.880+01:00</updated><title type='text'>Salaam Bombay hurts/Film, który boli</title><content type='html'>Wcale już nie chcę jechać do Indii. Naprawdę. Po obejrzeniu tego filmu. Zastanawiam się, jak bardzo inaczej ułożyć się mógł mój związek z Indiami, gdybym ten film obejrzała dwa lata temu. Mam tylko nadzieję, że to niechęć chwilowa, jak &lt;em&gt;słabość chwilowa&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film - jak to zwykle u Miry Nair - społeczny, mocno jątrzący i pokazujący prawdziwe, ciemne oblicze Indii. Choć może nie powino się używać słowa &lt;em&gt;zwykle&lt;/em&gt; akurat w tym przypadku, bo to debiut reżyserki, który przesądził pewnie o tematach, jakie Nair podejmowała później. Danny Boyle wcale nie był prekursorem w zatrudnianiu w filmie prawdziwych dzieci z prawdziwych slumsów. Prawdziwe, biedne i bezdomne dzieci pracuwały w 1988 roku przy &lt;em&gt;Salaam Bombay&lt;/em&gt; u Miry Nair. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To głównie dzieci grają tu pierwszoplanowe role. Ale bohaterów jest kilku: mały Krishna, na którego historii osnuta jest fabuła. Jest też Ciulim, z którym Krishna się zaprzyjaźnia. Ciulim to nieudolny dealer, który więcej sam spala haszyszu niż sprzedaje, za co w końcu zostaje wylany z pracy przez humanitarnego szefa, który w ramach kary smaga go jedynie kilkanaście razy skórzanym pasem. Ciulim jest narkomanem i stacza się coraz bardziej. Kto mu pomaga? Krishna. Beznadzieja sytuacji Ciulima jest dojmująca jak sytuacja każdego narkomana. Smutek kroić można nożem na jego widok, smród niemal czuć z ekranu, kiedy się patrzy na jego brudne ubranie i żałośnie wykrzywioną twarz. Dlatego m.in. nie lubię używek. Chwila przyjemności okupiona zeszmacaniem się i traceniem kontroli nad sobą. I dlatego może miejsce ma objawiająca się już teraz tylko ciszą &lt;strong&gt;dezaprobata &lt;/strong&gt;za każdym razem, kiedy jeden bliski mi człowiek pali marihuanę z narkotyzującymi się od dawna i regularnie kolegami. Nie lubię, uważam, że to jest głupie po prostu, że to jest oszukiwanie psychiki, otumanianie się chwilowe, zamulanie, odsuwanie na bok niewygodnych myśli, a wszystko pod nędznym dość pretekstem wyluzowania się. Sama zapaliłam może kilka razy w życiu i za każdym razem było mi nieswojo i duszno, a za jednym razem - a było to w czasach licealnych - rozbolało mnie tak serce i wpadłam w panikę tak silną, że chciałam wzywać pogotowie. Co prawda kilka chwil wcześniej widziałam jelenie. Byly całkiem przyjaźnie nastawione i biegały sobie po schodach domu, w którym trwała impreza. Jelenie, co ciekawe, widziała też wtedy moja przyjaciółka, choć w rzeczywistości żadnych jeleni oczywśicie nie było. Od tamtej pory narkotykom wszelkim stanowczo mówię NIE. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S021HGc_b2I/AAAAAAAAA4s/zpS_ytp_E50/s1600-h/images.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 107px; height: 107px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S021HGc_b2I/AAAAAAAAA4s/zpS_ytp_E50/s400/images.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5426192259647237986" /&gt;&lt;/a&gt;I nawet w Indiach nie skusiłam się, by spróbować tamtejszego shitu. Może to przejaw braku otwartości umysłu albo skrajnego sztywniactwa, ale to, co się dzieje u &lt;br /&gt;&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75480,7426247.html"&gt;naszych sąsiadów&lt;/a&gt; trochę mnie śmieszy, ale też trochę przeraża. &lt;br /&gt;Ale wróćmy do Bombaju. Ważnymi bohaterkami są też mała Manju i jej matka Rekha, prostytutka, która staje się na czas pobytu Krishny także trochę matką Krishny. Miał się z nią ożenić ojciec jej dziecka, &lt;em&gt;quasiszef &lt;/em&gt;burdelu (szefową jest oczywiście kobieta, burdelmama z prawdziwego zdarzenia), czyli Baba, sutener i boss sprzedawców narkotyków w dzielnicy czerwonych latarni w Bombaju. Tego ostatniego zagrał piękny hinduski odpowiednik naszego Jeana Reno, czyli Nana Patekar, który teraz wygląda tak (w Salaam Bombay wyglądał jeszcze lepiej, ale cóż począć - jak może w 2010 roku wyglądać ktoś, kto urodził się 1 stycznia 1951 roku):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S0uYfxloj1I/AAAAAAAAA4M/3Uq8cMMs7aA/s1600-h/nanapatekar.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 239px; height: 297px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S0uYfxloj1I/AAAAAAAAA4M/3Uq8cMMs7aA/s400/nanapatekar.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425597847752445778" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S0ualvyHDFI/AAAAAAAAA4U/ylH6V5qT9qs/s1600-h/nana2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 176px; height: 287px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S0ualvyHDFI/AAAAAAAAA4U/ylH6V5qT9qs/s400/nana2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425600149370375250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jak się pewnie domyślacie mimo wyglądu amanta Baba to zwykła świnia, która bez skrupułów najmuje dzieciaki do brudnej roboty i wypożycza dziewice od burdelmamy. Baba nie daje ani grosza błagającym go o pieniądze dzieciakom, za które chcą kupić działkę dla dogorywającego Ciulima. Ten wątek jest poruszający, nie napiszę, co się wydarza dalej, bo może zechcecie obejrzeć film. Powiem tylko, że to, co obejrzałam sprawilo, że nie chcę wracać do Indii. Słabość chwilowa, jak już mówiłam. A może nikogo ten film już nie porusza? Sądzę jednak, że rzeczywistość indyjska sprzed 12 lat chyba jednak jest wciąż aktualna. Mira Nair jak zwykle genialnie zagrała na uczuciach. Wie co wzrusza i co najbardziej boli. W 1988 roku film zdobyl zlotą Palmę w Cannes. Polecam, jeśli jeszcze nie znacie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/DDMCGafGsWg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/DDMCGafGsWg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fot.: www.hindilyrics.net/profiles/nana-patekar.html&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2106521175390429717?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2106521175390429717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2106521175390429717&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2106521175390429717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2106521175390429717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2010/01/salaam-bombay-hurtsfilm-ktory-boli.html' title='&lt;em&gt;Salaam Bombay&lt;/em&gt; hurts/Film, który boli'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/S021HGc_b2I/AAAAAAAAA4s/zpS_ytp_E50/s72-c/images.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5119792494644395358</id><published>2009-12-29T12:01:00.009+01:00</published><updated>2009-12-30T18:30:10.570+01:00</updated><title type='text'>Travel Photographer of the Year: India</title><content type='html'>Znamy zwycięzców konkursu fotograficznego &lt;a href="http://www.tpoty.com"&gt;Travel Photographer of the Year&lt;/a&gt; 2009. W kategorii &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Homeland&lt;/span&gt; zwycięzcą jest, panie i panowie, obywatel Indii Poras Chaudhary! &lt;br /&gt;Laureat jest fotoreporterem-samoukiem urodzonym w Kurukshetra – małej miejscowości w północnych Indiach. Zdjęcia zaczął robić zaledwie 4 lata temu, a już zdobył kilka ważnych międzynarodowcyh nagród fotograficznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto dwa z czterech nagrodzonych zdjęć:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SznoGKrmK8I/AAAAAAAAA38/S_3T9JsYA_0/s1600-h/PChaudhary_Winner_Home1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SznoGKrmK8I/AAAAAAAAA38/S_3T9JsYA_0/s400/PChaudhary_Winner_Home1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5420618819161172930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SznoKJuDZQI/AAAAAAAAA4E/5nnjj6bZu0g/s1600-h/PChaudhary_Winner_Home4.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SznoKJuDZQI/AAAAAAAAA4E/5nnjj6bZu0g/s400/PChaudhary_Winner_Home4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5420618887622518018" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Resztę jego tętniących kolorami i energetycznie wibrujących zdjęć możecie obejrzeć na stronie laureata: www.poraschaudhary.com&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS W Nowy Roku życzę wszystkim tu zaglądającym nie tylko wielu udanych kadrów, ale też dobrze dobranych słów, a czasem milczenia. I poczucia, że jest OK. Że jest miłość i ciepło i ktoś, komu można opowiadać swoje sny, nie narażając się przy tym na śmieszność, albo na zbyt szybką zmianę tematu. No, takie proste życzenia: niech będzie OK.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5119792494644395358?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5119792494644395358/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5119792494644395358&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5119792494644395358'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5119792494644395358'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/12/travel-photographer-of-year-india.html' title='Travel Photographer of the Year: India'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SznoGKrmK8I/AAAAAAAAA38/S_3T9JsYA_0/s72-c/PChaudhary_Winner_Home1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1588191559909177166</id><published>2009-12-28T13:51:00.002+01:00</published><updated>2009-12-28T14:03:17.040+01:00</updated><title type='text'>Weekend in Bombay</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Szip8QAINHI/AAAAAAAAA30/QjVLp0YQ-Bo/s1600-h/0bb0ad6625bdc2a6be7979275092f65a.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 146px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Szip8QAINHI/AAAAAAAAA30/QjVLp0YQ-Bo/s400/0bb0ad6625bdc2a6be7979275092f65a.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5420269004093142130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezent gwiazdkowy. Weekend in Bombay. &lt;br /&gt;Rytmiczne pulsowanie największego indyjskiego miasta towarzyszyło nam w samochodzie podczas wypraw na mazowieckie pola. Płyta nr 1: Saturday. Sobota kipi energią, jeszcze to i to, i Colaba i pociąg podmiejski i już jest wieczór i modny klub i noc pachnie Armanim a nie kadzidełkami i kwiatami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płyta nr 2: Sunday. Spokojnie, to jeszcze ranek. Senny początek dnia i kawa z kardamonem na. Kardamon zbawienie działa na ból głowy i delikatnie orzeźwia. Miarowe stukanie w  table w Monsoon Malabar w wykonaniu Bombay Dub Orchestra brzmi jak krople deszczu uderzające o przednią szybę samochodu. Taki dzień zaczyna się o 15, mamy na wszystko czas, jeszcze zdążymy odpisać na zaległe e-maile, zrzucić zdjęcia do komputera, pójść na spacer, nastawić pranie, poleżeć z książką. I już jest ciemno, już znowu jest noc, ale jak bardzo inna od tej poprzedniej.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/2qRHtLzmMqw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/2qRHtLzmMqw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na składance &lt;a href="http://www.empik.com/weekend-in-bombay-muzyka,prod28440032,p"&gt;Weekend in Bombay.&lt;/a&gt; jest wersja bardziej elektroniczna, niż ta powyżej. Płyta bardzo przyjemna, z nienajgorzej dobranymi utworami, co jest miłą odmianą w morzu różnych muzycznych składanek w stylu "Lazy Hours". Choć nie brakuje na tej płycie też smętnych bollywoodzkich podkładów, rzewnych zawodzeń kobiecych, zranionych głosów i tęsknych brzmień cymbałek, które wrzucam do folderu nazwanego NUDA. Tak, jak 8-letni chłopcy, którzy do takiego własnie wzgardzonego folderu wrzucali w tegoroczną noc wigilijną wszystkie inne prezenty, które nie były PSP.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1588191559909177166?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1588191559909177166/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1588191559909177166&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1588191559909177166'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1588191559909177166'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/12/weekend-in-bombay.html' title='Weekend in Bombay'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Szip8QAINHI/AAAAAAAAA30/QjVLp0YQ-Bo/s72-c/0bb0ad6625bdc2a6be7979275092f65a.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-3243359551420023350</id><published>2009-12-10T21:56:00.030+01:00</published><updated>2009-12-12T11:33:02.926+01:00</updated><title type='text'>My dad went holy/Mój tata został świętym</title><content type='html'>Zapytałam kilka dni temu znajomego z Kalkuty ot tak, co słychać. A on mi na to, że w sumie to nic specjalnego, poza tym, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mój tata właśnie został świętym&lt;/span&gt;. Więc odpisałam mu, że &lt;em&gt;moja mama też właśnie została świętą&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SyNpfcfNk2I/AAAAAAAAA3s/C--cRy0JDVQ/s1600-h/P1150376.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 118px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SyNpfcfNk2I/AAAAAAAAA3s/C--cRy0JDVQ/s400/P1150376.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414287165973435234" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Bo z pewnością została. 3 miesiące temu. Na zawsze chyba zapamiętam datę pogrzebu złożoną z samych dziewiątek. To, co w związku z tym czułam i czuję nadal jest nie do opisania, a przynajmniej nie tu. A na pewno jeszcze nie teraz. Nie umiem, choć chcę. Przymierzam się do napisania tu o mamie, ale za każdym razem poddaję się. Po co i tak smutnym ludziom przekazywać ten mój wielki smutek. To nie do blogowania temat. Ani do rozmów codziennych. Proste pytanie "co u ciebie?" stało się ostatnimi czasy kłopotliwe. Bo u mnie tylko jedno, a o śmierci ciężko mówić, także dlatego, że temat ten wywołuje u większości ludzi kolejno zakłopotanie, zmieszanie, próbę współczucia i zmianę tematu. Kiedy jeden znajomy chłopak z Bodhgai dowiedział się, co się stało, co kilka dni dzwonił, pytając "Aga, how do you feel? How is your dad? Can I do something for you? My mum sends you love." Inaczej, niż tu. Najwięcej zrozumienia dostałam od tych, którzy już stracili kogoś bliskiego. Sama kiedyś nie wiedziałam, co to znaczy śmierć. Listopadowe święta były zwykle  ponure, że najchętniej wyjeżdżałabym. Lubiłam tylko zapach lampek i widok łuny unoszącej się nad cmentarzem. Ale nie miałam z kim na tym cmentarzu rozmawiać. Teraz jest inaczej. Z drugiej strony trudno się przecież dziwić ludziom, których mechanizmy psychiczne obronne są chyba tak skonstruowane, że raczej unikać będą prawdziwego smutku. I nie można ich winić za to, że wolą cieszyć się życiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat śmierci tak nie nadaje się do blogowania, jak chyba nie do e-maila nadaje się historia śmierci taty tego znajomego z Kalkuty. Taty, który został świętym. Poszedł w góry, żeby tam umrzeć. Kiedyś był to zwyczaj często praktykowany w Indiach. Dziś spaść z góry w przepaść idą tylko ci, którzy z różnych względów nie chcą, by rodzina spalila ich ciało. Ojciec mojego znajomego nie chciał i zakomunikował to synowi. Bardzo mnie poruszyła ta historia, ale nurtuje mnie. Jest to też bardzo krótka historia, bo znajomy pisze, że na razie nie jest w stanie powiedzieć nic więcej. &lt;em&gt;Later.&lt;/em&gt; Jakaś absurdalna metafizyka tego zwyczaju bardzo działa na moją wyobraźnię. Zastanawiam się, kiedy starszy człowiek czuje, albo wręcz wie, że to już? Że właśnie powinien się ubrać, wyjść i iść? (Moja mama nic nie wiedziała. A na pewno my nie wiedzieliśmy. I jeszcze miała tyle zrobić: pogratulować wnuczce dostania się na pedagogikę i poznać kolejne wnuki, usiąść w nowym fotelu, nakrzyczeć na ojca, że znowu usnął przed telewizorem, pojechać na wczasy nad morze, uszyć mi sukienkę). Podobno jakieś plemiona Ameryki Łacińskiej praktykują i dziś takie umieranie. A może są to Inuici? Eskimosi, którzy umierają na lodowej pustyni. Ale góry? Czy to jest forma samobójstwa? Nie jest to eutanazja, bo nie ma w tym udziału drugiego człowieka. Wszak przyśpiesza się koniec, spadając ze skały. Taki podróżnik wie dobrze, że kamień łatwo może odłamać się pod stopą. Wszak idzie świadomie ku końcowi, poddając się bezwiednie temu, co może się w drodze wydarzyć. I dlaczego?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteś - a więc musisz minąć.&lt;br /&gt;Miniesz - a więc to jest piękne.*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież to ludzka sprawa – ta śmierć. Zdarzy się każdemu, tak jak zdarzyła się i tu, na blogu, kilka postów wcześniej, kiedy pisałam o śmierci wujka (starszego brata mamy), i potem, w lipcu, kiedy musiałam wrócić wcześniej z wakacji, żeby ostatni raz ucałować babcię (mamę mojej mamy). Więc powinnam się oswoić. Głupio to brzmi w tym kontekście - &lt;em&gt;oswoić&lt;/em&gt;. Jakby chodziło o zdziczałego psa, który nieufny pałęta się po lesie, bo ktoś go tam przywiązał sznurkiem do drzewa, który on odgryzł, albo o fokę, którą gdzieś na Helu złapali pracownicy  &lt;a href="http://www.fokarium.pl/"&gt;Fokarium&lt;/a&gt;, żeby rozmnożyć, a potem wypuścić na wolność ją i jej dzieci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc nie umiem o tym napisać. Mogę powiedzieć tylko, że w pełni rozumiem już znaczenie słowa 'nieodwracalne'. I nie będę też mówić, że mama była najcudowniejsza z tymi swoimi słabościami i chorym sercem. I że nasze serca wprost krwawią z bólu i tęsknoty za nią i łzy nam lecą z oczu, kiedy myślimy o zbliżających się świętach. Bo przecież nie powiem tu też, że spora część rozmów rodzinnych krąży teraz wokół tego, w jaki sposób i w jakich okolicznościach mama właśnie nam się śniła i co chciała przez to powiedzieć, albo co akurat mówiła całkiem wprost. To są piękne sny. Mama mówi do nas ciągle – koniecznie np. radzi zrobić badanie krwi, odradza przeprowadzkę, pokazuje, do której szafki schowała taką blaszaną puszkę z etykietą "HERBATA INDYJSKA", której szukaliśmy kilka dni. Taką &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mamy&lt;/span&gt; komunikację. Jest taki młody człowiek, dziennikarz, który określa się jako "katol z betoniarki" (sam tak na swoim blogu napisał), nazywa się Szymon Hołownia. Nie zgadzam się ze wszystkim, co pisze, bo to jednak - jak napisałam – młody człowiek. Ale w książce, którą właśnie połknęłam i wracam do niej ciągle pt. &lt;a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,446,tytul,Tabletki%20z%20krzy%C5%BCykiem"&gt;"Tabletki z krzyżykiem. Pierwsza pomoc w lękach związanych z Bogiem, końcem świata, czyśćcem i duchami"&lt;/a&gt; twierdzi, że trzeba dać zmarłym pójść w swoją stronę, którąkolwiek bądź, nie trzymać ich przy sobie, nie prosić o radę, nie zadawać pytań, licząc, że odpowiedzą nam np. we śnie. Nie pytamy, ale otrzymujemy odpowiedzi. Niektórzy uważają, że te sny to tylko projekcja naszych myśli wymieszanych ze wspomnieniami. Może i tak. Ale ja wiem, że mama dalej ma na nas oko, dowodzi i dzielnie zarządza rodziną – tylko że z naszych snów. Dzięki, mamo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze zacytuję fragment wiersza Margaret Atwood z tomu NAMIOT. &lt;br /&gt;Wiersz ma tytuł "Przywróćcie Mamę: Inwokacja"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;Przywróćcie Mamę, &lt;br /&gt;piekącą chleb Mamę,&lt;br /&gt;w wykrochmalonym fartuszku w kratkę,&lt;br /&gt;takim, jak fartuszki, które szyliśmy dla niej&lt;br /&gt;na zajęciach praktycznych&lt;br /&gt;i wręczaliśmy jej jako niespodziankę&lt;br /&gt;na Dzień Matki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamę, która nie miała pracy&lt;br /&gt;bo i po co miałaby mieć (...)&lt;br /&gt;która uśmiechała się słabym uśmiechem roboczego wołu na uwięzi,&lt;br /&gt;gdy przemykaliśmy koło niej,&lt;br /&gt;przepełnieni pewnością i pogardą, &lt;br /&gt;i silnym postanowieniem, by nigdy nie być jak ona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brak nam Ciebie, Mamo,&lt;br /&gt;chociaż besztano cię z niezłym zyskiem w czasopismach i książkach&lt;br /&gt;za kompletne psucie swoich dzieci&lt;br /&gt;– czyli nas –&lt;br /&gt;nie dość mocnym ich kochaniem,&lt;br /&gt;kochaniem ich zbyt bardzo,&lt;br /&gt;zbyt silnym domaganiem się, by cię kochały,&lt;br /&gt;jakąś dysfunkcją w kochaniu&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Cytat z wiersza Wisławy Szymborskiej "Nic dwa razy się nie zdarza"&lt;br /&gt;Fot. Kwiaty w ogrodzie Ś.P. dziadka mojego chłopaka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-3243359551420023350?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/3243359551420023350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=3243359551420023350&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3243359551420023350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3243359551420023350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/12/my-dad-went-holymoj-tata-zosta-swietym.html' title='My dad went holy/Mój tata został świętym'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SyNpfcfNk2I/AAAAAAAAA3s/C--cRy0JDVQ/s72-c/P1150376.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-7482593873262569915</id><published>2009-11-21T10:30:00.006+01:00</published><updated>2009-11-21T11:07:07.940+01:00</updated><title type='text'>My pictures in this book/ Ładne zdjęcia w książce "Nie tylko Bollywood"</title><content type='html'>Jest już &lt;a href="http://ha.art.pl/index.php?var1=ShowHaartBook2All&amp;&amp;var2=270"&gt;książka&lt;/a&gt;, w której są też moje zdjęcia z Indii! Wydało ją 19 listopada wydawnictwo, które się nie opłaca, czyli Ha!Art. Tom ukazał się w cyklu Linia Filmowa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SwQoGrmTzXI/AAAAAAAAA3E/80aI5uhnWBk/s1600/270.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 285px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SwQoGrmTzXI/AAAAAAAAA3E/80aI5uhnWBk/s400/270.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405489547999169906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prawda czekam na egzemplarz autorski, który jeszcze do mnie z Krakowa nie dotarł, a w stolicy książki nie ma ani w Empikach, ani w Trafficu, ale będzie od środy. Niecierpliwi mogą ją już zamówić (za 40 zł) w &lt;a href="http://ha.art.pl/sklep/index.php?p176,nie-tylko-bollywood"&gt;sklepie internetowym&lt;/a&gt; Ha!Artu.&lt;br /&gt;Cieszę się i polecam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Swe6MpDuFZI/AAAAAAAAA3M/yflTjIICk6w/s1600/P1140473.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Swe6MpDuFZI/AAAAAAAAA3M/yflTjIICk6w/s400/P1140473.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406494604024223122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bombaj, miasto przemysłu bollywoodzkiego i slumsów&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-7482593873262569915?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/7482593873262569915/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=7482593873262569915&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7482593873262569915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7482593873262569915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/11/my-pictures-in-this-book-adne-zdjecia-w.html' title='My pictures in this book/ Ładne zdjęcia w książce &quot;Nie tylko Bollywood&quot;'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SwQoGrmTzXI/AAAAAAAAA3E/80aI5uhnWBk/s72-c/270.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-7794408371661992110</id><published>2009-11-16T17:59:00.016+01:00</published><updated>2009-11-18T08:40:53.997+01:00</updated><title type='text'>Don't go to India if you don't like people/Kto nie lubi ludzi, niech do Indii nie jedzie</title><content type='html'>Ten blog jest bez sensu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak przynajmniej wynikałoby z początku tej książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SwKGdUuB42I/AAAAAAAAA28/G3zmyhSnlD8/s1600/alfabet_zakochanego12.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 120px; height: 189px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SwKGdUuB42I/AAAAAAAAA28/G3zmyhSnlD8/s400/alfabet_zakochanego12.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405030341134115682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jej pierwsza strona zniechęca do tego, co robię na tym blogu od ponad roku: próbuję zrozumieć, usystematyzować, nadać strukturę, zanalizować, oswoić, przyłożyć do znanych kategorii postrzegania świata, zdefiniować według europejskich standardów, przełożyć na zrozumiały język ten cały, hipnotyzujący indysjki chaos.  &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Jean-Claude Carriere, autor wydanego właśnie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Alfabetu zakochanego w Indiach&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; odwodzi od tego pomysłu i ostrzega, że to wszystko jest po prostu niemożliwe.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kto nie lubi ludzi, niech nie jedzie do Indii. Nie można zwiedzać tej osobliwej republiki w bezpiecznym kokonie, w autobusie turystycznym, jadącym od zabytku do zabytku, z oczami zamkniętymi na kraj i ludzi. Byłoby to zamierzenie niepojęte, niewykonalne. Najważniejszym krajobrazem jest tutaj tłum. Uczestniczy we wszystkim. Pewnie dlatego bohaterów literatury indyjskiej od najdawniejszych czasów tak często pociągało wygnanie i samotność, wyrzeczenie, odejście.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta książka uruchamia we mnie uczucie, którego nie lubię, oj nie lubię, niestety od czasu do czasu muszę się z nim zmagać. Zawiść. Bo książka jest taka, jaką właśnie chciałabym napisać. Z moim – zdaniem niektórych ograniczającym – zamiłowaniem do szufladkowania konwencja alfabetu byłaby wprost genialna w swej prostocie. Uwielbiam tego typu publikacje, bo można je czytać wyrywkowo, nie gubiąc przy tym wątku. Jest to oczywiście pewne upraszczanie i zarazem spłaszczanie lektury, ale nie będziemy tu przecież dyskutować na temat wyższości literackich form krótkich nad długimi. Jean-Claude Carriere napisał książkę bliską memu sercu także dlatego, że jest Francuzem. A ten nieco &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ą-ę&lt;/span&gt; sposób myślenia nadal mi odpowiada. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę o Indiach wydał ostatnio także Polak, Kret Jarosław, egiptolog i współpracownik &lt;span style="font-style:italic;"&gt;National Geographic&lt;/span&gt;, bardziej jednak znany jako dziennikarz i ten pan od pogody z telewizji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SwGFOsJhydI/AAAAAAAAA20/eAIsLTdzlgc/s1600/Moje-Indie-Przygoda-nie-pyta-o-adres_Jaroslaw-Kret,images_product,17,978-83-247-1802-3.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 280px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SwGFOsJhydI/AAAAAAAAA20/eAIsLTdzlgc/s400/Moje-Indie-Przygoda-nie-pyta-o-adres_Jaroslaw-Kret,images_product,17,978-83-247-1802-3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404747515237091794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego sposób narracji trafia do mnie nieco mniej, choć jest bardzo sugestywny i plastyczny. Ale czerwone światło z napisem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;zawiść&lt;/span&gt; włącza się także i wtedy, kiedy o tej książce myślę. Taka jestem – marna kreatura. Może dlatego tak jest, że pan Kret był w Indiach mniej więcej w tym samym czasie co ja, bo spotkaliśmy się poczekalni warszawskiego Sanepidu na Żelaznej, kiedy przyszedł zaszczepić się przed wyjazdem. I proszę bardzo – półtora roku minęło i jest książka. A ja – co?! Nic. Tylko jakieś blogowanie. Co prawda dziś właśnie ukazała się druga już książka pod moją redakcją, ale z Indiami nie ma ona nic wspólnego, więc nie będę się chwaliła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Kret na pewno wiele przeżył, bo w Indiach będąc nie da się zachować obojętności, a maska musi w końcu z twarzy spaść. Czy spadła? Posłuchajcie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="640" height="395"&gt;&lt;param name="movie" value="http://studio.wp.pl/qw805721"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="opaque"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="flashvars" value="embed=true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://studio.wp.pl/qw805721" type="application/x-shockwave-flash" wmode="opaque" width="640" height="395" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always" flashvars="embed=true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I poczytać możecie &lt;a href="http://www.turystyka.wp.pl/kat,3,wid,11243299,title,jaroslaw-kret-moje-indie,artykul.html"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Trochę więcej przeżył chyba jednak Jean-Claude Carriere (pisarz i scenarzysta, pisał m.in. scenariusze do filmów Luisa Bunuele'a, Milosa Formana, Andrzeja Wajdy, Louise Malle'a, Volkera Schlondorffa, Jean-Luc Godarda, Carlosa Saury), który zanim swój alfabet wydał, był w Indiach aż 30 razy! Szacunek, naprawdę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Alfabecie...&lt;/span&gt; Pod literą &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;T&lt;/span&gt; mamy hasło &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Terapia&lt;/span&gt;. Czytamy:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Indie leczą z depresji.&lt;/span&gt; Wydaje mi się, że przekonałem się już o tym nie raz. Jest to rodzaj terapii, która nie ma nic wspólnego z lekarstwami, ani z żadnym magicznym guru, tylko z samą obecnością w Indiach. (...) A to z prostego powodu: Indie, spektakl, jakim są Indie, w tym czy w innym momencie zmusza nas do wyjścia poza siebie. Nie sposób, czy prawie nie sposób być tu zamkniętym, tkwić wciąż w kręgu własnych, egzotycznych problemów, niespełnionych pragnień, obsesji, niezrozumienia. Indie nas dręczą, prowokują, uwodzą, odpychają, zdumiewają, hipnotyzują, krótko mówiąc – robią tyle i tak dobrze, że w końcu zapominamy o sobie i wyrzucamy z sibie to, co dotyczy tylko nas.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor wspomina też spotkanie na lotnisku w Delhi z Jacqueline, żoną Marco, znajomego Jean-Claude'a, zmarłego reżysera. Kilka lat wcześniej, będąc u nich w domu, opowiadał im o swojej teorii dotyczącej terapeutycznego wpływu Indii na psychikę. Marco i Jacqueline uprzejmie słuchali, lecz kiwali głowami z niedowierzaniem. Spotkanie na lotnisku miało miejsce parę lat po śmierci Marco; Jacqueline ciągle pogrążona była w żałobie po mężu. Powiedziała mu wtedy: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Widzisz, poszłam za twoją radą, to działa. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potwierdzam: Indie to skuteczna terapia. Nie należy może do tanich, NFZ też jej nie refunduje, ale energia, którą daje, starcza na jakieś dwa lata – w sprzyjających okolicznościach. W bardziej skomplikowanych sytuacjach życiowych potrzeba pojechania tam znowu nadchodzi dużo szybciej. Biorąc pod uwagę moją obecną sytuację w tym roku, powinnam do Indii jeździć chyba co dwa miesiące. A jeśli na razie nie możecie pojechać, polecam obie książki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-7794408371661992110?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/7794408371661992110/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=7794408371661992110&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7794408371661992110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7794408371661992110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/11/dont-go-to-india-if-you-dont-like.html' title='Don&apos;t go to India if you don&apos;t like people/Kto nie lubi ludzi, niech do Indii nie jedzie'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SwKGdUuB42I/AAAAAAAAA28/G3zmyhSnlD8/s72-c/alfabet_zakochanego12.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2936102861385689841</id><published>2009-11-09T13:48:00.007+01:00</published><updated>2009-11-09T14:18:08.660+01:00</updated><title type='text'>Let's work together/Filmy</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.kulturalna.warszawa.pl/wydarzenia,1,18083.html"&gt;Dziś&lt;/a&gt; pokaz filmu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bengalskie ścieżki Grotowskiego&lt;/span&gt; w Muzeum Etnograficznym o godz. 18. &lt;br /&gt;Autorami filmu są Elżbieta Dziuk-Renik, fotogtrafka słynna z wielu wystaw ze zdjęciami z Indii, i Krzysztof Renik, dziennikarz, polonista, antropolog kultury, jego charakterystycznie donośny głos na pewno znacie z radia, bo jest korespondentem Polskiego Radia z New Delhi. Małżeństwo. Na marginesie dodam, że zawsze się wzruszam, kiedy słyszę, że para wspólnie coś tworzy. Lubię słuchać o ludziach, którzy mają podobne pasje, zainteresowania i potrafią dzięki nim i dla nich wznieść się ponad swoje indywidualne ambicje, zrealizować jakiś wspólny cel (czasem będący kompromisem), zamiast partykularnego celu własnego. To sztuka odłożenia na bok różnic międzyludzkich, ale też – albo przede wszystkim chyba – emocji i uczuć, by zrobić coś razem. Ale może na wyżyny wspólnej pracy twórczej potrafią się wznieść tylko ci, którzy wcale nie muszą niczego odkładać na bok, tylko po prostu mają podobny, naturalny całkiem przelot? No nie wiem. Wzruszam się po prostu chyba wtedy, bo tak nie mam, a chciałabym tak mieć. Ale wróćmy do planów, które można zrealizować solo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SvgSBHG-z5I/AAAAAAAAA2k/1XuwNwkiQUY/s1600-h/P1120167.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SvgSBHG-z5I/AAAAAAAAA2k/1XuwNwkiQUY/s400/P1120167.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402087563328409490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wspólna praca od małego, Gaya, Bihar&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bollywood.pl/wydarzenia.php?Id=1698"&gt;Jutro&lt;/a&gt; pokaz filmu &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Om_Shanti_Om"&gt;Om Shanti Om&lt;/a&gt; po praskiej stronie w kinie &lt;a href="http://www.novekino.pl/kina/praha/index.php?akt=24"&gt;NoveKino Praha&lt;/a&gt;. Pokaz odbędzie się w cyklu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oczami kobiet&lt;/span&gt;, w którym prezentowane są filmy reżyserowane przez kobiety. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Om Shanti Om&lt;/span&gt; to dzieło Farah Khan, słynnej bollywoodzkiej reżyserki i choreografki. A ten film to podobno klasyka i pozycja obowiązkowa dla fanów produkcji bollywoodzkich. Nie zaliczam się do nich, ale wybiorę się na ten pokaz, bo chcę zobaczyć, co tym razem znaczy ta "kobieca" klamra spinająca wtorkowe pokazy w NovymKinie Praha.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2936102861385689841?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2936102861385689841/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2936102861385689841&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2936102861385689841'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2936102861385689841'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/11/dzis-pokaz-filmu-bengalskie-sciezki.html' title='Let&apos;s work together/Filmy'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SvgSBHG-z5I/AAAAAAAAA2k/1XuwNwkiQUY/s72-c/P1120167.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1278785366872620427</id><published>2009-11-05T12:51:00.007+01:00</published><updated>2009-11-05T16:40:58.688+01:00</updated><title type='text'>Street Food Mumbai/Smacznego</title><content type='html'>Jakiś czas temu w sercu Żoliborza, a dokładniej w dawnym D.H. Merkury, kupiłam prawdziwe indyjskie metalowe naczynia: śliczne, małe błyszczące miseczki (katoris) na ryż, sosy lub warzywa, tacki (thali) na smażone ziemniaki lub czapati, które ustawia się na wielkich paterach (thal). Wszystko od 4 do 6 zł za sztukę i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Made in India&lt;/span&gt;. Zafascynowały mnie i przypomniały smaki i zapachy. Masala tea z kardamonem i mlekiem, czapati z gotowaną soczewicą, czarnuszka, intensywnie drażniąca woń kurkumy i szafranu, korzenny imbir i białe kawałki miękkiego, lekko słodkiego serka zatopione w sosie curry. I mleczny drink &lt;span style="font-style:italic;"&gt;lassi&lt;/span&gt;. Wszystko to można kupić w Polsce w sklepach sieci &lt;a href="http://www.kuchnieswiata.com.pl/sklepy.htm"&gt;Kuchnie Świata&lt;/a&gt;  To dobrze i nie dobrze też. Bo produkty z tych sklepów do świeżych raczej nie należą i smakują inaczej, niż w Indiach. I przez dostępność tracą (dla mnie) posmak egzotyki. Co innego jedzenie w restauracjach – smakuje lepiej. Choć nie sądzę, żeby cieciorka podawana np. w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bollywood&lt;/span&gt; pochodziła z upraw indyjskich (raczej jest to odmiana europejska), to przyrządzają ją indyjscy kucharze (widziałam!), a podają ubrani w ładne uniformy hinduscy studenci polskich politechnik. I tylko strzelają w półmrok zadymionych sal tymi swoimi białkami w oczach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc w rzadkim w ostatnich jesiennych czasach przypływie energii i dobrego humoru postanowiłam zająć się kuchnią. To nowe i niecodzienne dla mnie doświadczenie. Z reguły w kuchni króluje chłopak, który nie mając patriarchalnych korzeni nie przejawia przekornych, antykuchennych tendencji. Sztuka kulinarna jest mi więc obca, ale podobno też "jak chcę, to potrafię". Po obejrzeniu odcinka "Street Food" z Bombaju, chcę jeszcze bardziej. Smacznego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/EUMmaIONfjo&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/EUMmaIONfjo&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale uważajcie, jeśli obejrzycie drugą część filmu. Zobaczycie to, co zobaczyła dziennikarka Divya Gopalan, która wybrała się do slumsów Dharavi, skąd – jak się okazało – pochodzi duża część przekąsek sprzedawanych na ulicach i w restauracjach  Bombaju. O higienie w naszym, europejskim pojmowaniu nie ma co tu w ogóle wspominać, bo to pojęcie mocno względne dla mieszkańców Dharavi. Przemysł spożywczy w największych slumsach Azji kwitnie z trzech powodów: 1. taniość składników, 2. taniość dostaw do restauracji i 3. taniość siły roboczej. Doskonale powody te znają lokalni mafiozi. Tylko dzięki nim domowi producenci jedzenia z Dharavi mogą się dostać ze swoimi wyrobami do miasta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/D07WmXtxnGw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/D07WmXtxnGw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1278785366872620427?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1278785366872620427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1278785366872620427&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1278785366872620427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1278785366872620427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/11/street-food-mumbaismacznego.html' title='Street Food Mumbai/Smacznego'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2969955990618037638</id><published>2009-10-16T23:12:00.006+02:00</published><updated>2009-10-17T00:22:59.143+02:00</updated><title type='text'>JPII in India</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Stjl9H-RFOI/AAAAAAAAA2c/Ylk9TBuiz7o/s1600-h/JPIIg.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 358px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Stjl9H-RFOI/AAAAAAAAA2c/Ylk9TBuiz7o/s400/JPIIg.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5393313392051164386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Papamobil w wersji orientalnej. Fot. Arturo Mari (za www.dziennik.pl)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy przecież właśnie 31 rocznicę wyboru JPII na papieża, więc powiem tu też coś w kontekście indyjskim. Polski papież był w Indiach &lt;a href="http://www.centrumjp2.pl/node/64/Pielgrzymki"&gt;dwa razy&lt;/a&gt; - w 1986 i 1999 roku. Podczas pierwszej pielgrzymki, która miała miejsce od 31 stycznia do 10 lutego 1986 roku, spotkał się m.in. z moją ulubioną Agnes, czyli z Matką Teresą.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także wtedy wydarzyła się pewna historia. Przeczytałam o niej na www.mojeindie.com.pl: podczas jednego z występów artystycznych do Jana Pawła podbiegła hinduska tancerka i czerwoną farbą namalowała mu na czole trzecie oko Shiwy. Oko Shiwy to prawdziwie hinduski symbol, oznaczający wiedzę a nawet wszechwiedzę osoby je noszącej. Jego namalowanie na czole chrześcijańskiego przywódcy duchowego miało podkreślić jego boskość i zaznaczyć obecność boską - Boga lub Shivy. Chodziło o pokazanie, że hinduizm potrafi bratać się i współistnieć z innymi religiami. &lt;br /&gt;Gest ten zaplanowano i wyreżyserowano. Wywołał on najpierw aprobatę, a potem konsternację zebranych hinduskich dostojników i chrześcijańskich kapłanów, kiedy tancerka w akcie rozpaczy i zakłopotania - tak to przynajmniej dla większości obserwujących wyglądało - podbiegła do papieża ponownie i starła z jego czoła trzecie oko. Ciekawe.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2969955990618037638?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2969955990618037638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2969955990618037638&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2969955990618037638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2969955990618037638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/10/jpii-in-india.html' title='JPII in India'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Stjl9H-RFOI/AAAAAAAAA2c/Ylk9TBuiz7o/s72-c/JPIIg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-7090334555540099906</id><published>2009-10-16T20:32:00.005+02:00</published><updated>2009-10-16T21:12:30.682+02:00</updated><title type='text'>Can't wait this book/Nie tylko Bollywood</title><content type='html'>Czekam i czekam na tę książkę! "Nie tylko Bollywood" pod redakcją Grażyny Stachówny - znakomitej historyczki filmu i autorki książek z dziedziny filmoznawstwa (m.in "Roman Polański i jego filmy", "Roman Polański od A do Z") i świetnego tłumacza (to on tłumaczyl m.in. "Anię z Zielonego Wzgórza"), filologa i orientalisty Przemysława Piekarskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sti8f7VMf3I/AAAAAAAAA2U/6LYrH_I5f5c/s1600-h/nietylkobollywood.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 252px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sti8f7VMf3I/AAAAAAAAA2U/6LYrH_I5f5c/s400/nietylkobollywood.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5393267810464726898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapowiada się ekscytująco. Dla mnie - głównie z powodu obecności słówka "nie" w tytule. Książkę wkrótce wyda Korporacja Ha!Art. Na razie cytuję za wydawnictwem kilka tematów ze spisu treści (co prawda brak w nim kilku zagadnień, ale o tym jeszcze może napiszę kiedy indziej):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;em&gt;- Urszula Woźniakowska - Teatr Parsów, czyli skąd się wziął Bollywood &lt;br /&gt;- Adriana Celińska - Jane Austen w stylu masala. Duma i uprzedzenie - od dziewiętnastowiecznej angielskiej powieści do współczesnej indyjskiej komedii&lt;br /&gt;- Tatiana Szurlej - "Trylogia żywiołów" Deepy Mehty, czyli wszystko to, czego nie chcemy wiedzieć o Indiach &lt;br /&gt;- Patrycja Włodek - Mira Nair – upojona życiem &lt;br /&gt;- Agnieszka Lewandowska - Kobieta jako odmieniec w filmach Aparny Sen &lt;br /&gt;- Deimantas Valanciunas - Przedstawienie kobiety idealnej w popularnym kinie indyjskim &lt;br /&gt;- Karolina Kosińska - Radha nie jest na sprzedaż! Kobieta i wywrotowość w Mother India Mehbooba Khana &lt;br /&gt;- Jadwiga Majdanik - Kobieca seksualność w komercyjnym kinie hindi &lt;br /&gt;- Jarosław Pietrzak - Mężczyzna, kobieta i Bollywood. Struktura męskiej dominacji i jej subwersje we współczesnym popularnym kinie hindi &lt;br /&gt;- Marta Raczek - Parampara jako źródło cierpień? Małżeństwa aranżowane i problem zdrady w kinie induskim na przełomie XX i XXI wieku &lt;br /&gt;- Joanna Aleksandrowicz - Chłopak znad Gangesu i zimny drań. Podwójne życie Dona &lt;br /&gt;- Andrzej Kołodyński - Zwycięstwo Arkadii. Filmowe echa konfliktu indyjsko-pakistańskiego &lt;br /&gt;- Piotr Kuśmierczyk - Indyjskie Fale Dunaju. Opowieść o dobrze znanej melodii &lt;br /&gt;- Małgorzata Straszewska - Przemoc, nacjonalizm, tańce i wzruszenia: Kollywood – tamilski przemysł filmowy&lt;br /&gt;- Joanna Nadolna - Od herbaciarza do milionera - Slumdog. Milioner z ulicy &lt;br /&gt;- Martyna Olszowska - Wszyscy kochają Bollywood, Bollywood kocha wszystkich. Zmiany w ideologii, stylu i produkcji filmów hinduskich w XXI wieku &lt;br /&gt;- Dagmara Bożałek - Bollymania - polscy fani filmów hollywoodzkich &lt;/em&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-7090334555540099906?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/7090334555540099906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=7090334555540099906&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7090334555540099906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7090334555540099906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/10/cant-wait-this-booknie-tylko-bollywood.html' title='Can&apos;t wait this book/Nie tylko Bollywood'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sti8f7VMf3I/AAAAAAAAA2U/6LYrH_I5f5c/s72-c/nietylkobollywood.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-7091772786355304385</id><published>2009-10-10T00:32:00.006+02:00</published><updated>2009-10-10T01:07:41.393+02:00</updated><title type='text'>Smile</title><content type='html'>No nie lubię tu pokazywać swoich zdjęć za bardzo, także dlatego, żeby blog ten nie zbliżył się niebezpiecznie do dziennika z podróży. Nie uważam wcale jednak, by było w takiej formie cokolwiek złego, przeciwnie - to wspaniały sposób na zapis wrażeń i podzielenie się nimi. Ale pozwolę sobie tu wrzucić kilka zdjęć z kluczem. W ramach osobistej akcji: Obrazy zamiast słów. W ramach przekory. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Ss_Ayq9-62I/AAAAAAAAA2M/vVqz_NwXaUQ/s1600-h/P1130598.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Ss_Ayq9-62I/AAAAAAAAA2M/vVqz_NwXaUQ/s400/P1130598.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5390739255746030434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dziewczyny z fundacji z dzielnicy czerwonych latarni w Kalkucie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Ss-9QQdJMFI/AAAAAAAAA2E/zsmFy4cV33I/s1600-h/P1120481.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Ss-9QQdJMFI/AAAAAAAAA2E/zsmFy4cV33I/s400/P1120481.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5390735365978533970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sroga mama Yadav, tym w razem cała w skowronkach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Ss-7epuJd3I/AAAAAAAAA10/VTuda3a_69A/s1600-h/P1110331.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Ss-7epuJd3I/AAAAAAAAA10/VTuda3a_69A/s400/P1110331.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5390733414255654770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Panowie strażnicy pilnujący tylnej bramy Taj Mahal&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Ss-8kIcr_fI/AAAAAAAAA18/oeBp6WMjiiw/s1600-h/DSC09092.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Ss-8kIcr_fI/AAAAAAAAA18/oeBp6WMjiiw/s400/DSC09092.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5390734607914892786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wielbłąd o imieniu Lala. Spędziałam z nim i na nim 3 dni. Niezwykłe, niezapomniane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-7091772786355304385?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/7091772786355304385/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=7091772786355304385&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7091772786355304385'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7091772786355304385'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/10/smile.html' title='Smile'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Ss_Ayq9-62I/AAAAAAAAA2M/vVqz_NwXaUQ/s72-c/P1130598.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6824375709826076064</id><published>2009-08-27T18:29:00.019+02:00</published><updated>2009-08-28T23:35:02.700+02:00</updated><title type='text'>Zakłamanie gejów indyjskich/Indian hypocrisy in "Yours emotionally"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Spa0fwpX4DI/AAAAAAAAA1c/iyCjLCmzcRM/s1600-h/yeshoot16.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Spa0fwpX4DI/AAAAAAAAA1c/iyCjLCmzcRM/s400/yeshoot16.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374681663040643122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten film był wielokrotnie w Polsce pokazywany na festiwalach filmów queer i o prawach człowieka. &lt;strong&gt;Yours emotionally&lt;/strong&gt; powstał w 2006 roku. Przy produkcji pracowało około 100 wolontariuszy związanych z różnymi indyjskimi organizacjami LGBT. Sceny kręcono w liczącym 40 tys. mieszkańców mieście Rajpipla w stanie Gujarat. Może to jakaś ostoja homoseksualistów indyjskich, a może nie, w każdym razie miejscowi specjalnie nie dziwili się, że na ulicach ich miasta filmowcy kręcą sceny co najmniej dwuznaczne. Podobno w Indiach panuje przyzwolenie na mężów, którzy sypiają z innymi mężczyznami, ale już takiego przyzwolenia nie ma raczej na zdradzające z kobietami żony. Z mężczyzną sypiał jeden ze starszych bohaterów filmu będący już dobrze po pięćdziesiątce wąsacz o kobieco dla nas brzmiącym imieniu Anna. Mężczyzna wiąże się jednak ze swoim kochankiem Murthym dopiero po śmierci żony. Razem otwierają hotel i żyją już na luzie, a może i nawet są zblazowani. &lt;br /&gt;Czasem nie jest łatwo żyć w zgodzie ze sobą, ale udaje się to drugiemu z partnerów. Murthy czekał kilkadziesiąt lat na Annę. Musiał wyjechać do Anglii, żeby uniknąć małżeństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygłaszane przez nich mądrości życiowe obserwujemy oczami dwóch przyjaciół. Ravi i Paul lądują na gejowskim party w małym indyjskim miasteczku Shimoga zaproszeni przez kumpla Ravi'ego z Bombaju. A ten Ravi to taki chłopak-marzyciel, niebieski ptak, który zakochuje się od pierwszego wejrzenia w Manim - ciemnowłosym przystojniaku z miejscowej kasty robotników. Sprawy komplikują się jak w prawdziwym romansie, kiedy Mani zostaje zmuszany do zalegalizowania związku z kobietą. Śmiałe sceny erotyczne przeplatają się z onirycznymi zdjęciami i dialogami obnażającymi stereotypowość i indyjską hipokryzję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reżyser filmu, Sridhar Rangayan, &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Spa3c4NkNiI/AAAAAAAAA1k/rK3_nKm-xPE/s1600-h/sridhar.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Spa3c4NkNiI/AAAAAAAAA1k/rK3_nKm-xPE/s400/sridhar.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374684912066770466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;twierdzi, że to film przede wszystkim o uczuciach:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Yours Emotionally is as much about love and passion as about cultural contrasts and gay identity as perceived from different angles. Though these elements are to form the backdrop, they actually thrust themselves to the forefront, entangling the five principal characters in its emotional web.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rangayan ma na swoim koncie inne filmy z kręgu gender/queer. Jeden z nich to mocny w wymowie i ciągle zakazany przez indyjskie Centralne Biuro Certyfikacji Filmowej (od 2003 roku!) obraz. Więcej o nim napiszę następnym razem. Tymczasem &lt;em&gt;Yours Emotionally&lt;/em&gt;, voila! &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/kYDFgQobBHE&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/kYDFgQobBHE&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fot.: (2) www.yoursemotionally.com  łść&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6824375709826076064?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6824375709826076064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6824375709826076064&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6824375709826076064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6824375709826076064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/08/zakamanie-gejow-indyjskichindian.html' title='Zakłamanie gejów indyjskich/Indian hypocrisy in &quot;Yours emotionally&quot;'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Spa0fwpX4DI/AAAAAAAAA1c/iyCjLCmzcRM/s72-c/yeshoot16.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2630208392177398350</id><published>2009-08-27T18:10:00.004+02:00</published><updated>2009-08-27T18:21:08.836+02:00</updated><title type='text'>Jesus + Krishna</title><content type='html'>Z cyklu: ciekawostki tego świata&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój znajomy przewodnik turystyczny i jednocześnie głęboko wierzący i religijny Hindus ma na pewnym portalu swój indyjski profil. A na tym profilu takie dosyć zabawne zdjęcie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SpawH97vz3I/AAAAAAAAA1M/PwF9Te63Awc/s1600-h/5525806_l_adefef85bccb0336ca12d7e059077f84.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 143px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SpawH97vz3I/AAAAAAAAA1M/PwF9Te63Awc/s400/5525806_l_adefef85bccb0336ca12d7e059077f84.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374676856243998578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Everything is possible in India.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&amp;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;You are never alone in India. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2630208392177398350?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2630208392177398350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2630208392177398350&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2630208392177398350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2630208392177398350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/08/jesus-krishna.html' title='Jesus + Krishna'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SpawH97vz3I/AAAAAAAAA1M/PwF9Te63Awc/s72-c/5525806_l_adefef85bccb0336ca12d7e059077f84.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-7579364522676265284</id><published>2009-08-04T15:08:00.010+02:00</published><updated>2009-08-07T22:49:19.413+02:00</updated><title type='text'>Masala in Warsaw/Masala w Warszawie</title><content type='html'>____________________OFERTA SPECJALNA__________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie działa już na ciebie Prozac, szoping w Tarasach ani dżin z tonikiem co wieczór (albo cztery)? Wciąż czujesz pustkę i znudzenie? Twoje życie nie ma sensu? Masz wiecznego doła bez powodu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;______________TA OFERTA JEST DLA CIEBIE!!!_______________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;VEC poszukuje wypalonych bankowców, marketingowców, copywriterów, PR-owców i innych sług Babilonu, żeby pomogli nam rozkręcić naszą szkołę AKA zbawić świat. Szukamy wolontariuszy na stanowiska nauczycieli angielskiego, sportu, ogrodników i pracowników medycznych. Musisz być sprawny fizycznie - nasza wieś leży 7 godzin piechotą po Himalajach od najbliższego autobusu. Musisz mówić po angielsku, a dzieci nauczą cię nepalskiego albo języka Szerpa. Musisz mieć otwartą głowę i być elastyczny. Musisz mieć co najmniej miesiąc wolnego, który nam poświęcisz. Musisz mieć kasę, żeby dotrzeć do Nepalu, bo nie stać nas na to, żeby postawić ci bilet. W zamian będziesz mieć co opowiadać znajomym, super foty do wklejenia na Facebooku i poczucie, że wreszcie zrobiłeś coś sensownego.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Żeby dowiedzieć się więcej, przyjdź w czwartek, 6 sierpnia do Powiększenia. Tam możesz dowiedzieć się więcej o Nepalu, naszej szkole, dzieciakach, i opcjach wolontariatu. Zagadaj Agnieszkę - wysoką blondynkę, która będzie sączyła białe wino przy barze. To nasz człowiek. Wszystko ci powie.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Możesz też wysłać nam maila na vecvolunteers@gmail.com a my odpowiemy na twoje pytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SnhAHGVWaQI/AAAAAAAAA0U/jLKS6JQY2-M/s1600-h/paczka_plakat_bar.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 271px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SnhAHGVWaQI/AAAAAAAAA0U/jLKS6JQY2-M/s400/paczka_plakat_bar.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366109446715369730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ofertę zacytowałam za jedną z moich ulubionych stołówek mentalnych: www.barmleczny.com/smaki-na-miescie&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Acha, zagrają: Masala Sound System i Burn Reynolds.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/vQYvYZIdv6c&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/vQYvYZIdv6c&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-7579364522676265284?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/7579364522676265284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=7579364522676265284&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7579364522676265284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7579364522676265284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/08/masala-in-warsawmasala-w-warszawie.html' title='Masala in Warsaw/Masala w Warszawie'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SnhAHGVWaQI/AAAAAAAAA0U/jLKS6JQY2-M/s72-c/paczka_plakat_bar.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5537697265643582826</id><published>2009-07-22T10:25:00.018+02:00</published><updated>2009-07-28T19:22:16.856+02:00</updated><title type='text'>Sudeep Sen in Polish mag/Indie w Ricie</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;RitaBaum? Nie mamy czegoś takiego... Na Nowym Świecie były dwa, w Arkadii - 6. Aa, nie, u nas też było coś takiego! Jeden egzemplarz. Sprzedał się. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taką dystrybucję ma w stolicy to zacne pismo artystyczne z mojego ulubionego miasta Wrocławia. RitaBaum. Chciałam je kupić w Złotych, żeby wam tu zacytować co nieco. Przypomniało mi się, że kiedyś ten numer przeglądałam, ale chwilowo o nim zapomniałam. A przytoczyć tu chciałam zwłaszcza jeden z wierszy indyjskiego 45-letniego poety &lt;a href="http://www.sudeepsen.net"&gt;Sudeepa Sena&lt;/a&gt;, z którym też wywiad Rita w tym numerze proponuje. Sen, prócz tego, że jest znakomitym poetą, został w 2006 roku wydawcą jedynego chyba w Indiach artizne'u zatytułowanego &lt;a   href="http://www.atlasaarkarts.zoomshare.com"&gt;Atlas&lt;/a&gt;. Dodajmy, że jest to artzine międzynarodowy. W brytyjsko-indyjskim magazynie znajdziemy mieszankę starej i nowej poezji, ale też wywiady z filmowcami, fotografami i artystami współczesnymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Smd_k2L2JaI/AAAAAAAAA0M/nAa-c7im3e4/s1600-h/71%5B1%5D.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 120px; height: 170px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Smd_k2L2JaI/AAAAAAAAA0M/nAa-c7im3e4/s400/71%5B1%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361394152405083554" /&gt;&lt;/a&gt; Przystojny, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chętnie poczytałabym, co o Senie piszą w Ricie. I o fotografii indyjskiej. Może w innych miastach Ritę da się jeszcze kupić, albo chociaż przejrzeć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SmCFFPyTWCI/AAAAAAAAAz0/mNXNoDozLj4/s1600-h/rita13.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 287px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SmCFFPyTWCI/AAAAAAAAAz0/mNXNoDozLj4/s400/rita13.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5359429881754245154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;UPDATE: Kupilam! W Arkadii. I cytuję:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pewnej księżycowej grudniowej nocy&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnej księżycowej grudniowej nocy&lt;br /&gt;przyszłaś, stukając do mych drzwi,&lt;br /&gt;nie spieszyłem się otwierać.&lt;br /&gt;Kiedy to zrobiłem,&lt;br /&gt;był tylko jedwabny szal,&lt;br /&gt;postrzępiony, na wpół uwięzły w zatrzasku.*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;The Man With Night Sweats&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wake cold, I who&lt;br /&gt;Prospered through dreams of heat&lt;br /&gt;Wake to their residue,&lt;br /&gt;Sweat, and a clinging sheet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;* Ze zbioru: Postmarked India: New &amp; Selected Poems (HarperCollins)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Fot. www.peepaltreepress.com&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5537697265643582826?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5537697265643582826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5537697265643582826&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5537697265643582826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5537697265643582826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/07/sudeep-sen-in-polish-magindie-w-ricie.html' title='Sudeep Sen in Polish mag/Indie w Ricie'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Smd_k2L2JaI/AAAAAAAAA0M/nAa-c7im3e4/s72-c/71%5B1%5D.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6362531481604502413</id><published>2009-07-19T22:40:00.029+02:00</published><updated>2009-07-21T10:27:50.406+02:00</updated><title type='text'>Postcard form Life/Pocztówka z życia</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SmTMkLeIX1I/AAAAAAAAAz8/sGLXA6Rz998/s1600-h/DSC09890.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SmTMkLeIX1I/AAAAAAAAAz8/sGLXA6Rz998/s400/DSC09890.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360634378404257618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc trochę mnie tu nie było. &lt;em&gt;Ech, życie&lt;/em&gt; - tak często wzdycha koleżanka zza biurka, która wkrótce - z powodu kryzysu - będzie musiała znaleźć sobie inne biurko. Życie płynęło ostatnio pod znakiem: konferencji i &lt;a href="http://foto.lorga.pl/details.php?image_id=3947"&gt;kongresów&lt;/a&gt;, słomianych zapałów, literackich nagród od instytutów i feministek oraz dyplomów z błędem w imieniu, uścisków dłoni, oparów piwno-papierosowych w oparach absurdu, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=q5VGsepEkcg&amp;feature=related"&gt;punkowych koncertów&lt;/a&gt;, kryzysowego kopa w dupę, pokoju w starej kamienicy z widokiem na morze, wypraw do matriarchalnych korzeni i powrotów z butelkami &lt;a href="http://turystyka.gazeta.pl/Turystyka/1,82269,6537256.html"&gt;Mamrota&lt;/a&gt; w bagażniku (i jedną w torebce), ostrych dyżurów laryngologicznych, niezapowiedzianych wizyt, niewykupionych recept, przestraszonej odgłosem strzału suki wbiegającej nocą do domu, gofrów z bitą śmietaną i jagodami, jadu osy wyssanego ze stopy, dancingu w peerelowskim pensjonacie w środku lasu, listu do dziadka z 1947 roku znalezionego na strychu, różańca w lodowatych rękach babci leżącej w trumnie, wibrującego odgłosu dojarki, który fascynował mnie od dziecka, radości z "Atame", złości na &lt;a href="http://www.traffic-club.pl/sklep/ksiazki_show/id_product/310437.html"&gt;Esther Vilar&lt;/a&gt;, przytulającego się 9-latka: "ciotka, zostań z nami". A teraz wiem też, że mogłabym jeszcze napisać poradnik pt. &lt;em&gt;Jak pojechać z partnerem na wakacje i rozstać się po powrocie&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SmTNH7_weWI/AAAAAAAAA0E/m3mjwxY9zvI/s1600-h/DSC09921.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SmTNH7_weWI/AAAAAAAAA0E/m3mjwxY9zvI/s400/DSC09921.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360634992725621090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od Indii też miałam wakacje. Ale nie zapomniałam. Nadal będę tu flirtować i filtrować przez indyjskie perspektywy różne zdarzenia życiowe. Te &lt;em&gt;niewątpliwie &lt;/em&gt;głębokie nieraz przemyślenia i &lt;em&gt;ważne &lt;/em&gt;wskazówki życiowe przeniosę też trochę gdzie indziej, ale o tym na razie sza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6362531481604502413?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6362531481604502413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6362531481604502413&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6362531481604502413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6362531481604502413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/07/poscard-form-lifepocztowka-z-zycia.html' title='Postcard form Life/Pocztówka z życia'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SmTMkLeIX1I/AAAAAAAAAz8/sGLXA6Rz998/s72-c/DSC09890.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2374713313779031237</id><published>2009-05-30T00:52:00.001+02:00</published><updated>2009-05-30T00:52:27.972+02:00</updated><title type='text'>Indian Nikifor/Hinduski Nikifor</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Shhlw9fKjmI/AAAAAAAAAzM/sWBPxRIVC5E/s1600-h/Kashinath.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 355px; height: 331px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Shhlw9fKjmI/AAAAAAAAAzM/sWBPxRIVC5E/s400/Kashinath.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5339129250061127266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zdjęciu jest człowiek określany &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hinduskim Nikiforem&lt;/span&gt;. Podobno miał 44 lata, ale nikt nie jest w stanie tego potwierdzić, bo kiedy 30 marca br. zmarł, nie miał ze sobą żadnych dokumentów. Nigdy ich nie miał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ShhmA1Y04bI/AAAAAAAAAzU/x_mqEvog6z4/s1600-h/krynica2.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 340px height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ShhmA1Y04bI/AAAAAAAAAzU/x_mqEvog6z4/s400/krynica2.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5339129522764964274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to jest zdjęcie tego, co narysował, siedząc pod sklepem z butami. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Hinduski Nikifor naprawdę nazywał się Chauhan Kashinath. Codziennie rano szedł 12 km z małej wioski na przedmieściach do centrum &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Puna_(miasto)"&gt;Puny&lt;/a&gt;. Siadał pod sklepem Baty i - jako że był pucybutem - czyścił ludziom buty. W wolnych chwilach rysował. Różne rzeczy, najczęściej hinduskie bóstwa, ale też bollywoodzkie gwiazdy. Drobne pieniądze, które zarabiał polerując buty z wyższych kast, zabierał mu syn alkoholik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego razu, a było to w 2005 roku, do Puny przyjechała para artystów i filmowców, by promować swój film o Nikiforze. Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze wracali już do domu, kiedy przypadkiem wpadli na Kashinatha. To, co rysował resztkami kredek wydało im się jakoś znajome, choć przecież zupełnie egzotyczne. Ta dziecięca, nieudolna ale dokładna kreska coś im przypominała. Tak! To przecież ten sam naiwny styl! To styl Epifaniusza Drowniaka, czyli Nikifora Krynickiego. Kupili od Kashinatha prawie wszystkie prace, które nosił ze sobą. A nosiło się je całkiem wygodnie, bo Kashinath malował je na sztywnych resztkach kartonowych pudełek po butach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joanna i Krzysztof przywieźli rysunki do Polski. Prace objechały już kilka galerii (są własnością galerii Wirydarz w Lublinie). Ja to drugie zdjęcie przywiozłam z majówkowej wizyty w Muzeum Nikifora w Galerii Romanówka w Krynicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;A z ostatniego weekendu w mieście chłopców w białych komunijnych garniturkach, mimów i fotograficznych maniaków przywiozłam w niezawodnym SONY'M to zdjęcie. Nie ma ono w ogóle związku z tym, co napisałam wyżej, ale że ostatnio czytam &lt;a href="http://bunkier.art.pl/wystawy/pokaz/29"&gt;Witkacego&lt;/a&gt;, niech to będzie taki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tribute to&lt;/span&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SiBWf_KV1-I/AAAAAAAAAzc/qZdjQ99WxIg/s1600-h/DSC09840.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SiBWf_KV1-I/AAAAAAAAAzc/qZdjQ99WxIg/s400/DSC09840.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5341364265592149986" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Copyright JJ&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2374713313779031237?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2374713313779031237/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2374713313779031237&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2374713313779031237'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2374713313779031237'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/05/indian-nikiforhinduski-nikifor_30.html' title='Indian Nikifor/Hinduski Nikifor'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Shhlw9fKjmI/AAAAAAAAAzM/sWBPxRIVC5E/s72-c/Kashinath.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4147755225321427550</id><published>2009-05-12T20:44:00.008+02:00</published><updated>2009-05-13T17:34:10.002+02:00</updated><title type='text'>Gandhi was more violent than Hitler was</title><content type='html'>&lt;em&gt;Gandhi was more violent than Hitler was. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak uważa bardzo ostatnio modny i popularny w pewnych (młodych zwłaszcza) kręgach myśliciel &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Slavoj_%C5%BDi%C5%BEek"&gt;Slawoy Zizek&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SgrkXgd57MI/AAAAAAAAAzA/uLpsrN-GIYI/s1600-h/20090511040226_Zizek_okladka.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 83px; height: 115px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SgrkXgd57MI/AAAAAAAAAzA/uLpsrN-GIYI/s400/20090511040226_Zizek_okladka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5335327801077263554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A przynajmniej tak powiedział wczoraj w szacownym Audytorium Maximum UW. Nie należy tego oczywiście traktować dosłownie. Zaraz wyjaśnię, co chciał cyniczny mistrz przez to karkołomne stwierdzenie powiedzieć. Tak, tak, bo mistrz oprócz cynizmu ma też poczucie humoru. (To, na marginesie, połączenie, które bardzo lubię u przedstawicieli gatunku męskiego. A do tego jeszcze jest błyskotliwy i charyzmatyczny. Dlaczego tak mało jest na świecie takich osobników?!) I był to przykład na to, że działania Gandhiego zmierzające do obalenia brytyjskiego kapitalizmu były bardziej przemyślane i skuteczne niż działania Hitlera. Agresja Gandhiego była po prostu bardziej wyrafinowana niż agresja Hitlera, który, by osiągnąć cel, posługiwał się prostackim zabijaniem. I tak właśnie - sprytnie, rozważnie i mądrze powinniśmy działać i funkcjonować w demokracji liberalnej. Myśleć, rozmawiać działać. Jak Gandhi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zizek w swoim odczycie &lt;em&gt;Od tragedii do komedii, czyli co wydarzyło się w pierwszej dekadzie XXI wieku?&lt;/em&gt; powiedział jeszcze wiele zabawnych i ciekawie krytycznych rzeczy. Wyśmiał m.in. reklamy, ekologów, fanów Dalajlamy oraz &lt;em&gt;tanią filozofię orientalną&lt;/em&gt;. Tak. Tanią duchowość, która współczesnemu człowiekowi załatwia potrzebę wiary w absolut. A że buddyzm wydaje się religią bardzo radosną (w porównaniu np. z chrześcijaństwem) wielu kusi wiele zarazem obiecując.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A propos duchowości. Zizek pojawi się jeszcze raz w stolicy. Z o. Maciejem Ziembą podczas Warszawskich Spotkań Teatralnych będzie dyskutował o chrześcijaństwie i współczesnym kapitalizmie. Spotkanie poprowadzi pierwszy sekretarz Sierakowski.&lt;br /&gt;15 maja, godz. 12.00, dawna kawiarnia Nowy Świat 63.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie martwcie się, Zizek odwiedzi też jeszcze Kraków i Poznań. Jeśli interesuje was coś szczególnego, możecie zadać pytanie Zizkowi &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4147755225321427550?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4147755225321427550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4147755225321427550&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4147755225321427550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4147755225321427550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/05/gandhi-was-more-violent-than-hitler-was.html' title='Gandhi was more violent than Hitler was'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SgrkXgd57MI/AAAAAAAAAzA/uLpsrN-GIYI/s72-c/20090511040226_Zizek_okladka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-3010578992572022038</id><published>2009-05-08T16:14:00.003+02:00</published><updated>2009-05-10T15:55:48.695+02:00</updated><title type='text'>Big Love: Eliade &amp; Majtreji/Wielka Miłość: Eliade i Majtreji</title><content type='html'>Drogie dzieci, chcę wam opowiedzieć historię niezwykłą, literacką, wzruszającą. Historię miłosną, której bohaterowie to:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ON&lt;br /&gt;W życiu: Mircea. Eliade Mircea, oczywiście. 1907-1986. Rumuńsko-francuski humanista, filozof, antropolog, historyk religii, indolog, eseista, wykładowca prestiżowych szkół wyższych w Paryżu i USA. Przyjaciel Samuela Becketta, Emila Ciorana, Eugene Ionesco. &lt;br /&gt;W powieści: Allan, 21-letni student z Europy, inteligentny, przebiegły wręcz szelma, wrażliwy, ze skłonnościami do melancholii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ONA&lt;br /&gt;W życiu: Majtreji Devi, bengalska pisarka urodzona w Kalkucie. 1914-1990. &lt;br /&gt;W powieści: nieświadomie uwodzicielska 16-letnia córka filozofa indyjskiego, ciekawa, jędrna, nieco naiwna, choć wysoce uduchowiona, zakochana w mistrzu – poecie Rabindranathu Tagore.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MIEJSCE AKCJI: Indie(Kalkuta, Riszikesz)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1928 roku Mircea wyjechał z Bukaresztu na kilkuletnie stypendium do Kalkuty, gdzie studiował u wielkego Surendranatha Dasgupty. Zachłysnął się Indiami. Zachwycił się nimi, medytował przez rok (1931) w aśramie w Riszikeszu i napisał doktorat na temat jogi. W 1946 roku napisał też &lt;em&gt;Techniki jogi&lt;/em&gt;, które właśnie zakupiłam w Trafficu za jedyne, ekhem, 49.90 zł. Ale wcześniej zakochał się w indyjskiej dziewczynie i napisał w 1933 roku o tej miłości książkę, zatytułowaną imieniem dziewczyny &lt;em&gt;Majtreji&lt;/em&gt;. Niezwykle intymną opowieść o tym jak rodzi się uczucie, jak kochankowie zdają sobie z niego sprawę, jak walczą ze sobą i z uczuciem i jak w końcu mu się poddają. I już wiemy, że to wszystko musi skończyć się tragicznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sene_ZNNTGI/AAAAAAAAAyI/XS-TFY1Jnw0/s1600-h/majtreji.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 273px; height: 396px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sene_ZNNTGI/AAAAAAAAAyI/XS-TFY1Jnw0/s400/majtreji.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326033215021730914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że w tej książce (która raczej literackim kamieniem milowym w twórczości autora nie jest) pozwolił sobie Eliade na własną duchowość. Nie można powiedzieć, żeby duchowości brakowało w innych jego dziełach, ale ta jest szczególna, bo osobista. Eliade pofolgował swoim naukowym zasadom, wyraził emocje, dla których nie mogło być miejsca w wizjonerskich dziełach jego prozy naukowej. A najgorsze, że te emocje były skrajne: odraza i zachwyt, pogarda i uwielbienie. Były to też europejskie perspektywy, przez które patrzył wtedy na kulturę indyjską. I które wini za klęskę swojego uczucia i brak prawdziwego zrozumienia Indii, do którego dążył. Dopadała go na przemian orientofobia i orientomania. Co wcale nie przeszkadzało umieścić w powieści dzałających na wyobraźnię opisów erotycznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie głównie na te momenty zareagowała tytułowa Majtreji, czyli Majtreji Devi, wielka indyjska pisarka, córka filozofa Dasgupty, u którego studiował Eliade. Majtreji przeczytała jego książkę 40 lat po ich rozstaniu. Była juz wtedy żoną, matką i uznaną pisarką. Przeczytała i napisała na nią odpowiedź, czyli swoją wersję wydarzeń, zatytułowaną – a jakże – &lt;em&gt;Mircea&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SengCmu2WPI/AAAAAAAAAyQ/KsN6ogj5NNI/s1600-h/mircea.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 257px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SengCmu2WPI/AAAAAAAAAyQ/KsN6ogj5NNI/s400/mircea.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326034369703729394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osobiście wolę wersję Eliadego. M.in. dlatego, że Devi wypomina Eliademu krzywdzące ją - jej zdaniem i stawiające w złym świetle - miłosne opisy: &lt;em&gt;Ach, Mirceo, dlaczego napisałes te wszystkie kłamstwa? Czy prawda już nie wystarczyła? Czy napisałeś to dla korzyści finansowych, by powieść się lepiej rozeszła na rynku? W dzisiejszych czasach - jak zauważyłam - książka, która nie zawiera nieprzyzwoitych framgentów nie ma co liczyć na poczytność. To całe zepsucie, bezwstyd miłości fizycznej przyszło od was, z Zachodu. Przykre, że w końcu i mnie ubabrałeś w tym błocie. Mogę spojrzeć w oczy prawdzie, dlaczego jednak muszę dźwigać ciężar kłamstwa?&lt;/em&gt;  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takim właśnie duchu napisana jest &lt;em&gt;jej&lt;/em&gt; książka. Choć język jest piękny i pełen rozbudowanych opisów, to jestem zła na pisarkę Majtreji Devi. Jestem zła na nią, jako kobietę. Bo można było tę odpowiedź lepiej skonstruować, przemyśleć. Napisać to tak, żeby Eliade się zawstydził, skapitulował, napisał odpowiedź na jej odpowiedź, no nie wiem. A może razem ustalili, że niech prawda leży po środku i że na tym niech zakończy się ich wspólna historia? Powieść Devi, za którą uhonorowano ją największą indyjską nagrodą literacką, ukazała się w 1974 roku, zaraz po ich spotkaniu po latach. To musiało być mocne spotkanie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę Eliadego połknęłam z wypiekami na twarzy. W książce Devi zakładka ciągle jest gdzieś na 53. stronie. Ale obie powieści dają bogaty obraz życia w Indiach w latach 30. Wydaje mi się, że lepsze spojrzenie na kulturę - bo z zewnątrz - to to spisane przez Eliadego. Choć z drugiej strony cenię Devi np. za dokładne opisy zwyczajów nocy poślubnej w najwyższej kaście indyjskiej. Mają one niezwykłą wartość - antropologiczną, historyczną i są najzwyczajniej w świecie ciekawe. I nie mógł ich napisać ani mężczyzna, ani tym bardziej Europejczyk. No i ta żarliwość Mirka... Dążenia Eliadego do wtopienia się w kulturę Indii były w czasie, kiedy książka powstała, bardzo silne. Uważał wręcz, że Indie to &lt;em&gt;świat żywy. (...) Nasz świat jest martwy, wszystkie tak zwane białe kontynenty. Nie widzę tam już dla siebie mejsca.&lt;/em&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Devi natomiast, sądziła, że sam fakt mieszkania w Indiach wystarczy, by je poznać oraz pozwolić, by nastąpiła przemiana duchowa: &lt;em&gt;Ludzie zorientują się, że byłes w Indiach, jak tylko otworzysz usta. Najważniejsze są zmiany, które zajdą w tobie. Opalić możesz się gdziekolwiek w tropiku, lecz prwadziwa przemiana dokona się w tobie poprzez filozofię indyjską, którą studiujesz&lt;/em&gt;.**&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;em&gt;Majtreji&lt;/em&gt;, Eliade Mircea, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, 1988 r.&lt;br /&gt;** &lt;em&gt;Mircea&lt;/em&gt;, Majtreyi Devi, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1993 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-3010578992572022038?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/3010578992572022038/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=3010578992572022038&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3010578992572022038'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3010578992572022038'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/05/big-love-eliade-majtrejiwielka-miosc.html' title='Big Love: Eliade &amp;amp; Majtreji/Wielka Miłość: Eliade i Majtreji'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sene_ZNNTGI/AAAAAAAAAyI/XS-TFY1Jnw0/s72-c/majtreji.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4041807771229731327</id><published>2009-04-24T15:25:00.014+02:00</published><updated>2009-04-24T17:36:05.840+02:00</updated><title type='text'>President Pratibha Patil in Warsaw, Poland/Prezydent Indii Pratibha Patil w Polsce</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SfHIuhIyZeI/AAAAAAAAAy4/9nHNFykcb2I/s1600-h/President_Pratibha_Patil.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 210px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SfHIuhIyZeI/AAAAAAAAAy4/9nHNFykcb2I/s400/President_Pratibha_Patil.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328260535650772450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wiedzieliście, że do Polski przyleciała pani prezydent Indii? I to wczoraj? Ja np.  nie wiedziałam. A mam ten zwyczaj przeglądania gazet. Za to dowiedziałam się o tym dziś, kiedy zobaczyłam jej maleńkie zdjęcie w stołecznym dodatku do GW. Przeczytałam, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Pratibhy Devisingh Pati"&lt;/span&gt; poszła sobie wczoraj z mężem do Muzeum Powstania Warszawskiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Super, że jest ten news, naprawdę. Rażącym natomiast brakiem profesjonalizmu są aż dwa błędy w podpisie tego zdjęcia w &lt;a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/3292000,34862,6534556.html?b=http%3A%2F%2Fszukaj.gazeta.pl%2FportalSearch.do%3F%26s.si%28navigation%29.navigationEnabled%3Dtrue%26s.sm.query%3Dprezydent%2Bindii&amp;sz=1"&gt;wydaniu internetowym gazety&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze: nie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pratibhy&lt;/span&gt; lecz &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pratibha&lt;/span&gt;. Ok, mogę zrozumieć, że to pozostałość po próbie odmienienia jej imienia w podpisie. OK. Ale&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;po drugie: nie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pati&lt;/span&gt; lecz &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Patil&lt;/span&gt;!  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po trzecie nie ma nic o kontekście tej wizyty. No to wam powiem: 74-letnia Patil przyleciała do Polski czwarty raz. Może dlatego nikogo to już nie dziwi? Nikogo nie obchodzi, że kobieca głowa największej demokracji świata odwiedza nasz kraj. Egzotykę   najwyraźniej bardziej przybliżają nam reklamy wycieczek &lt;span style="font-style:italic;"&gt;lastminute&lt;/span&gt;, a nie informacje o indyjskiej pani prezydent. W Hiszpanii, którą też odwiedza (napisałam &lt;span style="font-style:italic;"&gt;odwiedza&lt;/span&gt;, bo nie wiem czy już to zrobiła, czy dopiero odwiedzi, a na ten temat też nasza prasa milczy.) podczas swojej europejskiej podróży, Patil będzie po raz pierwszy. Oto cele tych odwiedzin: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;"President's visit to Spain and Poland will not only improve bilateral ties with these two nations but also with the European Union," an official said.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Underlining the importance of both the countries, which are instrumental in helping India to further strengthen the growing partnership with the EU, the official said Spain will hold the EU Presidency next year at the time when India will hold the Troika meeting at the ministerial level&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej (choć też nie za wiele) na internetowej stronie indyjskiego tygodnika &lt;a href="http://indiatoday.intoday.in/index.php?option=com_content&amp;task=view&amp;id=37610&amp;sectionid=4&amp;Itemid=1&amp;issueid=102"&gt;India Today&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może cicho o tym wydarzeniu jest z powodu przeszłości pani prezydent? Prawniczka z Radżastanu słynie z walki o prawa kobiet. Niektórzy zarzucają jej jednak nepotyzm i kumoterstwo. Patil, będąc jeszcze gubernatorem Radżastanu, współzakładała bank dla kobiet. Ów udzielał podobno pożyczek jej krewnym, których ci nigdy bankowi nie oddali. Hmmm, może dlatego, że bank zamknięto w 2003 roku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, nie dość, że &lt;a href="http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article272901/Prezydent_sklada_kondolencje_I_znowu_gafa.html"&gt;gafa&lt;/a&gt;, już była, to jeszcze i to. Brawo, dyplomacjo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Śniło mi się dziś, że zabiła mnie chińska terrorystka. Albo japońska, nie wiem, skośnooka w każdym razie była. Strzeliła dwa razy z pistoletu. Działo się to na lotnisku w Bombaju, skąd leciałam do Delhi. Właśnie stałam w kolejce do odprawy paszportowej, kiedy wepchała się na mnie, za mnie i przede mnie grupa Chińczyków (lub Japończyków) w czarnych skórzanych kurtkach. Jeden strzelał do pań za kontuarem, drugi do ludzi, a dziewczyna najpierw długo kucała (?!) obok mnie, a potem wypaliła prosto we mnie. Nikt tego incydentu nie zauważył, ani nie słyszał, bo terroryści mieli pistolety z tłumikami. W moim boku bardzo wyraźnie było widać dwie dziury. Bolało. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fot. Wikipedia&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4041807771229731327?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4041807771229731327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4041807771229731327&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4041807771229731327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4041807771229731327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/04/president-pratibha-patil-in-warsaw.html' title='President Pratibha Patil in Warsaw, Poland/Prezydent Indii Pratibha Patil w Polsce'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SfHIuhIyZeI/AAAAAAAAAy4/9nHNFykcb2I/s72-c/President_Pratibha_Patil.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1155949251729310561</id><published>2009-04-19T14:19:00.022+02:00</published><updated>2009-04-19T20:33:11.226+02:00</updated><title type='text'>Histerical blindness/Histeryczna ślepota</title><content type='html'>Histeryczna ślepota to jeszcze nie określenie mojego stanu psychofizycznego. To tylko tytuł filmu &lt;strong&gt;Miry Nair&lt;/strong&gt;. O filamch tej urodzonej w 1957 roku w maleńkim indyjskim mieście Bhubaneshwar w stanie Orissa reżyserki można napisać wiele, trochę już było. Ale ten film chyba najbardziej ze wszystkch opowiada o kobietach. O relacjach kobiety z: przyjaciółką, matką, córką, babką. I z mężczyzną. Ten ostatni jest albo antypatycznym, gburowatym choć przystojnym ale nieczułym debilem, albo odchodzi lub umiera właśnie wtedy, kiedy kobieta się w nim na dobre zakochuje. A, jest jeszcze barman, ale ta postać męska ma w sobie tyle cech stereotypowych barmanów, że chyba nie ma sensu zastanawiać się nad szczególnymi motywami umieszczenia go w fabule. &lt;br /&gt;Kobiety w tym filmie to dwie przyjaciółki, matka jednej z nich oraz córka drugiej. I jeszcze biurowe koleżanki, klasycznie wredne i zawistne, ale - jak to koleżanki z pracy - nie odgrywają w naszym życiu przecież zbyt znaczących ról. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SetD3Mc-AUI/AAAAAAAAAyo/I0C9RL6w0XQ/s1600-h/uma_okl.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SetD3Mc-AUI/AAAAAAAAAyo/I0C9RL6w0XQ/s400/uma_okl.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326425599810339138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bohaterka ślepnie. Przestaje widzieć na skutek intensywnych emocji. No tak, dziewczyna po prostu za bardzo się wszystkim przejmuje - &lt;em&gt;jak to kobieta&lt;/em&gt; - powie mężczyzna. Niektórzy na zbyt wiele emocjonujących bodźców reagują migrenami, inni mdleją albo mają wrzody żołądka, a ona traci wzrok. &lt;br /&gt;Film nie jest wybitny - umówmy się. Chodzi o szukanie i znalezienie ciepła, miłości i porozumienia. Nikomu to w tym filmie się nie udaje, a na pewno nie udaje się znaleźć porozumienia z mężczyzną, i tak ma być, bo tak jest w wielu dramatch (film jest ekranizacją sztuki Laury Cahill). Wiadomo też, że dziewczyńske sposoby myślenia i reagowania są tak przewidywalne, jak podziemne ruchy fragmentów litosfery i jak przejazd ulicą indyjskiego miasta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za to bohaterka, którą gra Uma Thurman, nie pozwala obojętnie patrzeć w ekran. Patrzymy i jest nam głupio. I wstydzimy się za nią. Co ta dziewczyna wyprawia! Spodobał jej się pewien koleś z baru. A że chyba jest zdesperowana, to używa wszelkich dostępnych kobiecie narzędzi, by go usidlić. Efekt jest oczywiście odwrotny do zamierzonego. Przystojniak, owszem, zaprasza ją do siebie, ale tam zapada kłopotliwe milczenie. By przejść do rzeczy i rozladować atmosferę, piękna Debbie przypomina sobie, że robi &lt;em&gt;best blow job ever&lt;/em&gt;. Gra aktorska Umy nas denerwuje, coraz bardziej nie chcemy patrzeć na zagubioną, zestresowaną i pragnącą za wszelką cenę wyrwać kolesia z baru, upodlającą się i zeszmacającą się Debbie. Uśmiecha się, ale cały czas jest spięta. Nieudolne próby omotania gościa dają jakieś tam rezultaty, no bo jaki samiec da radę długo bronić się przed kimś, kto wygląda jak Uma? &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SetFlQNkQ-I/AAAAAAAAAyw/qUEz20HPrQA/s1600-h/UmaThurman.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 298px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SetFlQNkQ-I/AAAAAAAAAyw/qUEz20HPrQA/s400/UmaThurman.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326427490605089762" /&gt;&lt;/a&gt;Ale najgorsze jest to, że ona to wszystko robi wcale nie dla sportu, nie dla zabawy. Ona tego po prostu bardzo potrzebuje. Jest nam jej szkoda. Uczucie litości wzbiera w nas, dołącza zażenowanie. Debbie za to ciągle wierzy, że to &lt;em&gt;something special&lt;/em&gt;, i że mogłaby go poślubić. Ślepota jest także metaforycznym nie-widzeniem rzeczy oczywistych. Motyw ten wykorzystał też Woody Allen w filmie&lt;em&gt; Koniec z Hollywood&lt;/em&gt;, niektórzy zarzucają mu nawet, że wprost ściągnął od Miry. Oba filmy powstały w tym samym, 2002 roku, więc nie wiem, jak było. &lt;br /&gt;No to teraz obejrzyjcie sobie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=6cOjZAjCS4k"&gt;scenę z baru&lt;/a&gt;, w której tańczy co prawda nie Uma, ale Juliette Lewis w roli wyzywającej przyjaciółki. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;Fot. interia.pl, kobason.spaces.live.com&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1155949251729310561?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1155949251729310561/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1155949251729310561&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1155949251729310561'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1155949251729310561'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/04/histerical-blindnesshisteryczna-slepota.html' title='Histerical blindness/Histeryczna ślepota'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SetD3Mc-AUI/AAAAAAAAAyo/I0C9RL6w0XQ/s72-c/uma_okl.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4201342505601303301</id><published>2009-04-10T22:13:00.013+02:00</published><updated>2009-04-10T23:32:48.916+02:00</updated><title type='text'>Death of a God/Śmierć Boga</title><content type='html'>E-pitafium&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kultura masowa ukrywa śmierć. Banalizuje ją. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;Poważnie żyje się tylko w obliczu śmierci.&lt;/em&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja się nie zgadzam! Nie zgadzam się na śmierć. &lt;br /&gt;Jest niesprawiedliwa. Zawsze. Trudna dla otoczenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sd-yDG4kv8I/AAAAAAAAAyA/LBJJJlrWXU4/s1600-h/P1110729.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sd-yDG4kv8I/AAAAAAAAAyA/LBJJJlrWXU4/s400/P1110729.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323169051032469442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ceremonia pogrzebowa nad Gangesem w Benares/Funeral ceremony in Benares&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś jest Wielki Piątek. Dziś zmarł mój wujek. Zmarł dokładnie w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. W noc następującą po największym święcie kapłaństwa, jakim jest Wielki Czwartek i jednocześnie w tę samą noc poprzedzającą rocznicę &lt;strong&gt;śmierci Boga&lt;/strong&gt;, którą jest Wielki Piątek w religii chrześcijańskiej. Smierć - zdarza się. Zdarzy się każdemu - banał. Ale ta śmierć wujka jest symboliczna z powodu tego dnia właśnie. Dlaczego? Wujek był księdzem. Po ciężkiej walce z rakiem wiedział, że to właśnie już. To chyba piękny dzień - jeśli tak można powiedzieć - na śmierć dla kapłana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Pośród śmierci trwa życie (...)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Gandhi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrych świąt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Ten wpis miał być o życiu i o pewnym płomiennym romansie pewnego znanego filozofa z indyjską kobietą. Plany mają to do siebie, że łatwo je... ukrzyżować. Ale następny na pewno będzie o Miłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Cytat z wieczornej audycji wielkopiątkowej w Trójce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4201342505601303301?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4201342505601303301/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4201342505601303301&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4201342505601303301'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4201342505601303301'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/04/death-of-godsmierc-boga.html' title='Death of a God/Śmierć Boga'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sd-yDG4kv8I/AAAAAAAAAyA/LBJJJlrWXU4/s72-c/P1110729.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-237518578840054564</id><published>2009-04-08T22:38:00.008+02:00</published><updated>2009-04-09T12:29:04.343+02:00</updated><title type='text'>Woman still working/Kobieta jeszcze pracująca</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sd0MHyzIHVI/AAAAAAAAAx4/3BqMdewsvEo/s1600-h/P1110610.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sd0MHyzIHVI/AAAAAAAAAx4/3BqMdewsvEo/s400/P1110610.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322423662656626002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sikandra/Agra&lt;br /&gt;Właścicielka jedynego w mieście baru z mięsnymi hamburgerami. Stołuje się w nim Ania, Polka z Krakowa, studentka języka hindi na wymianie Instytutu Filologii Orientalnej UJ z Uniwersytetem w Agrze. Polska dziewczyna zadziwia przechodniów, gdy płynnie przeklina w hindi, dając do zrozumienia bezczelnnie zaczepiającym ją Indusom, by dali sobie spokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko leci mi z rąk. Wszystko się sypie. Zastawa redakcyjna zmniejszyła się o filiżankę i talerzyk, z mojej domowej kolekcji zatytułowanej &lt;em&gt;Każdy Talerz Z Innej Parafii &lt;/em&gt; (teraz podobno bardzo trendy jest mieć różne talerze, no cóż, nie wiedziałam, że ta zbieranina jest designerska) także ubył jeden. Wypadł mi z ręki, zanim zdążyła wylądować na nim (mięsna) parówka, ten biały, który kiedyś dostałam w prezencie gwiazdkowym od Koleżanki zwanej K. Zostały drobne białe igiełki bardzo rzucające się w oczy na zielonych kafelkach podłogi kuchennej. (Czasem wydaje mi się, że to tak, jak z naszej przyjaźni z Koelżanką K. – zostały setki drobnych wspomnień. I nie da się chyba posklejać ich już w całość.) W sklepie zahaczyłam o półkę z szamponami – na szczęście w plastikowych butelkach. &lt;em&gt;To się musi skończyc. Bo inaczej to się skończy źle.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;To proste – szybko przestałaś być dziewczynką, więc twoja wewnętrzna  dziewczynka nie miała kiedy być małą dziewczynką, bo musiała wydorośleć. No i dlatego teraz tam siedzisz – w świecie tych dziewczynek – i piszesz jakieś bzdury, o których na drugi dzień zapominasz. A przecież chciałaś poruszać ludzkie sumienia wielkimi reportażami, i co?!&lt;/em&gt; – zauważa z wyrzutem mądra znajoma. Rzeczywiście, wewnętrzna dziewczynka ma już dość przedszkola. Czyżby dorosła? Może w końcu dziewczynka zostawi swoje stare zabawki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój ulubiony &lt;em&gt;Transinstytut&lt;/em&gt; zamierza przenieść się częściowo do innego miasta, a prawie na pewno przeniesie studia doktoranckie. Bo tamto masto dostanie dofinansowanie dla doktorantów. Stolica, wiadomo, przecież żadnych pieniędzy nie potrzebuje. Nie lubię zmieniać długofalowych projektów. Ale chyba zrobię wyjątek i zmienię ten szeroko zakrojony na życie plan. Nigdzie nie jadę, co – źle mi tu?! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;E-mail od przemiłej kobiety z instytucji popularyzującej kulturę indyjską w Polsce: &lt;em&gt;Czy jest pani zainteresowana zorganizowaniem wystawy zdjęć z pani podróży po Indiach?&lt;/em&gt; No, eee... hmm, oczywiście, tak, jestem zainteresowana, tak, chętnie się spotkam. Oczywiście, że jest mi miło i czuję się połechtana. Wymyślam więc temat, wybieram zdjęcia. Zastanawiam się nad podpisami, opisami i kolorami &lt;em&gt;passe partout&lt;/em&gt;. A potem telefon: Wie pani co, na razie nic nie wiadomo, organizator nie potwierdził, i mamy ograniczony budżet... &lt;span style="font-style:italic;"&gt;No wie pani, jak to jest, wszystko się może jeszcze zdarzyć, ale niczego nie obecuję – musimy zrobić selekcję.&lt;/span&gt; Tak, da znać. &lt;em&gt;To się musi skończyc. Bo inaczej to się skończy źle.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-237518578840054564?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/237518578840054564/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=237518578840054564&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/237518578840054564'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/237518578840054564'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/04/woman-still-workingkobieta-jeszcze.html' title='Woman still working/Kobieta jeszcze pracująca'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sd0MHyzIHVI/AAAAAAAAAx4/3BqMdewsvEo/s72-c/P1110610.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-3015531927039403111</id><published>2009-03-29T22:31:00.002+02:00</published><updated>2009-03-29T23:52:30.661+02:00</updated><title type='text'>Forgotten SMILE PINKI/Zapomniany oscarowy dokument</title><content type='html'>Pierwsze gorące dni zawsze witam gorączką. Nie inaczej jest i w tym roku. Przedzierając się więc przez piętrzące się wszędzie butelki z syropami, witaminy i akcesoria do inhalacji oraz mleko z czosnkem (fuj!) serwowane przez cudownie nadopiekuńczego chłopca, zapodam wam news nieco już przebrzmiały, zapomniany a nawet pomijany wręcz. Ale ważny i ciekawy. Chodzi o film o Indiach, który dostał Oscara. Ale nie, nie lękajcie się, nie będzie już o &lt;em&gt;Slumdogu&lt;/em&gt;. Mowa o &lt;em&gt;Smile Pinki&lt;/em&gt;, za który Oscara zdobyła amerykańska reżyserka Megan Mylan w kategorii najlepszy dokumentalny film krótkometrażowy. Jest to dokument o dziewczynce, która urodziła się ze szpecącą zajęczą wargą, która skazuje bohaterkę na izolację i wykluczenie z życia wioski. Każdego roku w Indiach rodzi się 35 tysięcy takich dzieci. A operacjami, które usuwają deformację górnej wargi i przywracają do życia wśród ludzi, zajmuje się - jak dowiedziałam się z filmu - jeden szpital (!). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zajęcza warga naprawdę mało estetycznie wygląda. Górna warga dziecka jest na środku przecięta i tworzy szparę szeroką na 1 cm, sięgającą aż do nosa. Zajęcza warga uniemożliwia poprawne wysławianie się, bo powietrze źle przepła przez takie dziurawe usta. Rozwja się w życiu płodowym dzieci, których matki są m.in. niedożywione, piją alkohol i palą. Najwięcej dzieci z tą wadą rodzi się u Indian amerykańskch, najmniej w Afryce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zajęczą wargę usuwa prosta operacja, ale przecież nie stać na nią biednej rodziny 5-letniej Pinki z Uttar Pradesh, którą poznajemy w filmie. W wywiadzie dla &lt;a  href="http://www.documentary.org/content/meet-filmmakers-megan-mylan-smile-pinki"&gt;Documentary.org&lt;/a&gt; Megan Mylan, reżyserka powiedziała: &lt;em&gt;Wierzę, że im lepiej się znamy, tym lepszy jest świat. I mam nadzieję, że ludzie po obejrzeniu moich dokumentów poczują, zrozumieją życie ludzi mieszkających w innych częściach świata&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiemy coraz lepiej. Np. to, że warto być małą gwiazdą w Indiach. Podobnie, jak małym aktorom Slumdoga obiecano (na razie tylko) gładkie wejście do lepszego świata, mieszkania, opłacenie szkoły i studiów, oraz świetlaną przyszłość w ogóle, tak też Pinki skorzystała na byciu oscarową bohaterką. Otrzymała już od &lt;em&gt;Sri Aurobindo Institute of Medical Sciences&lt;/em&gt; oraz &lt;em&gt;The Aurobindo Institute of Management Science and Technology&lt;/em&gt; pełne stypendium do czasu ukończenia nauki. Mała będzie mogła wybrać jeden spośród wydziałów: medycznych, pielęgniarskich, dentystycznych, fizjoterapii, inżynierii, farmacji lub zarządzania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie 8-letnia Pinki wygląda nieźle, choć jest nieco nieśmiała i wstydzi się nawet powiedzieć &lt;em&gt;namaste&lt;/em&gt;. Za to o kulisach operacji dużo opowiada w wywiadzie z reżyserką lekarz, który zoperował Pinki.&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.documentary.org/flash/sharedVideo.swf" flashvars = "videoID=5857" height="230" width="275"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tu jest do obejrzenia &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=CamEXQ8x72c"&gt;trailer&lt;/a&gt; nagrodzonego filmu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-3015531927039403111?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/3015531927039403111/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=3015531927039403111&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3015531927039403111'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3015531927039403111'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/03/forgotten-smile-pinkizapomniany.html' title='Forgotten SMILE PINKI/Zapomniany oscarowy dokument'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-8913589698779162966</id><published>2009-03-23T00:31:00.010+01:00</published><updated>2009-03-23T01:09:38.219+01:00</updated><title type='text'>Animals on Elephanta/Zwierzęta z wyspy Elefanta</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbKytAgiyI/AAAAAAAAAw4/XpusLl6s1Nc/s1600-h/P1140199.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbKytAgiyI/AAAAAAAAAw4/XpusLl6s1Nc/s400/P1140199.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5316159382581447458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbN2PHVVBI/AAAAAAAAAxQ/eMdoxhsgTlA/s1600-h/P1140214.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbN2PHVVBI/AAAAAAAAAxQ/eMdoxhsgTlA/s400/P1140214.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5316162741811368978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbLfcstLMI/AAAAAAAAAxI/NyfO4U9d3oY/s1600-h/P1140232.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbLfcstLMI/AAAAAAAAAxI/NyfO4U9d3oY/s400/P1140232.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5316160151297535170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbOU5WlbzI/AAAAAAAAAxY/kfCQH0kFHQg/s1600-h/P1140221.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbOU5WlbzI/AAAAAAAAAxY/kfCQH0kFHQg/s400/P1140221.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5316163268545703730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbLHtUi-BI/AAAAAAAAAxA/zVjuV4mXI3s/s1600-h/P1140211.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbLHtUi-BI/AAAAAAAAAxA/zVjuV4mXI3s/s400/P1140211.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5316159743442745362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;We are all &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=N_2TuMogHZA"&gt;animals&lt;/a&gt;&lt;/em&gt;. These from &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Elephanta_Island"&gt;Elephanta&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze trochę a propos, z rozmów dziewcząt w różnym wieku: &lt;em&gt;Najgorsi kochankowie to doktoranci jednak. Dziennikarze też raczej słabi. Najlepiej poznać kogoś w autobusie. Takiego zwykłego chłopaka. Wcale nie musi być oczytany, nie musi wszystkiego wiedzieć. Ciekawe doznania gwarantuje też Wydział Zarządzania UW – egzemplarze, jak w Paryżu. &lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-8913589698779162966?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/8913589698779162966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=8913589698779162966&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8913589698779162966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8913589698779162966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/03/animals-on-elephantazwierzeta-z-wyspy.html' title='Animals on Elephanta/Zwierzęta z wyspy Elefanta'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/ScbKytAgiyI/AAAAAAAAAw4/XpusLl6s1Nc/s72-c/P1140199.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5580942140268381757</id><published>2009-03-14T20:09:00.005+01:00</published><updated>2009-03-15T09:50:00.791+01:00</updated><title type='text'>Boyle should share Oscars with woman!/Boyle powinien podzielić się Oscarami z kobietą!</title><content type='html'>Danny Boyle powinien podzielić się swoimi Oscarami. Z kobietą. Tak uważają w każdym razie amerykańskie feministki. I mają pewnie rację, bo w produkcji oscarowego dzieła udział miała &lt;strong&gt;Loveleen Tandam&lt;/strong&gt;, określana jako &lt;em&gt;reżyser towarzyszący&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;35-letnia Tandam przetłumaczyła scenariusz na hindi i sama nakręciła kilka scen. Ona także wybierała dzieci ze slumsów do głównych ról. Zdaniem Lisy Huttner, feministycznej działaczki z organizacji Support Women Artist Now &lt;a href="http://www.womenarts.org"&gt;(SWAN)&lt;/a&gt;, to ważna zasługa i artystka powinna dzielić z Boyle'em zaszczyty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Loveleen jednak jest bardzo skromna i niekoniecznie identyfikuje się z feministkami. W wywiadzie dla &lt;a href="http://emagazine.digitaltoday.in/IndiaTodayEnglish/16022009/woman/Home.aspx?supplement=y"&gt;WOMAN&lt;/a&gt; - dodatku do tygodnika India Today - opowiada o początkach współpracy z Boyle'm. Tuż po tym, jak skończyła pracę z Mirą Nair w Bombaju (&lt;em&gt;Vanity Fair, Monsoon Wedding&lt;/em&gt;), dostała telefon z działu produkcji Slumdoga. Nie była za bardzo zainteresowana banalnym pomysłem, ale w samolocie do Delhi przeczytała scenariusz. I zachwyciła się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy film nominowano do Oscarów, krytycy zaczęli domagać się nominacji także dla niej. Nie chcąc wywoływać kontrowersji i dyskusji wokół swojej osoby, Tandan napisała list do Akademii Filmowej, w którym zrezygnowała z osobistej nominacji. Dlaczego? Czyżby sądziła, że jej praca nie zasługuje na nagrodę? Czy też jako wielkoduszna kobieta indyjska woli pozostać w cieniu mężczyzny? Czy też jest po prostu skromna?! &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Przypomnijmy. W 81-letniej historii oscarowych nagród tylko trzy razy nominowano kobiety-reżyserki. Pierwszą z nich była &lt;a href="http://www.linawertmuller.com"&gt;Lina Wertmueller&lt;/a&gt; nominowana w 1975 roku czterokrotnie za film &lt;em&gt;Seven Beauties&lt;/em&gt;. W 1993 roku Jane Campion, uznawana za przedstawicielkę feministycznego nurtu kina, zgarnęła statuetkę za najlepszy scenariusz do filmu &lt;em&gt;Fortepian&lt;/em&gt;. I jeszcze Sofia Coppola nagrodzona za scenariusz do &lt;em&gt;Lost in translation &lt;/em&gt; w 2004 roku. Tak, kobiety, Żydzi i czarni to wciąż grupy najbardziej dyskryminowane społecznie. Wystarczy dodać, że szacowna Akademia Filmowa w swej historii tylko jeden raz nominowała czarnoskórego reżysera. Jest nim nieżyjący już &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/John_Singleton"&gt;John Singleton&lt;/a&gt;. W 1991 roku nominowano jego film &lt;em&gt;Chłopaki z sąsiedztwa&lt;/em&gt;. A ja ostatnio obejrzałam film &lt;em&gt;Miasto gniewu &lt;/em&gt;Paula Haggisa. To film sprzed 4 lat, ale bardzo boleśnie pokazuje jak silny w USA wciąż jest rasizm. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A o tym, że Loveleen Tandan jest konsekwentna, uparta i realizuje, to co sobie założyła, niech zaświadczą fakty. Kiedy Deppa Mehta kręciła &lt;em&gt;Earth&lt;/em&gt;, Tandam, początkująca wówczas w branży filmowej, dzwoniła do ekipy przez kilka dni, kilkakrotnie nagrywając się na automatyczną sekretarkę. Aż w końcu ktoś oddzwonił. Powiedziała, ze chce pracować z Mehtą i już. I pracowała. Mimo, że ekipa została obsadzona i nie było dla niej dodatkowego budżetu. Tandan pracowała więc za darmo. Na pewno nic nie starciła. Właśnie pisze scenariusz do pierwszego całkowicie swojego filmu. Ciekawe, jakie dzieło spłodzi tak skromna reżyserka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbuxXoASlCI/AAAAAAAAAww/N2jdkleuI0k/s1600-h/page6_blog_entry9_1%5B1%5D.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 299px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbuxXoASlCI/AAAAAAAAAww/N2jdkleuI0k/s400/page6_blog_entry9_1%5B1%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313035204847375394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Loveleen (z prawej) z aktorami Slumdoga. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;Fot. Za www.ixteca.info&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5580942140268381757?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5580942140268381757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5580942140268381757&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5580942140268381757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5580942140268381757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/03/boyle-should-share-oscars-with.html' title='Boyle should share Oscars with woman!/Boyle powinien podzielić się Oscarami z kobietą!'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbuxXoASlCI/AAAAAAAAAww/N2jdkleuI0k/s72-c/page6_blog_entry9_1%5B1%5D.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5736504804764612804</id><published>2009-03-09T15:47:00.016+01:00</published><updated>2009-03-09T23:14:26.621+01:00</updated><title type='text'>2 milion dollars for Gandhi's shoes/2 miliony dolarów za sandały</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbUsKMB4rjI/AAAAAAAAAwg/C5kP45au32k/s1600-h/z6351048X.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 325px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbUsKMB4rjI/AAAAAAAAAwg/C5kP45au32k/s400/z6351048X.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311199889092816434" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Kupił je 5 marca na aukcji w Nowym Jorku indyjski przedsiębiorca Vijay Mallaya, właściciel linii lotniczych &lt;a href="http://www.flykingfisher.com/"&gt;Kingfisher&lt;/a&gt; i piwa o tej samej nazwie. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Były tyle warte&lt;/span&gt; - powiedział BBC jego nowojorski przedstawiciel Toni Bedi. W zestawie obok butów znalazły się jeszcze druciane okulary Bapu, zegarek kieszonkowy Zenith z 1910 r. oraz miska i talerz, z którego Gandhi jadł ostatnie czapati przez śmiercią w 1948 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej aukcji nie chciał dopuścić wnuk Gandhiego - Tushar Gandhi, twierdząc, że to obraza dla pamięci o pradziadku - żeby tak sprzedawać rzeczy, które są &lt;a href="http://www.nhatky.in/mahatma-gandhi-auction-the-inside-story-12326990"&gt;bezcenne&lt;/a&gt;. Nie pomogła też decyzja sądu w New Delhi nakazująca wstrzymanie aukcji. Prawo indyjskie nie obowiązuje w USA - proste, prawda? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie udało mi się dowiedzieć, w jaki sposób amerykański wielbiciel Gandhiego James Otis wszedł w posiadanie owych skarbów. Ale w GW Jacek Pawlicki napisał, że Otis proponował, że zwróci Indiom ich narodowe dziedzictwo za darmo, jeśli rząd z Delhi obieca, że zwiększy wydatki na pomoc swoim głodującym obywatelom z 1 do 5 procent PKB, i ograniczy jednocześnie wydatki na zbrojenia. Propozycje te władze indyjskie uznały za zamach na suwerenność. I nie pomogły argumenty Otisa, że Gandhi byłby dumny, gdyby rząd zdobył się na takie (nie wiem, czy ekonomicznie możliwe) gesty. No nic z tego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja za to chętnie przeznaczyłabym 5 procent moich dochodów na biedne indyjskie dzieci. Albo na jednego Indusa chociaż. Wiem nawet, na którego. A moje sandały z Bombaju &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbV6tq3A0aI/AAAAAAAAAwo/9tIfmjsCva0/s1600-h/P1170813.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbV6tq3A0aI/AAAAAAAAAwo/9tIfmjsCva0/s400/P1170813.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311286260571099554" /&gt;&lt;/a&gt; kosztowały co prawda mniej niż 2 miliony dolarów, ale też są sporo warte, wszak kilkakrotnie poniosły stopy me umęczone przez chodniki tego miasta zakurzone. Raz były nawet w galerii sztuki. Można licytować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Okulary też mam. Nowe. I - jak na &lt;em&gt;girl power&lt;/em&gt; przystało - czerwone. Nie na sprzedaż. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Fot. Brendan McDermid Reuters za www.gazeta.pl (1)&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5736504804764612804?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5736504804764612804/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5736504804764612804&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5736504804764612804'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5736504804764612804'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/03/2-milion-dollars-for-gandhis-shoes2.html' title='2 milion dollars for Gandhi&apos;s shoes/2 miliony dolarów za sandały'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbUsKMB4rjI/AAAAAAAAAwg/C5kP45au32k/s72-c/z6351048X.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-645095301519130761</id><published>2009-03-06T21:57:00.000+01:00</published><updated>2009-03-06T21:58:05.839+01:00</updated><title type='text'>PINK CHADDIS/RÓŻOWE MAJTKI indyjskich feministek</title><content type='html'>&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/l7yg-bdlmko&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/l7yg-bdlmko&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;Bip podesłał link: &lt;em&gt;To będzie szokujące. Umieść to na blogu, choć pewnie już o tym słyszałaś.&lt;/em&gt; Tak, czytałam o tym też u &lt;a href="http://myindiaexperience.wordpress.com"&gt;Jacka i Natalii&lt;/a&gt;. Co takiego stało się w nadmorskim Mangalore? Pewnego dnia, a było to pod koniec stycznia około godziny 16 czasu indyjskiego, samozwańcza &lt;em&gt;policja moralna&lt;/em&gt; zaatakowała pub w w centrum miasta Mangalore w stanie Karnataka. 40 ludzi wyrzuciło z pubu kilka dziewczyn narodowości indyjskiej, ciągnąc je za włosy i traktując dość brutalnie. Dwie z nich trafiły do szpitala z poważnymi obrażeniami. Dlaczego i kto je zaatakował? Odpowiadają za to przedstawiciele fanatycznej organizacji religijnej Sri Ram Sene, którego nieformalną bojówką jest właśnie owa &lt;em&gt;policja moralna&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;Uważają oni, że kobietom nie wolno samym przesiadywać w pubach. Zdaniem Pramoda Muthalika, szefa organizacji, takie zachowanie zagraża tradycji Indii. &lt;em&gt;Ochrona kobiet przed złem zachodniej kultury jest naszym prawem&lt;/em&gt; - uważa Muthalik. Sądzi on też, że Indie nie mogą przyjmować obcej kultury pubowej, która deprawuje społeczeństwo, a już za całkowicie niedopuszczalne uznaje sytuację, w której kobieta samotnie siedzi w miejscu, w którym sprzedaje się alkohol. Taka kobieta jest&lt;em&gt; bezczelna i puszczalska&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jesteś w parze? Idziesz do ołtarza!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pramod Muthalik najwyraźniej ma misję ratowania Indii przed moralnie złymi wzorcami reszty świata. Postanowił też bojkotować Dzień Świętego Walentego. Zapowiedział, że jeśli tego dnia spotka parę, która publicznie będzie wyrażała swoje uczucia, siłą zaprowadzi ją do najbliższej świątyni i zmusi do zawarcia małżeństwa. "Bezczelne i puszczalskie" kobiety z siostrzanego do Mangalore miasta Bangalore w odpowiedzi na taką zapowiedź postanowiły wysyłać Muthalikowi różowe, staroświeckie majtki. Nie wiadomo, ile dokładnie majtek dostał, ale przypuszcza się, że mało który współczesny celebryta płci męskiej zebrał tak pokaźną kolekcję różowej damskiej bielizny. &lt;br /&gt;Z powodu swoich przekonań Pramod Muthalik uznany został też za &lt;em&gt;najgorętszego mężczyznę &lt;/em&gt;lutego. I też jest na okładce VOGUE'a! Co prawda wykonanej przez niejakiego &lt;a href="http://www.manishwa.com/2009/02/pramod-muthalik-%E2%80%93-india%E2%80%99s-hottest-man/"&gt;Manisha&lt;/a&gt;, ale zawsze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbGIQ7-9U0I/AAAAAAAAAwY/cqw-Sr_Airo/s1600-h/vogue-2dmuthalik%5B1%5D.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 283px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbGIQ7-9U0I/AAAAAAAAAwY/cqw-Sr_Airo/s400/vogue-2dmuthalik%5B1%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5310175260207567682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Różowe majtki protestują&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W Bangalore powstał też ruch PINK CHADDI (chaddi to majtki w jęz. hindi). Zajrzyjcie koniecznie na ich &lt;a href="http://www.thepinkchaddicampaign.blogspot.com"&gt;stronę&lt;/a&gt;! &lt;br /&gt;Oj, będzie się działo. Na 7 i 8 marca aktywistki i aktywiści z PINK CHADDI planują różne akcje: będą rozdawać  plakaty nawołujące do reagowania na przemoc wobec kobiet, zbierać podpisy pod petycją do władz stanu Karnataka. Odbedą się też indyjskie manify przed głównym gmachem policji w Bangalore, a także w innych miastach. A wieczorem performance i koncerty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbGIDdck_AI/AAAAAAAAAwQ/-LY1QEdKucY/s1600-h/intervene_poster3%5B1%5D.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 283px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbGIDdck_AI/AAAAAAAAAwQ/-LY1QEdKucY/s400/intervene_poster3%5B1%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5310175028672003074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To wszystko byłoby może nawet trochę zabawne, gdyby nie fakt, że ataki na kobiety w indyjskich pubach i klubach powtarzają się. Ten jeden incydent w Mangalore paradoksalnie wywołał lawinę innych w Bangalore. A Bangalore to prężnie rozwijający się ośrodek ekonomiczny i przemysłowy, czyli światła metropolia. To trzecie co do liczby ludności indyjskie miasto (5,5 mln mieszkańców) i drugie po Bombaju miasto z największą liczbą ludzi potrafiących czytać i pisać. I największe w Indiach skupisko przemysłu IT, instytutów badawczych i szkół. Bardzo jestem ciekawa co tam się w ten weekend wydarzy. &lt;br /&gt;Tymczasem do zobaczenia w niedzielę &lt;a href="http://www.porozumieniekobiet.home.pl/news.php"&gt;pod PKiN.&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-645095301519130761?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/645095301519130761/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=645095301519130761&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/645095301519130761'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/645095301519130761'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/03/pink-chaddisrozowe-majtki-indyjskich.html' title='PINK CHADDIS/RÓŻOWE MAJTKI indyjskich feministek'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SbGIQ7-9U0I/AAAAAAAAAwY/cqw-Sr_Airo/s72-c/vogue-2dmuthalik%5B1%5D.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-996531971630209370</id><published>2009-03-01T11:54:00.017+01:00</published><updated>2009-03-02T17:11:18.133+01:00</updated><title type='text'>WATER finally in Poland/Film WATER w Polsce!</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SapqOoXVOZI/AAAAAAAAAwI/pkS2jHACxJE/s1600-h/logotyp-bolly.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 195px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SapqOoXVOZI/AAAAAAAAAwI/pkS2jHACxJE/s400/logotyp-bolly.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5308171910395541906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko zacznie się 23 marca. Codziennie przez tydzień o godz. 18.30 w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku, Bydgoszczy, Szczecinie, Wrocławiu, Łodzi i Zabrzu w Multikinach do obejrzenia będą filmy indyjskie. I to nie tylko produkcje bollywoodzkie. Niestety całej trylogii Deepy Mehty nie zobaczymy, ale za to festiwal rozpocznie pokaz &lt;em&gt;Water&lt;/em&gt;. Poruszająca historia 8-letniej dziewczynki, której mąż umiera, więc trafia ona do aśramu dla wdów. Za muzykę do filmu odpowiedzialny jest ten sam człowiek, który właśnie zgarnął 2 statuetki za muzykę do &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Slumdoga&lt;/span&gt;. Czyli genialny A. R. Rahman. Oto próbka jego koncertowych umiejętności: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dkyo3v8XaKM&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/dkyo3v8XaKM&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A &lt;a href="http://www.bollywoodfestiwal.pl/repertuar.html"&gt;tu&lt;/a&gt; jest repertuar festiwalu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-996531971630209370?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/996531971630209370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=996531971630209370&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/996531971630209370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/996531971630209370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/03/water-finally-in-polandfilm-water-w.html' title='WATER finally in Poland/Film WATER w Polsce!'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SapqOoXVOZI/AAAAAAAAAwI/pkS2jHACxJE/s72-c/logotyp-bolly.gif' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4322347648653260675</id><published>2009-02-28T00:00:00.024+01:00</published><updated>2009-02-28T20:51:06.545+01:00</updated><title type='text'>Freida: Indian Woody's starr/Freida: Indyjska gwiazda Woody'ego</title><content type='html'>Chyba nie przepadam za Woody'm Allenem. A to, co większość krytyków i widzów uznaje za jego geniusz, wydaje mi się zwykłym narcyzmem i neurotyzmem mistrza. Tak, napisałam &lt;em&gt;mistrza&lt;/em&gt;, bo jednak lubię czasem jego błyskotliwe riposty. Choć wystarczy obejrzeć dwa filmy, żeby przy kolejnych wiedzieć, w których momentach filmu i jakie mniej więcej kwestie padną. Wiadomo też, że Woody ma swoje osobiste kryteria doboru aktorek do filmów. I nie chodzi wcale o kompetencje, doświadczenie i umiejętności aktorskie. Pewnie dlatego właśnie w jego kolejnym filmie główną rolę zagra Freida Pinto, odtwórczyni roli Latiki w &lt;em&gt;Slumdog. Milioner z ulicy&lt;/em&gt;. Woody'emu wcale się nie dziwię. Freida też mi się podoba. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sahw9SPSSWI/AAAAAAAAAvo/iB6UTePv41I/s1600-h/4%5B3%5D.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 286px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sahw9SPSSWI/AAAAAAAAAvo/iB6UTePv41I/s400/4%5B3%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5307616359026411874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nowa indyjska wersja Scarlett Johansson ma 24 lata i zanim trafiła do filmu, pracowała jako modelka. Nie pochodzi, jak większość dzieciaków grających w filmie, ze slumsów Dharavi w Bombaju, ale zna je bardzo dobrze, bo jako dziecko bawiła się z rówieśnikami stamtąd pochodzącymi. W dzisiejszej GW mówi m.in. o tym, że Dharavi wcale nie jest miejscem niebezpiecznym, gdzie ktokolwiek z zewnątrz będzie oszukany, napadniędy i pobity. Kiedy tam byłam w marcu zeszłego roku, też miałam wrażenie, że jest tam raczej małomiasteczkowo. Ludzie siedzą na ulicach (czyli szerokich na mniej niż 1 metr alejkach), gadają, plotą koszyki, piją herbatę, uśmiechają się do białych. Co prawda, towarzyszył nam wtedy przemiły Indus, w dodatku muzułmanin, co mogło mieć wpływ na to, jak nas traktowali mieszkańcy. Zdecydowanie jednak w filmie mocno przesadzona jest scena, w której muzułmanie napadają na wyznawców hinduizmu z Dharavi. Nie mam pewności, że tak się nie zdarza, ale myślę, że takie obrazy tylko niepotrzebnie podjudzają, zamiast wyjaśniać, piętnować lub godzić strony konfliktu. Nie wiem, czy ten film jest znowu taką bajką. Jest tam wiele motywów, które mogą szokować białego człowieka. Nie dziwi więc fakt, że Indie oburzają się na Doyle'a, że pokazał tę ciemną stronę. Ale też prawdą jest, że żebrzące dzieci pracują dla gangsterów, a ci, żeby dzieci lepiej zarabiały, oślepiają je. Prawdą jest, że turysta to ktoś, kogo się po prostu oszukuje. W szokujący też sposób traktuje Freidę mafioso. Jakkolwiek podbite oko i szramy na twarzy to nic specjalnie charakterystycznego dla Indii, to uniwersalne objawy przemocy domowej. Ale nawet ze szramami gwiazda i tak wygląda oszałamiająco. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mimo, że Freida nie ma nic wspólnego z prezydentem Obamą, dostąpiła zaszczytu tak wielkiego, jak jego żona &lt;a href="http://w1.buysub.com/pubs/N3/VOG/self_michelle_obama.jsp?cds_page_id=60163&amp;cds_mag_code=VOG&amp;id=1235775470404&amp;lsid=90581657503049394&amp;vid=1&amp;cds_response_key=I9ANAAU8"&gt;Michelle&lt;/a&gt;. W świecie fashionistów jest nim pojawienie się na okładce biblijnego Vogue'a. Indyjską okładkę wydania marcowego miesięcznika zdobi mocno i mrocznie umalowana Freida ubrana w czarną sukienkę ze złotymi akcentami z wiosennej kolekcji Louisa Vuittona. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sah22ieycRI/AAAAAAAAAv4/Atl8ycur_Vc/s1600-h/freida-pinto%5B1%5D.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 308px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sah22ieycRI/AAAAAAAAAv4/Atl8ycur_Vc/s400/freida-pinto%5B1%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5307622840197083410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W innym stylu pokazuje ją marcowy &lt;a href="http://movies.ndtv.com/newstory.asp?slug=Freida+Pinto+on+Maxim+cover&amp;id=ENTEN20090085015&amp;keywords=bollywood"&gt;MAXIM&lt;/a&gt; - indyjska wersja magazynu dla dużych chłopców. Tu postawiono na naturę - Freida jest bez makijażu lub tylko z delikatnym, a jeśli ma na sobie ubrania, to jest to za duży sweter. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeśli już przy tematach mody jesteśmy, to słyszeliście tę szokującą wiadomość? Editrix, moja idolka i niedościgniony raczej wzór naczelnej &lt;a href="http://www.plejada.pl/17,12678,news,,1,anna_wintour_rzuca_voguea,artykul.html"&gt;odchodzi&lt;/a&gt;! W NY zastanawiają się, kto ją zastąpi. Hmm, może zaaplikuję?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fot. www.ndtvmovies.com&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4322347648653260675?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4322347648653260675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4322347648653260675&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4322347648653260675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4322347648653260675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/freida-indian-woodys-starrfreida.html' title='Freida: Indian Woody&apos;s starr/Freida: Indyjska gwiazda Woody&apos;ego'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/Sahw9SPSSWI/AAAAAAAAAvo/iB6UTePv41I/s72-c/4%5B3%5D.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1024339360947896173</id><published>2009-02-23T00:01:00.016+01:00</published><updated>2009-02-23T18:59:26.817+01:00</updated><title type='text'>Fire. The Banned movie/ Fire. Film zabroniony</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SaLOpHPYlaI/AAAAAAAAAvY/_9fZb6Z7u0A/s1600-h/fire-300x300.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SaLOpHPYlaI/AAAAAAAAAvY/_9fZb6Z7u0A/s400/fire-300x300.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306030516709397922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak, &lt;a href="http://www.mumbaimirror.com/article/15/2009022320090223122640169138da60e/Slumdog-Millionaire-wins-8-Oscars-2-for-Rahman"&gt;Slumdog&lt;/a&gt; is da King, szacunek, wiadomo. Ale pomówmy o czymś innym, bardziej kobiecym. Zainspirowana przez Chihiro, zarwałam noc i obejrzałam film &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fire&lt;/span&gt;. Ta muzyka... hipnotyzująca. Film w całości jest na youtube. Poniżej zamieściłam akurat tę część ze względu na scenę z pierwszym pocałunkiem, oraz tę zmysłową, w której Radha natłuszcza włosy Sity. Bo niewiele jest chyba tak przyjemnych rzeczy dla kobiety, jak być głaskaną po włosach. Moja przyjaciółka z lat dziecinnych uwielbiała, gdy ją czesałam. Ja, osobiście nie przepadam za byciem przez kogokolwiek czesaną, ale to dlatego, że moje włosy są niesfornie splątane i niesubordynowane i nie poddają się nikomu, poza mną. Ale głaskanie po włosach - jak najbardziej tak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/wWtd6TDrS6E&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/wWtd6TDrS6E&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Film &lt;em&gt;Fire &lt;/em&gt; wywołał w 1996 roku prawdziwie ogniste reakcje. Podobnie jak w roku 2004, kiedy do indyjskich kin wszedł film &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Girlfriend&lt;/span&gt;. Organizacje religijne paliły plakaty reklamujące film, a przedstawiciele prawicowej partii hinduistycznej Shiv Sena demolowali kina w Bombaju i Delhi. Film o dwóch dobrze sytuowanych, kochających się kobietach nie spodobał sie też feministkom hinduskim, które uznały go za pornograficzny i nakręcony wyłącznie dla przyjemności heteroseksualnych widzów płci męskiej. &lt;br /&gt;Ale wróćmy do ognia. Nie wiem, jak długo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fire&lt;/span&gt; gościł na ekranach indyjskich kin, ale wiem, że zdjęto go z powodu protestów tradycjonalistów. Wzbudzenie kontrowersji i sprowokowanie do dyskusji było w każdym razie celem reżyserki, Deepy Mehty. By prowokacja była bardziej czytelna, nazwała lesbijskie bohaterki imionami hinduskich bogiń - Radha i Sita. Film &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fire&lt;/span&gt; jest pierwszą częścią szeroko dyskutowanej  trylogii, na którą składa się jeszcze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Earth&lt;/span&gt; z 1998 roku - historia podziału Indii z 1947 roku opowiadana przez młodą dziewczynę, oraz &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Water&lt;/span&gt; z 2005 roku, opowiadający o aśramie dla wdów w Varanasi. Traktowanie wdów to też ciągle śliski temat w Indiach. Mogą wyjść za mąż za brata męża, dokonać SATI, czyli spłonąć razem z ciałem zmarłego męża, albo pół-żyć w aśramie. Ekstremiści hinduistyczni nie chcieli dopuścić do zrealizowania filmu i grozili Deepie Mehcie, więc zdjęcia nie odbywały się w Varanasi, gdzie w rzeczywistości mieści się taki aśram dla wdów, ale na Sri Lance. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze wywiad z reżyserką:&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/spf1RPmx4AM&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/spf1RPmx4AM&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz Deepa Mehta &lt;a href="http://indiatoday.intoday.in/index.php?option=com_content&amp;task=view&amp;id=19682&amp;sectionid=4&amp;Itemid=1&amp;issueid=94"&gt;pracuje&lt;/a&gt; razem z Salamanem Rushdim nad ekranizacją jego książki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dzieci północy&lt;/span&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1024339360947896173?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1024339360947896173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1024339360947896173&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1024339360947896173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1024339360947896173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/fire-banned-movie-fire-film-zabroniony.html' title='Fire. The Banned movie/ Fire. Film zabroniony'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SaLOpHPYlaI/AAAAAAAAAvY/_9fZb6Z7u0A/s72-c/fire-300x300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4277308226200042755</id><published>2009-02-19T18:43:00.006+01:00</published><updated>2009-02-20T21:39:29.931+01:00</updated><title type='text'>Uderzyła go!/How could she slap him?!</title><content type='html'>Proszę państwa, to historia prawdziwa. Zdarzyła się w reality show o nazwie DADA GIRL WAR ZONE, produkowanym przez Bindass TV, słynącą z różnych &lt;a href="http://www.bindass.tv/Shows.htm"&gt;ciekawych show&lt;/a&gt;. W programie chodzi, oczywiście o wygranie dużych pieniędzy. Ale zanim to nastąpi, uczestnicy są, delikatnie mówiąc, źle traktowani. Nie, nie, nie torturowani, ale poziom okrucieństwa - głównie słownego - jest wysoki. Kobiecą liderką jest tu postać niezwykle barwna, co jednak, niestety, nie oznacza, że odzwierciedla ona cechy przeciętnej hinduskiej kobiety. Bo demoniczna Esha pochodzi z rodziny milionerów. Najlepiej opisuje ją jej ulubione powiedzenie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;I'm hot, you're not&lt;/span&gt;. Najwyraźniej nie lubi mężczyzn o brzydkich twarzach i tych źle ubranych. Nie przepuści okazji, by posiadaczowi cienkiego portfela i kiepskiego gustu, niezdrowej cery i krzywych zębów powiedzieć wprost o tym za jakiego wieśniaka go uważa. A największą przyjemność sprawia jej dawanie w twarz brzydkim mężczyznom. Cóż, niektórzy oddają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/w5L96U4ULNk&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/w5L96U4ULNk&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poniżej komentarz jednego z przedstawicieli męskiej części społeczeństwa hinduskiego. Znamienny chyba. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;And here you have a comment put by one of viewers of this video: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;She so deserved to be slapped. Being a professional actress on TV she should know better than to hit a guest on a show, especially if there was no previous script for it. The reaction was completely instinctual also. Two people hitting one another is not even considered legal, it was self defense if anything. As for the male host pushing him to the ground and still hitting him, and having like 20 other people surround him, that's assault folks. At least in my country...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4277308226200042755?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4277308226200042755/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4277308226200042755&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4277308226200042755'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4277308226200042755'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/uderzya-gohow-could-she-slap-him.html' title='Uderzyła go!/How could she slap him?!'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-174819643922452146</id><published>2009-02-13T18:33:00.007+01:00</published><updated>2009-02-13T18:42:48.468+01:00</updated><title type='text'>Attack on Indian tourist sector/Uderzenie w indyjski przemysł turystyczny</title><content type='html'>&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/g7d4XoZgyQs&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/g7d4XoZgyQs&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;Ten film dostępny jest na stronie mumbaidaily.com, choć najnowszy nie jest. Mówi m.in. o tym, że w listopadowych atakach na Bombaj Pakistanowi chodziło też o osłabienie indyjskiej gospodarki, a konkretnie branży turystycznej, przez zmniejszenie liczby turystów odwiedzających kraj. Ale mnie to wcale nie odstrasza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-174819643922452146?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/174819643922452146/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=174819643922452146&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/174819643922452146'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/174819643922452146'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/attack-on-indian-tourist.html' title='Attack on Indian tourist sector/Uderzenie w indyjski przemysł turystyczny'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-3701018752463128196</id><published>2009-02-13T18:03:00.010+01:00</published><updated>2009-02-14T21:47:10.097+01:00</updated><title type='text'>Drink carefully this weekend/Pijcie uważnie</title><content type='html'>Szalony weekend czas zacząć. Ale bądźcie rozważni. W każdej dziedzinie. Nie przesadzajcie ze słowem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dużo&lt;/span&gt;. Kolega, wychodząc dziś z redakcji, życzył nam &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dużo&lt;/span&gt; seksu. A pani doktor g. stwierdziła, że mam &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dużo&lt;/span&gt; pęcherzyków. &lt;br /&gt;- Co?! To znaczy, że co?!&lt;br /&gt;- Niech się pani nie denerwuje. To znaczy, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dużo&lt;/span&gt; jajeczek czeka na zapłodnienie.&lt;br /&gt;No nic, lecę. Także, uważajcie. &lt;br /&gt;I Evu, uważaj w Indiach na &lt;a href="http://przewodnik.onet.pl/1141,1629,283551,notka.html"&gt;te ich podróbki&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SZNNVgEUH5I/AAAAAAAAAvA/-kul1PhZSfE/s1600-h/DSC09332.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SZNNVgEUH5I/AAAAAAAAAvA/-kul1PhZSfE/s400/DSC09332.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5301666218125827986" /&gt;&lt;/a&gt;Mumbai&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-3701018752463128196?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/3701018752463128196/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=3701018752463128196&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3701018752463128196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3701018752463128196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/drink-carefully-this-weekendpijcie.html' title='Drink carefully this weekend/Pijcie uważnie'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SZNNVgEUH5I/AAAAAAAAAvA/-kul1PhZSfE/s72-c/DSC09332.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-8948690081309371107</id><published>2009-02-12T23:57:00.005+01:00</published><updated>2009-02-13T00:48:01.612+01:00</updated><title type='text'>Al from Colcatta/Al zaczynał w Kalkucie</title><content type='html'>Dla „takiego sympatycznego Hiszpana” - jak go określiły panie w Sanepidzie, w podziękowaniu za urocze śniadanie, i żeby mu się dobrze po Afryce (i nie tylko) jeździło, taka piosenka, którą śpiewa Al Bowlly. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/XoMJvJoNjvo&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XoMJvJoNjvo&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz wiem, że to Al. A tak się składa, że to moja ulubiona piosenka z filmu „Amelia”. Zainteresowałam się więc bardziej Alem i okazało się, że jest w połowie Libańczykiem, w połowie Grekiem, urodzonym w Mozambiku, wychowanym w Johanesburgu w Afryce Południowej. Karierę jazzmana zaczynał i rozwijał skrzydła w – uwaga, uwaga – Indiach, a dokładniej w Kalkucie. A było to w latach 20. Potem nastał wielki kryzys roku 1929, oraz kryzys w jego życiu. Radził sobie w Londynie jako uliczny grajek całkiem nieźle, ale właśnie się zakochał. Podczas nocy poślubnej przyłapał świeżą żonę w łóżku z innym facetem. Rozwiódł się po dwóch tygodniach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem było lepiej – Ameryka, sukcesy, Glenn Miller Orchestra. Wszystko dzięki miękkiemu, melodyjnemu głosowi. Nim zarabiał, zdobywał popularność i sympatie. Ale wtedy Alowi w gardle zrobiło się coś, co po angielsku nazywa się „wart” (kurzajka? polip?), co spowodowało, że stracił głos całkowicie. Odzyskał go co prawda po roku w wyniku operacji. Ale już nigdy nie brzmiał tak dobrze, jak przed zabiegiem. Straszne. Wyobrażacie sobie? Na przykład ci, którzy piszą - że nagle tracicie w wypadku ręce. Albo palce stają się bezwładne. Kiedyś oglądałam film (nie pamiętam tytułu, ani czyj był) o świetnej pisarce, która mając około 60 lat zaczęła pisać powieść życia. Wspominała, opisywała, aż tu nagle dopadł ją Alzheimer. Zapominała słów, nie była w stanie sklecić jednego zdania, złościła się na bezradnego męża, który nie wiedział, co chciała napisać, powiedzieć... Pamiętam, że płakałam na tym filmie, a to naprawdę zdarza mi się rzadko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale Al. Śmierci mógł uniknąć. Tego dnia, 17 kwietnia 1941 roku, dał koncert High Wycombe pod Londynem. Znajomi namawiali go, by został tam na noc, ale All koniecznie chiał do Londynu. Wrócił ostatnim pociągiem. Położył się. A zaraz potem zginął od bomby, która eksplodowała przed jego bramą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno All często płakał na swoich koncertach. Zdarzało mu się, że odchodził od mikrofonu na kilka sekund i ocierał łzy. &lt;em&gt;Nieważne, że sprawiał, że publiczność płakała. On mógł sprawić, że sam płakał&lt;/em&gt; – mawiał jego przyjaciel, wydawca i kompozytor Ray Noble.&lt;br /&gt;Wzruszyła mnie ta historia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-8948690081309371107?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/8948690081309371107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=8948690081309371107&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8948690081309371107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8948690081309371107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/al-from-colcattaal-zaczyna-w-kalkucie.html' title='Al from Colcatta/Al zaczynał w Kalkucie'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4997958080592449334</id><published>2009-02-11T22:45:00.003+01:00</published><updated>2009-02-11T23:06:55.492+01:00</updated><title type='text'>E-mail from India</title><content type='html'>&lt;em&gt;hi aga how are you which day you are come here i am so happy. &lt;br /&gt;i am waitting to you plz come here hurry up i am so miss you. plz come&lt;/em&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SZNKCH6arHI/AAAAAAAAAuw/TrmmI0Wjx5M/s1600-h/P1140542.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SZNKCH6arHI/AAAAAAAAAuw/TrmmI0Wjx5M/s400/P1140542.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5301662586689465458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To tak w walentynkowych klimatach. &lt;em&gt;Mignon.&lt;/em&gt; Autor tego listu ma 17 lat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4997958080592449334?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4997958080592449334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4997958080592449334&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4997958080592449334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4997958080592449334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/e-mail-from-india.html' title='E-mail from India'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SZNKCH6arHI/AAAAAAAAAuw/TrmmI0Wjx5M/s72-c/P1140542.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1067618058065876539</id><published>2009-02-11T18:52:00.003+01:00</published><updated>2009-02-11T19:12:31.866+01:00</updated><title type='text'>My BLUEberry night/Nie dla zakochanych</title><content type='html'>Dla tej jednej sceny warto zobaczyć "My Blueberry night". Nie oglądajcie tego filmu poniżej, jeśli nie chcecie poznać zakończenia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bpOcrTD4Bzc&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bpOcrTD4Bzc&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze warto go obejrzeć dla wątku z policjantem. I dla muzyki. I dla słodkiej Norah Jones. Ale w ogóle to Wong Kar-Wai się starzeje. Albo dojrzewa. Ci, co nie mają znajomych, ani zaproszeń na pokazy przedpremierowe będą mogli go zobaczyć dopiero w sobotę, czyli w walentynki. Ale odradzam go zakochanym, zwłaszcza nieszczęśliwie. Bo jest o drodze, decyzjach i pisaniu listów. O tym, co się staje: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;życie się staje&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, to jeszcze muzyka: &lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4cCupTpjjfo&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/4cCupTpjjfo&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1067618058065876539?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1067618058065876539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1067618058065876539&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1067618058065876539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1067618058065876539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/my-blueberry-nightnie-dla-zakochanych.html' title='My BLUEberry night/Nie dla zakochanych'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-8297905014467155428</id><published>2009-02-09T18:30:00.020+01:00</published><updated>2009-02-09T23:49:26.271+01:00</updated><title type='text'>Bad news from India/Polska daleko za Indiami</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SY9mzqdTG2I/AAAAAAAAAug/KEFFYYm73iQ/s1600-h/081120090917_cs-sax-homo_2%5B1%5D.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 265px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SY9mzqdTG2I/AAAAAAAAAug/KEFFYYm73iQ/s400/081120090917_cs-sax-homo_2%5B1%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5300568324194900834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze. Teraz będzie merytorycznie i z linkami. Przeczytałam jakiś czas temu w &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/82677,235350_Seks_w_Indiach__rewolucja__.html"&gt; Rzeczpospolitej&lt;/a&gt;, że aż 17 procent kobiet w Delhi korzystało z usług męskich prostytutek. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Złe wieści&lt;/strong&gt; mam też dla tradycjonalistów i tych, którym Indie kojarzyły się tylko z klasyczną &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kamasutra"&gt;kamasutrą&lt;/a&gt;. Otóż konfiguracji jest więcej. Nie ma też już tabu homoseksualizmu, o braku monogamii mówi się otwarcie, a związki pozamałżeńskie może nie stały się normą społeczną, ale – wydawałoby się – nie dziwią już pruderyjnych Hindusów. Ci przynajmniej mówią o seksualności otwarcie. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SY9m53Q9q1I/AAAAAAAAAuo/IoxL-ShUvJM/s1600-h/081120090917_cs-sax-homo_4%5B1%5D.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 233px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SY9m53Q9q1I/AAAAAAAAAuo/IoxL-ShUvJM/s400/081120090917_cs-sax-homo_4%5B1%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5300568430712040274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Shohini Ghosh&lt;/strong&gt;, profesor i kierownik Centrum Badań nad Komunikowaniem Masowym na Uniwersytecie Jamia Millia Islamia w Delhi popełnił w magazynie India Today &lt;a href="http://indiatoday.digitaltoday.in/index.php?option=com_content&amp;task=view&amp;id=20587&amp;sectionid=30&amp;Itemid=1&amp;issueid=92"&gt;artykuł&lt;/a&gt; na temat zachowań seksualnych Hindusów. Wspierał się anonimowym badaniem przeprowadzonym pod koniec ub. r. w 11 dużych miastach Indii. Od kilku lat AC Nielsen na zlecenie tego tygodnika przeprowadza takie badanie raz w roku w różnych częściach Indii. Ciekawe byłoby je wszystkie zestawić i zaobserwować zmiany w osatnich latach (może zrobię taką analizę w wolnej chwili?). I cóż się okazało? Na przykład, że trzech na pięciu spośród pytanych mężczyzn i jedna na pięć kobiet całkowicie akceptują pornografię. Do tej pory uważano tę dziedzinę seksualnego biznesu za leżącą w kręgu zainteresowań typowo męskich. Tymczasem 21 procent kobiet nie widzi nic złego w oglądaniu pornografii, a wśród nich aż 45 procent przyznaje, że pornografia zainspirowała je do bycia bardziej twórczymi w sferze seksualnej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Radykalne feministki hinduskie &lt;/strong&gt;zwalczają pornografię, tłumacząc to tym, że przyczynia się ona do zwiększenia liczby gwałtów. Ukuły hasło: &lt;em&gt;Pornography is the theory and rape is the practice.&lt;/em&gt; Nic nowego (dla nas w tej części Europy), prawda? Ale najwyraźniej hinduskie kobiety tego potrzebują, bo aż jedna (!) spośród 25 pytanych przyznała, że wzięła udział w filmie pornograficznym. Co prawda takim raczej amatorskim, na domowy użytek, niż dystrybuowanym gdzieś w nielegalnych, objazdowych kinach pornograficznych. Ale zawsze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wśród facetów&lt;/strong&gt; 16 procent mówi o swoich homoseksualnych preferencjach. Do bycia lesbijką przyznało się tylko 6 procent kobiet. Ale za to 16 procent spośród wszystkich badanych wyznało, że homoseksualne doświadczenia miało w swoim życiu przynajmniej raz. Jeden na pięciu Hindusów i jedna na dziesięć kobiet twierdzi, że akceptuje homoseksualizm. &lt;br /&gt;To bardzo interesujące wyniki, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w Indiach wciąż obowiązuje słynny paragraf 377, pochodzący jeszcze z czasów kolonialnych (dokładniej z 1860 roku; pisałam już o nim przy okazji &lt;a href="http://e-czytanka.blogspot.com/2008/11/geylestrans-friendly.html"&gt;Gay/Les/Trans Firendly&lt;/a&gt;), który uznaje homoseksualizm za przestępstwo karane karą więzienia do lat 10, stwierdzając, że &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Indian society strongly disapproves of homosexuality and the disapproval is strong enough to justify it being treated as a criminal offence even where consenting adults indulge in it in private&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jaki dysonans poznawczy&lt;/strong&gt; odczuwać muszą ci zwykli, ankietowani ludzie? I co mają z nim zrobić skoro tak chętnie przyznają się do swoich preferencji? Łamią przecież prawo.&lt;br /&gt;Otóż są tacy, którzy o nich dbają. W 2001 roku pozarządowa organizacja &lt;em&gt;Naz Foundation&lt;/em&gt; zajmująca się chorymi na HIV/AIDS, złożyła petycję do Sądu Najwyższego w Delhi, domagając się usunięcia tego paragrafu. Petycję jednak oprotestowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i różne tradycjonalistyczne ugrupowania, wierzące, że kara więzienia za homoseksualne zachowania właśnie chroni przed AIDS, i stoi na straży tradycyjnych wartości i kultury indyjskiej. Rząd odwołujący się do kolonialnego prawa, które ma pielęgnować historię Indii?! Co za ironia i hipokryzja. Everything is possible in India. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pocieszająca &lt;/strong&gt;jest dla mnie konkluzja profesora Ghosha. Życzy on sobie, by kategorię badań nad seksualnością Hindusów rozszerzyć o pojęcie &lt;em&gt;gender&lt;/em&gt;, i włączyć do niej &lt;em&gt;transgender&lt;/em&gt;.* Tylko wtedy dobrze zrozumiemy zachowania społeczne. &lt;em&gt;Świat nie dzieli się na rodzaj męski i żeński, a nasze ciała są tylko powłoką dla płci i seksualności&lt;/em&gt;. Najlepszym chyba podsumowaniem tego wywodu są przytoczone przez Ghosha słowa amerykańskiej antropolożki medycyny i feministaki - Carol Vance. Carol bardzo nie lubiła antypornograficznego feminizmu, popularnego w latach 80. m.in. w Nowym Jorku, bo uważała, że wszelka cenzura w sferze seksu i purytanizm i tak w końcu obrócą się przeciwko kobietom. No więc profesor cytuje na koniec jej słynne zdanie: &lt;em&gt;Najważniejszy organ człowieka leży pomiędzy uszami.&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A czy w naszym pięknym kraju&lt;/strong&gt; stosuje się kategorię gender do badania seksualnych zachowań Polaków? Nie wydaje mi się. Ale za to docierają do nas czasem takie budujące raporty z badań przeprowadzanych przez różne firmy farmaceutyczne, ewentualnie z tych powtarzanych co 4 lata przez profesora Izdebskiego. Nagłówki krzyczą: &lt;a href="http://wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Seksualne-zycie-Polakow-kwitnie,wid,10759298,wiadomosc_prasa.html?ticaid=1779f"&gt;Seksualne życie Polaków kwitnie!&lt;/a&gt;. No i jest tam o tym, że np. 87 proc. mężczyzn w wieku około 27 lat onanizuje się przed komputerem, że zdradzamy na Śląsku częściej niż w Wielkopolsce, o technikach, pozycjach i ile razy i z iloma partnerkami w ciągu życia. Właśnie! Raporty pisane są zawsze z punktu widzenia mężczyzny: &lt;em&gt;z iloma partnerkami&lt;/em&gt;. Wszystko w ujęciu M+K, po bożemu. A może polskie instytuty badawcze nie mają odpowiednich narzędzi do tak skomplikowanej kategorii, jaką jest &lt;em&gt;gender&lt;/em&gt;? Ciekawe, kiedy Indie nas wyprzedzą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* A jeśli klikniecie w ten odnośnik do tekstu w India Today (pod słowem "artykuł"), to zobaczycie jeden jedyny komentarz czytelnika, na samym dole, pod tekstem. Złe wieści, złe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fot. Za&lt;span style="font-style:italic;"&gt; India Today&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-8297905014467155428?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/8297905014467155428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=8297905014467155428&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8297905014467155428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/8297905014467155428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/bad-news-from-indiapolska-daleko-za.html' title='Bad news from India/Polska daleko za Indiami'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SY9mzqdTG2I/AAAAAAAAAug/KEFFYYm73iQ/s72-c/081120090917_cs-sax-homo_2%5B1%5D.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5823504405172723712</id><published>2009-02-08T22:18:00.010+01:00</published><updated>2009-02-09T23:51:46.892+01:00</updated><title type='text'>I love women/Kocham kobiety</title><content type='html'>Zrobiłyśmy comin out. Nie dało się inaczej po dwóch godzinach analizowania depresji i samobójczych prób Sylvii Plath w "Szklanym kloszu" i w jej prawdziwym życiu oraz dwóch kolejnych godzinach spędzonych na roztrząsaniu lęków Witkacego. Wnioski z wcześniejszych zajęć na temat projektu ustawy o prawie małżeńskim też nie były budujące. Jakby tego było mało, moje lektury na najbliższy tydzień to "Czarne słońce" Julii Kristevej i "Czego chcą kobiety" Eriki Jong. Będę się starała nie wpaść w rozpacz. Może pomoże mi w tym "Przystupa" Grażyny Plebanek oraz "Penelopiada" Margaret Atwood.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coming out był konieczny. Odbywał się w iście genderowej scenerii: w plugawym baraku na tyłach reprezentacyjnej ulicy. Pawilon miał wystrój marokański albo tunezyjski, w każdym razie arabski raczej niż, niestety, indyjski. Przy stoliku obok siedział transwestyta albo transeksualista. Miał perukę z kruczoczarnych włosów oraz czerwoną, muślinową sukienkę z falbanami przy dekolcie. Nie był piękny jak u Almodovara. Wcale nie był piękny. Ale to mu nie przeszkadzało od czasu do czasu całować się z grubą, blondwłosą dziewczyną. Właściwie to nie wiadomo do końca, czy dziewczyną, w każdym razie twarz miała kobiecą. Głaskał ją też po rękach.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Coming out dotyczył m.in.: małej biseksualistki, lesbijki, poganki i czarownicy, zakochanej doktorantki z miasta na P., pracownicy francuskiego koncernu z branży bardzo francuskiej, świeżej polonistki zafascynowanej naczelnym polskim piszącym gejem oraz roztańczonej fanki Ameryki Południowej. Mój społeczny coming out  &lt;em&gt;siostry &lt;/em&gt;uznały za mocny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam kobiety! Wszystkie jesteśmy takie niesamowite. Wszystkie mamy swoje bardzo, ale to bardzo podobne problemy, takie same obawy, marzenia, konstrukcje myślowe. Rozumiemy się bez słów. Mamy podobne oczekiwania, te same rzeczy są dla nas ważne. Każda ma swoje historie. I wszystkie mamy te same pieprzone histerie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Precz z samcami!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Hapufz1NFkY&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Hapufz1NFkY&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Wrażliwi i nieletni czytelnicy tego bloga wybaczcie, proszę, że stał się on ostatnio nieco prowincjonalnym może zapisem relacji z weekendowych ekscesów. Wrócę niebawem do erotyki. To znaczy chciałam powiedzieć: do merytoryki, oczywiście. Będzie o Indiach, będą linki, nazwiska, dziwne znaczki i daty i w ogóle będzie - jak zawsze - pasjonująco.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5823504405172723712?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5823504405172723712/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5823504405172723712&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5823504405172723712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5823504405172723712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/i-love-womenkocham-kobiety.html' title='I love women/Kocham kobiety'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2116044093762052299</id><published>2009-02-01T18:54:00.011+01:00</published><updated>2009-02-02T12:56:26.025+01:00</updated><title type='text'>Let's party/Impreza</title><content type='html'>Klub nocny. Sala o powierzchni około 50 metrów kwadratowych, wypełniona tak, że by dojść do baru w drugim końcu, trzeba się nieźle przeciskać. Na sali około 100 osób. Spośród nich połowę stanowią ciemne, czarnowłose dziewczyny w &lt;a href="http://www.radhashop.pl/oferta.php?idg=27&amp;n=CZOLI"&gt;czoli&lt;/a&gt; i chłopcy w koszulkach z nadrukiem &lt;a href="http://www.radhashop.pl/mprod.php?idg=30&amp;id=1148&amp;n=OMKARA%20T-SHIRT%20BRZOSKWINIOWY"&gt;OM&lt;/a&gt; z lekko pofalowanymi kędziorkami. Bileterem w klubie jest niziutki student (wąsy) informatyki z Hyderabadu. DJ zapodaje rytmy bolly/tolly/kolly (nie wiem, czym się różnią, nie pytajcie), na parkiecie trwa szaleństwo: brzęczą bransoletki dziewczyn, hinduscy chłopcy w charakterystyczny sposób podrygują, trzymając jedną rękę gdzieś w okolicach pępka, a drugą kreślą w górze kółka. Zainteresowanie swymi ekspresyjnymi ruchami wzbudza pewien długowłosy muzyk, który w innym znanym klubie często grywa na dziwnym instrumencie, co się &lt;span style="font-style:italic;"&gt;cithara&lt;/span&gt; chyba nazywa. Hindi miesza się z angielskim, papierosy z fajką wodną, piwo z wódką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wcale nie jest opis modnego klubu w Bombaju, do którego przychodzą turyści i pracujący tu biali. Tak się bawi nasza polska stolica w sobotnią noc. Dawno nie widziałam tak radosnego parkietu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/UrdQf-rWHuE&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/UrdQf-rWHuE&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;Bardzo śmieszą mnie te ich teledyski. Zadowolone i roześmiane gęby Sikkhów wywołują we mnie pewien dziwny stan błogości. O tych filmowych, w których występuje zawsze i obowiązkowo Shahrukh Khan nawet nie wspomnę, bo nie dość, że wcale mnie spojrzenie Shahrukha nie urzeka, to poziom kiczu jest tam tak wysoki, że przekracza moje progi tolerancji. Tak, jak na przykład tu:&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OxuKnE9eJwI&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OxuKnE9eJwI&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2116044093762052299?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2116044093762052299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2116044093762052299&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2116044093762052299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2116044093762052299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/02/lets-party.html' title='Let&apos;s party/Impreza'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6136830903512768025</id><published>2009-01-30T22:15:00.008+01:00</published><updated>2009-01-31T01:08:08.854+01:00</updated><title type='text'>Four men and bed/Czterech mężczyzn i kanapa</title><content type='html'>I had a dream yesterday..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś nad ranem śniło mi się, że z mojego mieszkania ktoś wynosi moją kanapę. Białą, miękką, obitą pluszową tkaniną w kawowo-białą kratkę. Ja leżałam na tej kanapie – to była pierwsza perspektywa. Niosło ją/mnie &lt;strong&gt;czterech &lt;/strong&gt;mężczyzn. &lt;br /&gt;Druga perspektywa była inna. Mocniejsza. Stałam przy schodach i obserwowałam jak drzwi od mieszkania otwierają się powoli, a potem tyłem wychodzi człowiek, za nim wynurza się bok kanapy, potem dwaj mężczyźni trzymający kanapę za środek, i czwarty. Widzę, co się dzieje, że to kanapa, wiem, że moja (chociaż wcale takiej nie mam!), więc krzyczę: zostawcie, to moje, dlaczego to robicie, o co chodzi. A oni nic. Nie reagują, nie słyszą mnie?! Jakby mnie w ogóle tam nie było. Rzucam się na nich i chcę wyrwać kanapę, przecież nie będę miała na czym spać! Ale to nic nie daje, mój opór jest dla nich najwyraźniej zerowy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, ważna rzecz – panowie ci są Hindusami! Reprezentują wąsaty typ hinduskiej klasy średniej w koszuli w kratkę, podrabianych dżinsach, trzymających się w pasie umiejscowionym wysoko ponad klasycznym miejscem, w którym mężczyzna europejski nosi pasek, i w sportowych butach. W końcu zmęczeni stawiają kanapę na korytarzu. Siadam na niej, dalej nie pójdą, basta! Ale oni po chwili ją podnoszą i idą dalej. Mnie najwyraźniej nie ma... Wnoszą ją do jakiejś kanciapki za rogiem korytarza (w rzeczywistości nie ma na mojej klatce żadnego takiego korytarza; jest inny na półpiętrze, słabo oświetlony, nigdy się tam nie zapuszczam). Pokój jest mały, zadymiony, na podobnej kanapie siedzą kobiety, palą papierosy i piją herbatę w szklankach na spodeczkach. Przez przeszklone, półotwarte drzwi widać stół, na nim talerz z ciastem, jakieś czekolady. W rogu gra telewizor. Znam to pomieszczenie. Kurczę, co to za miejsce? Obserwuję, jak Hindusi stawiają kanapę w wolnym rogu. Jeden z nich macha ze zrezygnowaniem ręką: &lt;strong&gt;A tam, nic z tego.&lt;/strong&gt; On i pozostali prawie natychmiast padają zmęczeni na tę kanapę. Zapalają papierosy, nic nie mówią. Widzę to wszystko, i zaczynam płakać. Czuję złość – dlaczego oni mi zabrali tę kanapę? Nagle, widzę, że w pokoju siedzi też ona, ta pisarka (nie mogę podać nazwiska, bo jest podobno bardzo drażliwa na tym punkcie)! Absurdalna myśl przychodzi mi do głowy: dlaczego nie dałam na okładkę najnowszego numeru gazety jej zdjęcia?! Przecież ona  m u s i  się tam pojawić! I wtedy się budzę, z płaczem. &lt;br /&gt;I nie wiem, dlaczego płaczę. Pamiętam, że kanapa i że ten pokój, że pisarka, nie kumam, zasypiam. Jest siódma. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Redakcja interpretuje sen - niezmiennie i jak zawsze niezawodnie - w jednym duchu: Może to znaczy, że zmienisz partnera? A może ktoś chce, żebyś spała na jego kanapie? Wyrzuć to łóżko! Przez nie tylko łzy! A może to ona (ta pisarka) w ten sposób mówi ci, że powinnaś jednak dać jej zdjęcie na okładkę, co? Bo jak nie, to kłopoty łóżkowe normalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No aż sprawdzam!  &lt;br /&gt;snimy.pl: Ktoś będzie o tobie plotkował.&lt;br /&gt;sennik-online.net: Spokojna starość. &lt;br /&gt;dreammoods.com: &lt;br /&gt;- To dream that you are searching for a bed, suggests that you are having difficulties acknowledging your intimate self. You may be feeling inhibited in expressing your sexuality. Alternatively, it may also mean that you are looking for domestic security and happiness. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To dream that you are floating or lifting up into the air from your bed, suggests that you are feeling helpless and  disconnected from those around you. Your ideas may be alienating people. You might need to tone down your personality a bit.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem dzwonię do mamy. Jest od kilku dni w szpitalu. Opowiada przejęta:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dziś rano płakałam. Nie mogłam się ruszyć, bo nogi mi się trzęsły, były jak z waty. Zmarła sąsiadka na łóżku obok. Czterech lekarzy próbowało ją ratować. Męczyli się, reanimowali, krzyczeli, starali. &lt;strong&gt;A tam, nic z tego!&lt;/strong&gt; W końcu wzięli we czterech to łóżko i ją wywieźli. Jakoś o siódmej rano to było.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem teraz. Ta kanciapa to przecież pokój pielęgniarek na Oddziale Kardiologii w Bielańskim. Chodziłam do nich tyle razy, np. po gorącą wodę na herbatę z plastikowego czajnika, który we śnie stał tam, gdzie zawsze. Zawsze tam mają ciasto. I te czekolady, co im pacjenci wkładają do kieszeni fartuchów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, jak to skomentować. Znajoma ma tak, że jak &lt;em&gt;bliska jej osoba&lt;/em&gt; ma napisać esemesa, to ona bierze do ręki telefon i czeka, aż esemes przyjdzie. I wie dokładnie, od kogo i kiedy. Ale ta wiedza trwa jakieś 3 sekundy przed tym jak esemes przyjdzie. Podobno koty podbiegają do mających zadzwonić telefonów. Moja Niuńka tak nie ma, ma wręcz przeciwnie. Kiedy dzwoni, ucieka na szafę. Schodzi po chwili i kiedy rozmawiam przez telefon stacjonarny, z zazdrości gryzie kabel, a kiedy przez komórkę – gryzie moje nogi. &lt;br /&gt;Ale wracając do snu i do komentarza – może tak: Myślcie o tym, co wam się śni. Jako racjonalistce zawsze wydawało mi się, że myślenie o na pozór absurdalnych, niepowiązanych ani ze sobą ani z z rzeczywistością abstrakcyjnych snach do niczego nie prowadzi. Ale teraz to już nie wiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SYORdHXS7bI/AAAAAAAAAuY/3tIlFgq1x5o/s1600-h/khan_na_motorze.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SYORdHXS7bI/AAAAAAAAAuY/3tIlFgq1x5o/s400/khan_na_motorze.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297237516096826802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A to zwierzenie pozwoliłam sobie tu umieścić – jak się może domyślacie – ze względu na tych czterech Hindusów. Na zdjęciu zrobionym przez Edka (no dobra, dobra, i ze strony Edka pożyczonym. Ale tylko po to, żeby ten świat był lepszy.) jest &lt;strong&gt;trzech &lt;/strong&gt;hinduskich lekarzy. Z &lt;strong&gt;czwartym &lt;/strong&gt;jechałyśmy na drugim motorze my.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6136830903512768025?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6136830903512768025/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6136830903512768025&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6136830903512768025'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6136830903512768025'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/01/four-men-and-bedczterech-mezczyzn-i.html' title='Four men and bed/Czterech mężczyzn i kanapa'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SYORdHXS7bI/AAAAAAAAAuY/3tIlFgq1x5o/s72-c/khan_na_motorze.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6541415577037640733</id><published>2009-01-28T00:26:00.006+01:00</published><updated>2009-01-28T01:11:02.934+01:00</updated><title type='text'>Pensons a l'avenir/Let's think of the future</title><content type='html'>&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/me4MWHjypgk&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/me4MWHjypgk&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znowu nic o Indiach nie będzie. Chociaż pewnie gdybym się zaparła i gdyby było trochę wcześniej, to bym pewnie znalazła, że w składzie grupy, z którą śpiewa Cali (Bruno Caliciuri), jest ktoś, kto ma hinduskie korzenie, albo odbywał oczyszczającą podróż po Indiach, albo lubi curry. Ale nie chce mi się. Chcę za to powiedzieć tak: &lt;br /&gt;Myślcie o przyszłości, planujcie. Miejcie marzenia, i realizujcie je. Nie poddawajcie się w obliczu trudności i racjonalizujcie. Ot, taki dydaktyzm z dobrego serca, hehe. &lt;br /&gt;Ach, a propos marzeń i planów: kończą mi się powoli (jak widać) zdjęcia, więc muszę jechać zrobić nowe. Zacznę prawdopowodobnie w Punie. Niektórzy uznają to miasto za raj, o jakim spokojnie marzyć mogliby bohaterowie Michela Thomasa, lepiej znanego jako Houellebecq. Ale, że się Indiami nie interesowali, to nie wiedzieli, co się dzieje w Punie. Ja też jeszcze nie wiem, ale znajomy, który przeprowadził się tam właśnie z Kalkuty, relacjonuje na bieżąco swoje postępujące zaangażowanie w życie aśramu. Ja też się wkrótce zaangażuję. &lt;br /&gt;नमस्ते&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6541415577037640733?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6541415577037640733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6541415577037640733&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6541415577037640733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6541415577037640733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/01/pensons-lavenirlets-think-of-future.html' title='Pensons a l&apos;avenir/Let&apos;s think of the future'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-7982992266808348336</id><published>2009-01-23T23:51:00.006+01:00</published><updated>2009-01-24T00:27:32.543+01:00</updated><title type='text'>Spring time/Wiosna</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXpKne5V0fI/AAAAAAAAAuA/CdPcZSvYDNA/s1600-h/P1110774.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXpKne5V0fI/AAAAAAAAAuA/CdPcZSvYDNA/s400/P1110774.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294626354096361970" /&gt;&lt;/a&gt;Benares&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś rano pod moim blokiem pojawiła się znajoma pani kwiaciarka. Ta sama, która w październiku sprzedawała gruszki i holenderskie truskawki. Dziś sprzedawała tulipany. Żółte, różowe, białe, czerwone. Prawdziwe. Wiosna przyszła w tym roku 23 stycznia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXpR-6QN7NI/AAAAAAAAAuQ/-9Qb9FEmt3I/s1600-h/P1140348.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXpR-6QN7NI/AAAAAAAAAuQ/-9Qb9FEmt3I/s400/P1140348.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294634453158456530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mumbai&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-7982992266808348336?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/7982992266808348336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=7982992266808348336&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7982992266808348336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/7982992266808348336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/01/spring-timewiosna.html' title='Spring time/Wiosna'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXpKne5V0fI/AAAAAAAAAuA/CdPcZSvYDNA/s72-c/P1110774.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6891890023888580920</id><published>2009-01-20T17:07:00.016+01:00</published><updated>2009-01-20T20:30:16.064+01:00</updated><title type='text'>Temptation/Kuszenie</title><content type='html'>Dziś jest 20 stycznia. Do końca lutego zostało 40 dni. I 40 nocy. Czas na kuszenie. &lt;br /&gt;Co może się w tym czasie wydarzyć? Co?! Coś? Cokolwiek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie chodzi mi wcale o film pt. "40 dni i 40 nocy". Choć może wcale nie byłoby tak znowu głupio wcielić w życie postanowienie głównego bohatera tego (podobno marnego, ale śmiesznego) filmu. Kuszenie to kuszenie. Uleganie lub trwanie. Wygrywanie lub przegrywanie. Ze sobą.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różni ludzie doszukują się wielu analogii, a nawet podobieństw pomiędzy Buddą a Chrystusem. Niektórzy uważają, że Budda jest wręcz pierwowzorem Chrystusa. Zatrzymajmy się na chwilę, moi mili, i weźmy taki prosty przykład jako materiał do tej krótkiej refleksji: Budda też był kuszony! Co prawda medytował kilka dni dłużej i był trochę starszy - miał wówczas 35 lat, podczas gdy Jezus umartwiał się jako 30-latek właśnie przez 40 dni i 40 nocy. Sidhattha Gotama siedział pod drzewem figowym w Bodhgai przez 49 dni i nocy, zanim stał się Buddą. Wcześniej włóczył się po wioskach i pustyniach, żyjąc w całkowitej ascezie i smutku. Doszedł jednak do wniosku, że zamartwianie się i ascetyczny tryb życia nic nie dają, a osłabiają tylko ciało i umysł. Miał inny pomysł  na dojście do jasności. Usiadł pod drzewem i postanowił nie wstawać, aż nie dozna oświecenia. A było 5 wieków przed Chrystusem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Obaj mieli w sobie niepokój egzystencjalny&lt;/span&gt;... Adam Szostkiewicz w &lt;a href="http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead07&amp;news_cat_id=1139&amp;news_id=276630&amp;layout=15&amp;page=text"&gt;POLITYCE&lt;/a&gt; z 15 grudnia 2008 roku pisał tak: &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Gautama jest kuszony, by wstał spod rozłożystego figowca i przerwał medytację. Mara, indyjski szatan, bombarduje go złymi wieściami, podsuwa erotyczne wizje, napuszcza żywioły przyrody. Mara żąda dowodów, że Gautama nie jest szarlatanem, że nie szuka tylko rozgłosu. Lecz tak jak Jezus na pustyni, Gautama nie ulega kusicielowi. A świadczy za nim Ziemia, której Gautama dotknął dłonią atakowany przez Marę. – Ja jestem jego świadkiem – odzywa się Ziemia głosem gromu. Uderzająco podobną scenę znajdujemy w Ewangelii: – Tyś jest mój Syn umiłowany – odzywa się niebo na widok Jezusa wychodzącego z Jordanu, gdzie przyjął chrzest od Jana.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, kim będę za 40 dni i nocy. &lt;br /&gt;Czy coś/ktoś zagrzmi? A jeśli tak, to będzie miał powód do grzmienia? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie, no co wy! Wcale nie uważam się za kolejne wcielenie któregoś ze wspomnianych tu bohaterów. Otóż za 40 dni i nocy, jak wspomniałam, będzie koniec lutego. Koniec lutego to: koniec zimnego łóżka, koniec samotnych pryszniców i śniadań, koniec kupowania jednego kotleta sojowego (zamiast dwóch), koniec wysokich rachunków za telefon, koniec nocnych pobudek na dźwięk przychodzącego esemesa, koniec miauczenia kota słyszącego otwierające się drzwi od windy na korytarzu, koniec legalnej marihuany, koniec kontraktu, koniec kryzysu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXYdzOfTWII/AAAAAAAAAtg/PSGgbHrzM-Y/s1600-h/388px-Mahabodhitree.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 259px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXYdzOfTWII/AAAAAAAAAtg/PSGgbHrzM-Y/s400/388px-Mahabodhitree.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293451177920518274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Drzewo Buddy w Bodhgai, a jakże. Fot. www.wikipedia.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6891890023888580920?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6891890023888580920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6891890023888580920&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6891890023888580920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6891890023888580920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/01/temptationkuszenie.html' title='Temptation/Kuszenie'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXYdzOfTWII/AAAAAAAAAtg/PSGgbHrzM-Y/s72-c/388px-Mahabodhitree.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-2235388669488177651</id><published>2009-01-20T11:50:00.004+01:00</published><updated>2009-01-20T14:42:26.081+01:00</updated><title type='text'>Empowerment of Women/Siła kobiet</title><content type='html'>&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jawaharlal_Nehru"&gt;Jawaharlal Nehru&lt;/a&gt;    pierwszy premier Indii, około 50 lat temu powiedział: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;You can tell the condition of a nation by looking at the condition of its women&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXUWLrb-QWI/AAAAAAAAAtU/mWJkqZuPKo0/s1600-h/P1120303.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXUWLrb-QWI/AAAAAAAAAtU/mWJkqZuPKo0/s400/P1120303.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293161326938308962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś w Indiach: &lt;br /&gt;* Każdego roku rodzi się 15 milionów dziewczynek. &lt;br /&gt;Spośród nich tylko 25 procent dożywa 15 lat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Ponad 88 procent kobiet w ciąży jest niedożywiona.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXUVHwdbTZI/AAAAAAAAAtE/VYseoNJlDX4/s1600-h/P1120330.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXUVHwdbTZI/AAAAAAAAAtE/VYseoNJlDX4/s400/P1120330.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293160160055479698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Kobiety pracują dłużej i ciężej niż mężczyźni.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXUVo6PL7nI/AAAAAAAAAtM/J0lwlU5hjZI/s1600-h/P1140060.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXUVo6PL7nI/AAAAAAAAAtM/J0lwlU5hjZI/s400/P1140060.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293160729615789682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Kobiety w wioskach i z niższych kast jedzą jako ostatnie, nawet jeśli są w ciąży. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXUUUyayzSI/AAAAAAAAAs8/6FLobMx3_t8/s1600-h/P1120252.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXUUUyayzSI/AAAAAAAAAs8/6FLobMx3_t8/s400/P1120252.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293159284407979298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Dziewczynki rzadziej posyłane są do szkoły niż chłopcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://rambodoc.wordpress.com/2007/09/23/empowerment-of-indian-women-a-mirage/?referer=sphere_related_content/"&gt;Źródło.&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-2235388669488177651?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/2235388669488177651/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=2235388669488177651&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2235388669488177651'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/2235388669488177651'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/01/empowerment-of-womensia-kobiet.html' title='Empowerment of Women/Siła kobiet'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SXUWLrb-QWI/AAAAAAAAAtU/mWJkqZuPKo0/s72-c/P1120303.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-4215356594165156838</id><published>2009-01-14T00:20:00.002+01:00</published><updated>2009-01-14T00:33:23.517+01:00</updated><title type='text'>Bollywood in Hollywood</title><content type='html'>4 Złote Globy dla filmu "Slumdog. Milioner z ulicy". &lt;br /&gt;To podobno "piękna, magiczna, wzruszająca historia. Prawdziwa historia." Polska premiera 27 lutego. Nie mogę się doczekać. &lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/AIzbwV7on6Q&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/AIzbwV7on6Q&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Danny Boyle, reżyser mówi o przeznaczeniu: &lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KJNCCd8mnQk&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KJNCCd8mnQk&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-4215356594165156838?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/4215356594165156838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=4215356594165156838&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4215356594165156838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/4215356594165156838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/01/bollywood-in-hollywood.html' title='Bollywood in Hollywood'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-1026476576573962908</id><published>2009-01-13T22:31:00.009+01:00</published><updated>2009-01-14T00:20:02.505+01:00</updated><title type='text'>Do you see any differences?/Znajdź szczegóły różniące zdjęcia</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SW0JGk-Hj9I/AAAAAAAAAsk/WrtmM6lEJKs/s1600-h/DSC09307.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SW0JGk-Hj9I/AAAAAAAAAsk/WrtmM6lEJKs/s400/DSC09307.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290895145838284754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SW0JgqiR11I/AAAAAAAAAss/bsUaZC_OZVc/s1600-h/DSC09308.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SW0JgqiR11I/AAAAAAAAAss/bsUaZC_OZVc/s400/DSC09308.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290895594008729426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjęcia zrobiłam w następujących po sobie sekundach. Tym samym aparatem, z tymi samymi ustawieniami. Tylko w drugim przypadku nie zadziałała lampa. Hmmm. Twierdzę, że, na drugim zdjęciu Ona otworzyła oczy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiałam się nad zamieszczeniem tu tego zdjęcia. Przecież to tylko światło, prawda? Po prostu inaczej pada na powieki Matki Teresy. Podświetlając te wypukłości powoduje, że kiedy porównamy z pierwszym zdjęciem, wydaje się nam, że oczy są otwarte. Ale umieszczam. I czekam na racjonalistów, racjonalizatorów, trzeźwych i trzeźwo myślących. Logicznych (mężczyzn?), którzy wierzą nie temu, co widzą, ale dowodom. &lt;br /&gt;Pomijając wszystkie uczucia związane z szacunkiem i podziwem, muszę przyznać, że po prostu Ją lubię. Nawet wbrew temu co uważał 10 lat temu pewien &lt;a href="http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1747"&gt;Niemiec-racjonalista&lt;/a&gt;. A raczej może dzięki temu jeszcze bardziej. Może też dlatego, że też jej Agnez było? W prezencie urodzinowym dostałam tę&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SW0YQXFzC8I/AAAAAAAAAs0/OOds3OEdzpM/s1600-h/Pojdz-badz-moim-swiatlem_Matka-Teresa,images_product,19,978-83-240-0962-6%5B1%5D.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 197px; height: 280px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SW0YQXFzC8I/AAAAAAAAAs0/OOds3OEdzpM/s400/Pojdz-badz-moim-swiatlem_Matka-Teresa,images_product,19,978-83-240-0962-6%5B1%5D.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290911806585506754" /&gt;&lt;/a&gt; książkę. OK, przyznaję, lektura jeszcze przede mną. Ale wiem na przykład, że kiedy żyła, siostry miały pewien zwyczaj: pod wysuwaną tabliczkę obok nazwy domu &lt;em&gt;Motherhouse&lt;/em&gt; przy wejściu do zakonu przy A. J. C. Bose Road numer 54 wkładały informacje, czy Matka jest w domu. Jeśli była, zostawiały kartkę z napisem &lt;em&gt;in&lt;/em&gt;, jesli nie - &lt;em&gt;out&lt;/em&gt;. Zgadniecie, co jest napisane teraz? Brawo. Teraz jest &lt;em&gt;in&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;Powiem wprost: ja się tam czułam mistycznie. Siedzałam i patrzyłam jak zahipnotyzowana na jej grób, trochę drżałam pewnie. Nie, nie modliłam się, nie wiedziałam wtedy jak. Było błogo, dziwnie, ciepło, dobrze i bezpiecznie. Tym bardziej dziwnie, że za ścianą umierali ludzie. Opowiadam czasem o tym mistycznym przeżyciu ludziom, a oni na mnie wtedy dziwnie patrzą. "Taaak? Przeszłaś duchową przemianę? Oo. To ciekawe!" Whatever. &lt;br /&gt;Tak było, naprawdę, Ona ciągle jest IN.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Przyrzekam, nic nie robiłam z tymi zdjęciami w Photoshopie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-1026476576573962908?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/1026476576573962908/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=1026476576573962908&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1026476576573962908'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/1026476576573962908'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2009/01/do-you-see-any-differencesznajd-szczegy.html' title='Do you see any differences?/Znajdź szczegóły różniące zdjęcia'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SW0JGk-Hj9I/AAAAAAAAAsk/WrtmM6lEJKs/s72-c/DSC09307.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-948936269448041241</id><published>2008-12-29T23:10:00.006+01:00</published><updated>2008-12-30T23:49:25.545+01:00</updated><title type='text'>Can't stand it anymore without India trip/Bez wyjazdu do Indii dłużej rady nie dam</title><content type='html'>&lt;em&gt;&lt;br /&gt;Mam na imię Kasia, &lt;br /&gt;dla przyjaciół Agnes &lt;br /&gt;bo Agnes lepiej brzmi &lt;br /&gt;co się samo przez się słyszy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z zainteresowań ja wymienić mogę: &lt;br /&gt;przyrodę, urodę, modę, wygodę, &lt;br /&gt;Kubę, snowboard, tao, kino, i'ching, feng shui,&lt;br /&gt;sushi, jing jiang, drum'n'bass, Buena Vista Socjal Club&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam na chwileczkę, &lt;br /&gt;muszę w toalecie przypudrować nosek &lt;br /&gt;Johny masz może puder.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja przepraszam państwa najmocniej za zgrzytanie zębami &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezu, mówię wam &lt;br /&gt;ja bez wyjazdu do Indii &lt;br /&gt;dłużej rady nie dam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słyszałam, że w Indiach &lt;br /&gt;oświecenie ulicami &lt;br /&gt;razem z krowami &lt;br /&gt;z krowami ulicami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam już spodnie khaki &lt;br /&gt;na miejscu kupię sari &lt;br /&gt;pojem trochę ryżu &lt;br /&gt;pojem trochę curry.&lt;br /&gt;Kiedy wrócę to sobie pogadamy &lt;br /&gt;relacje zdam z pobytu mego w Indiach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja przepraszam państwa...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;This song is about me. The only difference is that I do not like sushi. &lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hywCELezhMU&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hywCELezhMU&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tak w ramach minipodsumowań roku na tym indyjskim blogu. Starałam się bardzo. Nie być zbyt emocjonalna, nie pisać o demonach w głowie, nie dać się ponieść. Tylko rzeczowo, konkretnie, z backgroundem i linkami zewnętrznymi, trochę z humorem i cytatami, tytułami, źródłami i z Indiami w tle. Teraz wiem, że to był błąd. Po części. Naprawię go w przyszłym roku. &lt;br /&gt;Tymczasem tym, do których nie uda mi się doesemesować z gór, z góry życzę wiele dobrego i pięknego, przyszłego Roku. No i tego, co w poprzednim wpisie też,&lt;span style="font-style:italic;"&gt; bien sur&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Pa!&lt;br /&gt;Agnes&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-948936269448041241?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/948936269448041241/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=948936269448041241&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/948936269448041241'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/948936269448041241'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2008/12/cant-stand-it-anymore-without-india.html' title='Can&apos;t stand it anymore without India trip/Bez wyjazdu do Indii dłużej rady nie dam'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-6396333275169713989</id><published>2008-12-25T20:57:00.008+01:00</published><updated>2008-12-25T22:15:23.686+01:00</updated><title type='text'>Happy X-mass</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SVPl9t0z8_I/AAAAAAAAAsc/faliYmfIOCc/s1600-h/Part103.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 354px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SVPl9t0z8_I/AAAAAAAAAsc/faliYmfIOCc/s400/Part103.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283819636271608818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;25 grudnia, wieczór. Jedni dopiero zaczynają świętować, inni już skończyli i wrócili z domów rodzinnych do wynajętych mieszkań. Do prawie-rodzin, znajomych i przyjaciół, albo współlokatorów. I słuchają Trójki, w której zastanawiają się, co to jest szczęście i kto/co jest nam do jego osiągnięcia potrzebny. Chciałabym wiedzieć. A WY? Już wiecie? No to kilka podpowiedzi:* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Do szczęścia potrzebne jest trochę nieszczęścia. Trzeba czuć różnicę." &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Do szcześcia potrzebne nam są dobre relacje z innymi."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Szczęście można osiągnąć w samotności. Trudniej, ale można."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Szczęście można osiągnąć przez pracę, którą kochamy."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To, co dotyka nas niedobrego, to są drożdże do naszego rozwoju."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tworzenie."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Marzenia."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie mamy prawa być nieszczęśliwi. W tym sensie, że nie mamy prawa zatruwać naszymi problemami życia innym ludziom. Przyjacielowi nie wolno zwalać zbyt wiele na głowę. Od tego są terapeuci."&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;"Szczęśliwym łatwiej."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym, którzy tu czasem zaglądają, oraz Innym ŻYCZĘ WIĘC SZCZĘŚCIA. SZCZĘŚCIA. SZCZĘŚCIA. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* W Trójce rozmawiali: Elżbieta Mycielska-Dowgiałło, Maria Moneta-Malewska, Marian Moszoro. Rozmowę prowadził Dariusz Rosiak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-6396333275169713989?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/6396333275169713989/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=6396333275169713989&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6396333275169713989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/6396333275169713989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2008/12/happy-x-mass.html' title='Happy X-mass'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SVPl9t0z8_I/AAAAAAAAAsc/faliYmfIOCc/s72-c/Part103.gif' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-3684618195752922365</id><published>2008-12-12T11:56:00.004+01:00</published><updated>2008-12-12T17:59:37.934+01:00</updated><title type='text'>Women hate women</title><content type='html'>This is once again not connected to India. At all. But it is funny. As we need here in Warsaw sth funny, enjoy with Chris:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/HG9CnI8O6e8&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/HG9CnI8O6e8&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/r4VN8M3ypyg&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/r4VN8M3ypyg&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę śmieszne, trochę nie. No dobrze, a kim jest ten Chris? Protegowanym Eddie'ego Murphy'ego. Ma 43 lata i nieźle jeszcze wymiata. Zagrał w kilku komediach. A Comedy Central, taki kanał tivi (podobno zabawny, nie wiem, nie mam tivi), uznał go za jednego z pięciu występujących na żywo komików wszech czasów. Tu macie &lt;a href="http://www.chrisrock.com"&gt;jego stronę&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;Tomku z CS., jeszcze raz, kurde, dzięki za cynk/link.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-3684618195752922365?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/3684618195752922365/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=3684618195752922365&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3684618195752922365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3684618195752922365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2008/12/women-hate-women.html' title='Women hate women'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-3297960746719925457</id><published>2008-12-03T23:25:00.007+01:00</published><updated>2008-12-03T23:58:27.925+01:00</updated><title type='text'>Still about Mumbai</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/STcJ4Yio_9I/AAAAAAAAAh8/Ii-LiKHG9ec/s1600-h/P1140252.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/STcJ4Yio_9I/AAAAAAAAAh8/Ii-LiKHG9ec/s400/P1140252.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5275696352752893906" /&gt;&lt;/a&gt; Mumbai, India Gate view, Taj Mahal hotel on the left&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;To był koszmar. Przez 50 godzin nie wychodziliśmy ze studia nagraniowego!&lt;/em&gt; - pisze w e-mailu Aravind z telewizji TimesNow. Tivi stanęła na wysokości zadania. Za to w polskiej "Polityce" numer 49 Mroziewicza Krzysztofa o zamachach &lt;a href="http://www.polityka.pl/indyjski-911/Lead33,934,275296,18/"&gt;tekst&lt;/a&gt;. Autor  ubolewa w nim m.in. nad skomplikowanym jak na początek kadencji zadaniem dla Obamy: &lt;br /&gt;&lt;em&gt;Terroryści wykorzystali próżnię władzy w Waszyngtonie. Barack Obama nie zdążył jeszcze objąć urzędu, a już ma na głowie poważny kryzys, który może pokrzyżować jego plany w Afganistanie, a zdolności przywódcze wystawić na wczesną próbę. Zwłaszcza że do inauguracji pozostały jeszcze prawie dwa miesiące, a przez ten czas może dojść do eskalacji napięć albo kolejnych zamachów.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-3297960746719925457?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/3297960746719925457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=3297960746719925457&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3297960746719925457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3297960746719925457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2008/12/still-about-mumbai.html' title='Still about Mumbai'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/STcJ4Yio_9I/AAAAAAAAAh8/Ii-LiKHG9ec/s72-c/P1140252.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5457521826044536626</id><published>2008-12-02T12:39:00.006+01:00</published><updated>2008-12-02T13:11:55.970+01:00</updated><title type='text'>Politik is everywhere</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/STUfuSznOPI/AAAAAAAAAh0/t5G44LJT8Gc/s1600-h/83-06-02959-3_81004_F.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 258px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/STUfuSznOPI/AAAAAAAAAh0/t5G44LJT8Gc/s400/83-06-02959-3_81004_F.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5275157418717165810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kupiłam tę książkę (podobno jedyna o nim w Polsce) i od razu mi się przyśnił. Manu z Indiami ma tyle wspólnego, że jego muzykę niektórzy zaliczają do tzw. sceny &lt;span style="font-style:italic;"&gt;indie-rockowej&lt;/span&gt; albo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;frenchindie&lt;/span&gt;. Czyli nie ma nic wspólnego. (No chyba, że ma - oświeci mnie ktoś?) Ale w video poniżej mówi o polityce i konfliktach. W kontekście bombajskich zdarzeń pozwalam sobie go więc tu zaprosić:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/rGbKM45qUTw&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/rGbKM45qUTw&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-5457521826044536626?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/5457521826044536626/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=5457521826044536626&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5457521826044536626'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/5457521826044536626'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2008/12/politik-is-everywhere.html' title='Politik is everywhere'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/STUfuSznOPI/AAAAAAAAAh0/t5G44LJT8Gc/s72-c/83-06-02959-3_81004_F.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-3238506991692580411</id><published>2008-11-27T18:19:00.010+01:00</published><updated>2008-11-28T16:33:11.779+01:00</updated><title type='text'>Senseless tragedy in Mumbai</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SS7fFw8nGzI/AAAAAAAAAhs/-BdFMsc4igY/s1600-h/z5994635X.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 270px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SS7fFw8nGzI/AAAAAAAAAhs/-BdFMsc4igY/s400/z5994635X.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5273397503828892466" /&gt;&lt;/a&gt; Fot. AP za www.gazeta.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Senseless. This should not happen. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;It's been 24 hours from terrorist attack now. 125 people killed, 327 injured. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce jest godz. 18.20, w Indiach 22.50. Minęły właśnie 24 godziny od wczorajszych zamachów dokonanych w 10 punktach Bombaju. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, co się stało, dowiedziałam się dość późno, dzisiaj, około 15. I poczułam, jakby to się działo gdzieś bardzo blisko, tu, obok. Zabolało mnie serce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się na Colabie - okolicy, gdzie jest najwięcej turystów i hoteli. Bomba wybuchła w słynnej Cafe Leopold, gdzie wypada stołować się każdemu białasowi (Tam piłyśmy herbatę miętową ostatniego dnia.). &lt;br /&gt;Na Colabie też kwitnie handel (Tutaj przez pół dnia włóczył się za mną sprzedawca bębnów, który uparł się, żeby mi sprzedać jeden z nich. Obniżał cenę, choć wcale się nie targowałam. Kiedy z 700 zszedł do 100 Rupii, kupiłam taką małą tablę dla - wówczas - mojego chłopaka, który miał ambicje, żeby być perkusistą.). &lt;br /&gt;Na Colabie zaczepiła mnie dziewczyna z ekipy produkującej filmy Bollywood, proponując, żebym zagrała w filmie następnego dnia. Zagrałabym, ale to był nasz ostatni dzień w Indiach. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Dlaczego zamachowcy uderzyli w turystyczne miejsce?! Właśnie o obcokrajowców podobno terrorystom chodziło. Cytat za www.gazeta.pl:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Terroryści: To dopiero początek&lt;br /&gt;- Ostrzegamy rząd Indii, by zaprzestał powtarzających się niesprawiedliwości wobec muzułmanów i oddał tereny im ukradzione. Wiemy, że rząd Indii nie potraktuje tych ostrzeżeń poważnie - napisali terroryści z organizacji Mudżahedini Hajderabadu i Dekanu w mailu, który publikuje "Hindustan Times". Według nich atak na Bombaj to dopiero początek. - Dlatego zdecydowaliśmy się na ostrzeżenie, które nie pozostanie po prostu ostrzeżeniem. Udowodniliśmy, że to prawda, a próbkę widzieliście w Bombaju - piszą terroryści. - Teraz będziemy reagować do czasu, gdy nie osiągniemy zemsty za wszystkie zbrodnie i zniewagi nam wyrządzone - dodali w mejlu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamachowcy pochodzili z Pakistanu?&lt;br /&gt;Terroryści, którzy w środę przypuścili serię krwawych zamachów w Bombaju, pochodzili z Pakistanu - oświadczył wysoki rangą przedstawiciel indyjskiej armii, gen. R.K. Hooda. Pakistan temu zaprzeczył. Dziennik "Times of India" podał zaś, także powołując się na źródła w armii indyjskiej, że terroryści aresztowani w hotelu Trident/Oberoi prawdopodobnie pochodzili z okręgu Faridkot w pakistańskim stanie Pendżab.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pakistański minister obrony Chaudhry Ahmed Mukhtar "zdecydowanie oświadczył" jednak, że Pakistan nie ma nic wspólnego z zamachami. Pakistański minister spraw zagranicznych Shah Mehmood Qureshi, który przebywa właśnie z wizytą w Indiach, powiedział, że jest "zaszokowany i przerażony" zamachami w Bombaju. Zapewnił też o woli pełnej współpracy w zwalczaniu terroryzmu w regionie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Indie często oskarżały wcześniej Pakistan o zamachy na swoim terytorium. Pakistan odpowiadał na to, że Indie nie powinny nikogo oskarżać bez dowodów. (...)"&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SS7b1nbQBNI/AAAAAAAAAhk/cnHgRNlj4nE/s1600-h/z5994949X.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 317px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SS7b1nbQBNI/AAAAAAAAAhk/cnHgRNlj4nE/s400/z5994949X.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5273393927860258002" /&gt;&lt;/a&gt; Fot. STRINGER/INDIA REUTERS za www.gazeta.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aravind, znajomy z telewizji TimesNow z Bombaju, nie odpisuje na mejla. Na stronie telewizji są newsy: http://www.timesnow.tv&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-3238506991692580411?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/3238506991692580411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=3238506991692580411&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3238506991692580411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3238506991692580411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2008/11/senseless-tragedy-in-mumbai.html' title='Senseless tragedy in Mumbai'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SS7fFw8nGzI/AAAAAAAAAhs/-BdFMsc4igY/s72-c/z5994635X.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-3399672489414993302</id><published>2008-11-20T22:41:00.007+01:00</published><updated>2008-11-21T18:09:07.199+01:00</updated><title type='text'>Ideały/Ideas</title><content type='html'>Legły w gruzach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Runeły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja francuska miłość* się odezwała. Samoistnie. W nie/dobrym momencie**. Nie wiem, czy nadal rozwiedziona. Ale. Zdjęcie. O bosz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogolił się (znaczy - łysy), nosi czapkę, pasiastą bluzę dresową z kapturem (tak!), jakies smycze na szyi, oraz, uwaga - w uszach ma wielkie, brylantowe kolczyki, jak jakiś Snoop Dog.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bosz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No gdyby nie te kolczyki. To bym odpisała. A tak... nie, nie, nie. No nie, nie mogę.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czarnego z siebie zrobił. Oł, dżizas. Wcale nie jestem rasistką. Po prostu śmieszy mnie ich styl pod tytułem &lt;em&gt;jestem twardzielem&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, ale dlaczego tu o tym piszę?! Miało być bez zwierzeń i osobistych uwag przecież. Dlatego, że ten kolega o orzechowych oczach i czekoladowym kolorze skóry, która kiedyś pachniała wanilią, jest Hindusem. Urodził się na wyspie słoni i cynamonu. Sprawdźcie sobie, jak nie wiecie, co to za wyspa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SSXoXBYn8RI/AAAAAAAAAhc/bwvb8orOfiE/s1600-h/P1140337.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SSXoXBYn8RI/AAAAAAAAAhc/bwvb8orOfiE/s400/P1140337.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5270874421113385234" /&gt;&lt;/a&gt;To jest kawałek jednego z dwóch słoni, strzegących wejścia do świątyni w Bombaju. To dzielnica, w której jest największe zagęszczenie hinduistycznych świątyń, nazwa wyleciała mi z głowy. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;PS Po tym wszystkim rzuciałm się do szuflady, odnalazłam na dnie kopertę z biletem rezerwującym Internet w centrum Pompideau i ze zdjęciami. I znowu zdziwienie. Brakuje jednego zdjęcia, tego, którego szukałam. Tego na którym staliśmy razem na zapleczu kina, w którym pracowaliśmy. Nie ma tego zdjęcia, zniknęło. Szufladę przeszukałam - może wypadło z koperty? - nie ma nigdzie. Nie rozumiem.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;** Platoniczna.&lt;br /&gt;* To jeszcze nie koniec kryzysu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5996244988733827317-3399672489414993302?l=e-czytanka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://e-czytanka.blogspot.com/feeds/3399672489414993302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5996244988733827317&amp;postID=3399672489414993302&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3399672489414993302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5996244988733827317/posts/default/3399672489414993302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://e-czytanka.blogspot.com/2008/11/ideayideas.html' title='Ideały/Ideas'/><author><name>ulotny</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10265295948552087339</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SNPFWH-_oTI/AAAAAAAAAaM/0NFzmOKUwL0/S220/P1110454.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uU0ohIc6l1A/SSXoXBYn8RI/AAAAAAAAAhc/bwvb8orOfiE/s72-c/P1140337.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5996244988733827317.post-5245327069820961874</id><published>2008-11-08T21:35:00.050+01:00</published><updated>2008-11-15T18:14:26.175+01:00</updated><title type='text'>Gey/Les/Trans Friendly</title><content type='html'>O kobietach i mężczyznach będzie. I o trzeciej płci. Oraz o lesbijkach i gejach. &lt;br /&gt;20 listopada obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Trans Ofiarach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;November, the 20th is &lt;a href="http://gender-org.armadillodesigngroup.com/remember/day/"&gt;The Transgender Day of Remembrance&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw o tym, że w Indiach kobieta może mieć więcej niż jednego męża. To się nazywa &lt;em&gt;&lt;strong&gt;poliandria&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; (z greckiego: &lt;em&gt;polys &lt;/em&gt;- wiel
